Animela Animela
760
BLOG

O azraelitach (rzecz o granicach)

Animela Animela Społeczeństwo Obserwuj notkę 15

       Gdy byłam jeszcze dzieckiem, każdy chłopiec w Polsce chciał być Kmicicem. Obecnie czytanie powoli zanika (choć syn twierdzi, że od kilku lat właśnie się odradza), a nawet te osoby, które czytają, często krzywią się na Sienkiewicza. A jednak, moim zdaniem, „Trylogia” to dzieło wybitne, i to pod każdym względem. Niemała w tym zasługa barwnych, pełnokrwistych postaci, co to nie do końca święte, niezupełnie grzeszne … po prostu: jak w życiu.

          Andrzej Kmicic to właśnie taka postać niejednoznaczna: świetny żołnierz, oddany władcy, Bogu i Ojczyźnie, a przy tym wszystkim … zdrajca. Początkowo zdradza Polskę wbrew własnej woli, związany przysięgą daną Radziwiłłom, ale potem – przekonany przez jednego z nich, że służąc Radziwiłłom, służy właśnie Polsce – oddał się tej służbie tak, jak zawsze: całą duszą i sercem. W służbie u Radziwiłłów nieźle dał się we znaki polskim patriotom, bo przecież zabijaką był nieustraszonym i wyćwiczonym.

                 Dopiero, gdy mniej znający się na charakterach Radziwiłł całkowicie jasno odsłonił przed Kmicicem prawdziwe intencje rodziny, młody żołnierz przeżył olśnienie i zrozumiał, że choć chciał dobrze, to naczynił wiele zła.

                Piszę o tym, ponieważ nie sposób nie odnieść się do tak znaczącego w Polsce wątku literackiego, gdy się czyta o – jak to nazwał Jan Herman – azraelitach. Notkę Pana Hermana przeczytałam zupełnie przypadkowo, wyłącznie dlatego, że zainteresował mnie tytuł. Jakoś mi się to skojarzyło z byłym blogerem salonu24.pl, Azraelem, którego zawsze podejrzewałam, że jest idiotą lub pisze na zlecenie któregoś sąsiada Polski. Jak wynika z notki Pana Hermana, nie ja jedna miałam takie podejrzenie, ponieważ Azraela ktoś posądził o to, że „bierze jurgielt”.

         Pan Jan Herman wyznał, że od jakiegoś czasu od rosyjskiego urzędnika dostaje zwrot kosztów podróży na i z konferencji organizowanej w Rostowie nad Donem. Pan Herman, człowiek, jak się okazuje, wielce skrupulatny, spytał, czegóż to urzędnik od niego oczekuje w zamian – i usłyszał, że niczego. Po prostu, rosyjski urzędnik ma taką możliwość i gest, więc płaci. Czysta transakcja, nic podejrzanego, zresztą Pan Herman fakt otrzymywania pieniędzy ogłosił, co podobno można znaleźć w internecie – niestety, nie podał linku, więc nie jestem w stanie zweryfikować, jaki był na to odzew.

              Przyznaję, że nie mam najmniejszych podstaw, by podważać słowa Pana Hermana. Skoro twierdzi, że rosyjski urzędnik płaci mu za podróże z czystej przyjaźni, to ja oczywiście mu wierzę bez zastrzeżeń. W końcu – cóż to za pieniądze dla takiego rosyjskiego urzędnika – bilet samolotowy z, powiedzmy, Warszawy do Rostowa? … No, i z powrotem. Jak splunąć! Nic dziwnego, że i wymagania w stosunku do beneficjenta nie mogą być zbyt wielkie. Albo może nawet żadne? … Może to po prostu samo przez się się rozumie, że – dajmy na to – w sytuacji, gdy ktoś zostanie podejrzany jako „jurgieltnik”, to beneficjent – ot, bez nacisku, od niechcenia – stanie w jego obronie? …

         Nie mam pojęcia, jaka jest prawda. Wdzięczność to dla ludzi szlachetnych mocny impuls. Wdzięczność i lojalność. Kmicic był wyjątkowo lojalny – a że czasem stawał po niewłaściwej stronie? …

                      Za to intencje zawsze miał czyste!

             Jak rozumiem, pokusa darmowych podróży na konferencje jest ogromna. Czy jednak rzeczywiście nie ma niczego nienormalnego w braniu pieniędzy od rosyjskich urzędników? Ostatecznie, Rosja to nie jest państwo, które by nam nieba przychyliło! No, i od razu przypominają się wyznania tych wszystkich zdemaskowanych TW. którzy się tłumaczyli, że oni "nic istotnego nie powiedzieli". Naturalnie - zapewne nawet sami w to wierzyli. Tyle, że nie istnieje informacja nieważna, i banalny z pozoru fakt, że X dokądś podążał z panią Y, albo że palił papierosa, mógł ułatwić np. szantaż.

             Jeszcze raz podkreślam - nie mam zamiaru ani możliwości rozstrzygać, czy Azrael "brał jurgielt". Natomiast po wyznaniu kolejnego salonowego azraelity mam jednak pewniem dyskomfort. Wiem, że mnie by nie skusiły pieniądze rosyjskich urzędników, i czułabym się jakoś tak bezpiecznej w Polsce, gdyby każdy zechciał stosować się do tej jednej, prostej, zasady: nie brać pieniędzy od zdeklarowanych wrogów Polski.

 

http://matuzalem.salon24.pl/577086,jakem-azraelita

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo