W roku 2015, po podwójnych wyborach: prezydenckich i parlamentarnych, wszystko wydawało się łatwe i szybkie do odrobienia: chamski, antydemokratyczny skok na Trybunał Konstytucyjny (obsadzenie 5 stanowisk własnymi sędziami, wbrew kalendarzowi wyborczemu) przez koalicję PO-PSL dawał gwarancję uwalenia każdego dobrego pomysłu PiS, zaś użycie dyspozycyjnych mediów i pożytecznych idiotów (KOD, powołany kilka dni po zaprzysiężeniu rządu) pozwalał mieć niepłonną nadzieję na szybką zmianę nastrojów społecznych na prorządowe. Dodatkowo, obsadzenie wielu stanowisk unijnych przez polityków niemających z Polską nic wspólnego (poza obywatelstwem), jak Hanna Suchocka, Janusz Lewandowski, Donald Tusk, Elżbieta Bieńkowska i inni mamiło obietnicą ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy polskiej tak czy inaczej: jeśli nie ulicą, to choćby - zagranicą. I do niedawna narracja totalitarnej opozycji znajdowała posłuch za granicą. Tyle, że to się właśnie zmieniło.
Amerykański dwutygodnik Foreing Policy w artykule "Opozycja powinna winić samą siebie" odnosi się do pierwszej tury wyborów samorządowych w Polsce w sposób, który Schetynie i Kosiniakowi-Kamyszowi zapewne spowodował odpłynięcie całej krwi z twarzy.
Dziennikarze niezwykle przytomnie zauważyli, że narracja wokół PiS-owskiego rządu, który ponoć trzyma się na ostatnich nogach, całkowicie stracił popularność i lada chwili obywatele wyjdą milionami na ulice, jest zupełnie fałszywa. Rzeczywistość wygląda zupełnie odwrotnie: rządzący PiS ma stabilne i rosnące poparcie, natomiast opozycja staje się coraz słabsza. I dzieje się tak zarówno dlatego, że rządzący zdołali wykreować trwały przekaz o spełnianiu obietnic wyborczych oraz wzroście gospodarczym, jak i z winy samej opozycji, która nie ma literalnie żadnego pomysłu na siebie. Autorzy artykułu piszą wprost, że kompletnie nie wiadomo, po co opozycja chce odsunąć PiS od władzy - poza tym, żeby odsunąć PiS od władzy :)
Innymi słowy: Amerykanie bardzo wyraźnie stwierdzili, że opozycja powinna się wreszcie odstosunkować od rządzących, a zająć się wreszcie (zamiast ulicznymi burdami i donoszeniem za granicę, czego wszyscy mają już serdecznie po kukardę) tym, do czego jest ZOBOWIĄZANA opozycja w demokratycznym państwie i za co DOSTAJE PIENIĄDZE w postaci dotacji partyjnych.
Od siebie dodam, że zerknęłam dziś przez chwilę na tvn i zobaczyłam jakiegoś chłopka-roztropka z PSL (Jarosław Kalinowski) który płakał, że jego partia przegrała z PiS, bo ten ostatni robił wszystko, żeby wygrać jak najwyżej. Przysięgam - nie przesadzam nic a nic. PSL by wygrało w cuglach, gdyby nie to wredne PiS, które postanowiło twardo walczyć o zwycięstwo!
No, to z takimi kadrami opozycja totalitarna faktycznie ma mikre szanse na pozostanie w Sejmie przy kolejnym rozdaniu :)




Komentarze
Pokaż komentarze (12)