Prezydent Duda chce być prezydentem wszystkich Polaków. Prezydentem wszystkich Polaków jednak być nie może, bo nie każdy, kto mieszka w Polsce, a nawet ma polskie obywatelstwo, Polakiem się czuje. Wiele osób z obozu antypisu czuje się obywatelami Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, a bycie Polakiem to dla nich powód do wstydu. Te osoby od 2,5 roku cierpią, ponieważ prezydentem nie jest, a od Rubaszny Bronek albo inny ICH człowiek, a od pół roku serce rozdziera im świadomość, że rząd jest niedemokratyczny, bo wybrany nie po ich myśli. Próba puczu sprzed roku nieudana, więc szykują grunt pod kolejny zamiar obalenia rządów PiS (rzekome „padaj głupku”, które miał jakoby powiedzieć marszałek Terlecki pod adresem posła Truskolaskiego). A to, że prezydent Duda jest przez opozycję instrumentalnie, to widać gołym okiem – zwłaszcza środowisko sędziowskie).
Prezydent ma również ogromny problem z kadrami (chyba w dużej części odziedziczonymi po poprzedniku), który nie potrafi mu podpowiedzieć posunięć jednocześnie zgodnych z protokołem, ale – powiedzmy – korzystnych dla prezydenta. Oczywiście, że zwyczajem jest zapraszanie byłych prezydentów i premierów na obchody 11.listopada, jednak można to było zrobić tak, żeby wszyscy wiedzieli, że mus musem, ale Tusk jest wPolsce persona non grata, czyli wysłać zaproszenie w ostatniej chwili. Wówczas, gdyby Tusk uparł się skorzystać z zaproszenia, wyszedłby na chama i prostaka, który się wprasza na przyjęcie, gdzie jest niemile widziany.
A przecież zawsze można zapomnieć wysłać zaproszenie do kogoś, prawda? Winę można zrzucić na sekretarkę, której da się większą nagrodę na święta :) A tak w ogóle, to każdy, kto ma do czynienia z dyplomacją choćby w minimalnym stopniu, powinien – obowiązkowo – przeczytać „W poszukiwaniu straconego czasu”, bo ta powieść to, między innymi, doskonały wykład z tego zakresu.
A już zaproszenie Tuska i NIEZAPROSZENIE jednocześnie środowisk narodowych to jest głośne i cyniczne splunięcie dużej części Polaków w twarz. Przypominam, że nie kto inny, tylko narodowcy właśnie, przez lata organizowali Marsz Niepodległości i radzili sobie z tym naprawdę świetnie, mimo prowokacji prokurowanych przez policję polityczną Tuska.
Wydaje mi się, że prezydent Duda ma szczytne cele: być prezydentem ponad podziałami. Może jakiś profesor historii Polski (zwykłego doktora prezydent mógłby nie chcieć wysłuchać) zechciałby prezydentowi udzielić lekcji historii Polski? Tej starszej i tej najnowszej? Bo jakoś wydaje mi się, że prezydentowi umknęło z pamięci, że Polska jest krajem postkolonialnym i jakie to miało i ma reperkusje? ...
Od pewnego czasu prezydent Duda (a nie uprzedzałam?!!!) zachowuje się tak, jakby rów polsko-polski, i tak głęboki niczym Marjański po katastrofie smoleńskiej, postanowił pogłębić. I robi to z zabójczą skutecznością – zabójczą również dla swojej drugiej kadencji. Może lekarstwem byłoby zatrudnienie dobrego fachowca od protokołu dyplomatycznego? Ale tym razem, błagam, nie ze starej sprawdzonej kuźni kadr Bula-Komorowskiego ...



Komentarze
Pokaż komentarze (30)