Oczywiście, w tej chwili nie można mieć pewności, ale jednak wszystko wskazuje na to, że zwycięzcą pierwszej tury wyborów prezydenckich będzie Andrzej Duda. Rzecz jasna, nie przesądza to automatycznie wyniku drugiej tury, ale nikt nie potrafi zaprzeczyć, że w peletonie nastąpiła zmiana lidera. W normalnym kraju, w normalnej sytuacji, byłoby to czymś normalnym - w Polsce jest to jednak trzęsienie ziemi. Prezydent Komorowski został upokorzony przez "człowieka znikąd" ... i to na własną prośbę. Własną i swego zaplecza partyjnego.
Te prawie osiem lat władzy, a pięć - władzy absolutnej (bo nawet bez kontroli mediów) nie tylko zdegenerowało platformersów, ale i wzbudziło w nich poczucie bycia nadluźmi. Dobrym przykładem tego jest pani Bieńkowska, która - przeflancowana do Brukseli - postanowiła tam zaprowadzić porządki "jaśnie pani" z Polski. Najzwyczajniej w świecie - ludzie Platformy uwierzyli w swą własną wielkość. Lata pochlebstw na umysły nie najwyższych lotów często tak wpływają.
Gdy zarówno Komorowski, jak i premier Kopacz oraz inni członkowie PO zaczęli bredzić o pewnej wygranej Komorowskiego w pierwszej turze, o nijakości kandydatów itd. - byłam przekonana, że wynik wyborów jest już ustawiony. Te niemal obłąkańcze wywody sprawiały wrażenie, jakby Platforma już miała głosy policzone - w inny sposób nie sposób było wytłumaczyć sobie tego zadufania.
Okazało się, że ruskie serwery tym razem zawiodły, a prezydent Komorowski został pokonany przez tego, którego nazwał czeladnikiem ...
Otóż - przegrać nigdy nie jest łatwo. Jeśłi jednak się przegrywa z przeciwnikiem godnym siebie, to nie ma hańby. Etos rycerski ogromną wagę przykładał do oddania honorowemu przeciwnikowi godności; pokonany przeciwnik, jeśli walczył dzielnie, nie spotykał się ze zniewagą.
Natomiast prezydent Komorowski, na własną prośbę, stwarza teraz wrażenie szkolnego chuligana, któremy dołożył ten mały i wątły kujon z trzeciej d ...
Pani Kidawa-Błońska jakiś czas temu wyznała: "Łatwiej się wygrywało z Tuskiem" (niż z Kopacz). Teraz się okazało, że nie tylko z panią premier trudniej się wygrywa, ale nawet - jest się skazanym na porażkę.
Oczywiście, nie jest to taka porażka, jak w przypadku SLD, której szef - Leszek Miller - wystawił do boju panią, jak to "elegancko" ujął dziś Czarzasty - Ogórkową, a która zgarnęła 2 lub trzy procent poparcia. Przypomnijmy, że Napieralski w wyborach prezydenckich miał prawie 14 procent - no, ale ja od dawna piszę, że Leszek będzie grabarzem lewicy. Co właśnie się sprawdza.
Jak porażkę - w pierwszej turze, przypominam, ale prestiżową i dotkliwą - porazkę zniesie PO?
Oczywiście, trzeba poczekać do ostatecznych wyników. Jeśli nie będzie cudu nad urną i wygra Duda - a wygra, bo wiele znajomych osób, które w pierwszej turze oddało głos na Kukiza, w drugiej poprze kandydata PiS - to PO prawdopodobnie w szybkim tempie się rozpadnie. PO to nie żadna partia, tylko zlepek bezideowych kombinatorów, w większości umoczonych w większe lub mniejsze afery.
Tylko że wtedy, niestety, powróci z Brukseli Tusk na białym koniu - jako ten, z którym "wygrywało się łatwo", i wąż ugryzie się we własny ogon.


Komentarze
Pokaż komentarze (83)