Polskę obiegła ostatnio fala memów związanych z błyśnięciem przez prezydenta Komorowskiego "empatią" w stosunku do młodych ludzi (znajdź lepszą pracę, weż kredyt" oraz do ojca pozbawionego praw rodzicielskich. Oczywiście, prezydenckie bon moty zostały przypisane szczególnego rodzaju bystrości umysłowej mistrza kandydatów, ja jednak, po raz kolejny, chciałam zwrócić uwagę, że problem jest znacznie głębszy i nie dotyka wyłącznie Polski.
Za pierwszej komuny partyjni dygnitarze zażywali względnego dobrobytu. Oczywiście, dziś możemy się na to uśmiechać, bo to był luksus siermiężny i na miarę socjalistycznej gospodarki - i trzeba przyznać, że ONI starali się z tym kryć: słynne były sklepy "za firanką" ...
Gdy pierwsza komuna z wielkim hukiem przeistoczyła się w drugą, prezydent-elekt wyrzucił z siebie z szale uniesienia: "Zdrowie wasze w gardło nasze!". Oczywiście, Bolesław Wałęsa był - i jest nadal - prymitywem zupełnie wyjątkowym, ale ta pazerność na dobra doczesne okazało się zarówno główną, jak i powszechną, zaletą solidarnościowych "elit". Przypomnę Kwaśniewskiego, który w jakimś pałącyku - bodajże w Wiśle - kazał się malować prawie jak monarcha :) ... i tę szczególną skłonność do nieludzko drogich zegarków, którą śp. Józef Oleksy skwitował zdumionym: "Na huj mu tyle tych zegarków? ...".
Trzeba jednak przyznać, że aż do czasów przed-PiS-owskich ten niepohamowany (niepochamowany?...) pęd do bogacenia się za wszelką cene był skutecznie ograniczany poprzez częste zmiany władzy, zaś nastanie rządów PiS całkowicie przecięło możliwości korupcyjne (bo o tym naprawdę mówimy, gdy wspominamy o tych symbolicznych zegarkach), co pewien znany lekarz publicznie podsumował tak: "Jeśli lekarze mają nie brać łapówek, to musicie nam lepiej płacić ...".
Oczywiście, żal dać przepadać dobru - więc PiS obalono przed terminem ... i nastała złota era złotych zegarków.
Prezydent Komorowski, choć formalnie działa w struktuach demokratycznych, w rzeczywistości jest przedstawiecielem kasy wyższej. Zarówno on sam, jak i jego rodzina oraz znajomi nie mają NAJMNIEJSZEGO pojęcia o tym, w jaki sposób żyją normalni ludzie. Stanowią prawo dualistyczne: jedno dla "swoich", inne - dla nas.
Prezydenta Komorowskiego nie dotyczy problem fatalnej służby zdrowia, bo ma wydzieloną opiekę medyczną. Nie jeździ autobusami, nie musi się utrzymywać za najniższą pensję ... a nawet za pensję średnią. Jego dzieci nie dotyka problem bezrobocia. Oczywiście, z kredytami dla państwa Komorowskich też nie ma problemu ...
Oczywiście - nie jest to wyłącznie problem polski. Proszę sobie przypomnieć Tuska, który dostał synekurę (Bóg jeden wie, w zamian za co, ale jeśli się popatrzy na stan Polski, to łatwo się domyślić) za zupełnie niebywałe pieniądze, a na dodatek będzie mieć czterech kamerdynerów.
A przecież stanowisko Tuska nie jest jedynym tak bajecznie opłacanym - tych senekur są dosłownie setki, jeśli nie tysiące!
Jak to się ma do demokracji? ... No nijak, oczywiście.
Dlatego dopóki ludzie nie zaczną kojarzyć podstawowych faktów - na przykład takich, że to, iż babcia na przyjęcie do szpitala musi czekać kilka miesięcy, albo że dziadka nie stać na wykupienie leków, albo że karetka nie przyjechała i dziecko zmarło - ma z sobą nierozerwalny związek. Bo jeśli pan Komorowski i pozostali mają opiekę medyczną na najzwyższym poziomie, to nie muszą dbać o takową dla przeciętnych Kowalskich. Zwłaszcza, że ci Kowalscy wcale się o nią nie upominają.
No i zwłaszcza, że przecież przeniądze można wydać znacznie sympatyczniej, niż na służbę zdrowia ...


Komentarze
Pokaż komentarze (19)