12 obserwujących
508 notek
554k odsłony
2446 odsłon

Nauczyciele staną się najbardziej znienawidzoną grupą zawodową?

Wykop Skomentuj84

Oczywiście jeśli do protestu 8 kwietnia dojdzie. I w czasie egzaminów. Bo to czy kadra pedagogiczna jest w stanie się uzupełnić na czas np. matur, to wyjdzie w praniu. Teoretycznie wszystko jest możliwe. Nauczyciele po raz kolejny dają o sobie znać i po raz kolejny w sposób negatywny. "Granie" strajkiem i to "granie" rozłożone w czasie coraz bardziej przypomina chłodną grę polityczną, która ma rządowi kampanię wyborczą. W zapewnienia ZNP, że tak nie będzie trudno uwierzyć, bo dopiero czyny pokażą, jak jest naprawdę. Te czyny i tutaj trzeba zgodzić się z innymi, że gdy rządziło PO owszem dochodziło do strajków, ale nie taką skalę, a Broniarz i jego świta szybko się z rządem dogadywali. Lata 2013-15 to brak podwyżek, a najniższa krajowa od której uzależniona jest pensja nauczycielska i każda inna, była niska. Teraz, gdy wszystko idzie do przodu, domaga się podwyżek, o których niektóre grupy społeczne mogą tylko marzyć. Zachowania nauczycieli powinno i trzeba skomentować w kilku aspektach.

Po pierwsze: pensje pedagogiczne jak każdej innej grupy zawodowej są niskie. Na podobnym poziomie. Wiem, bo zarabiam tyle, co pedagog.Przez lata nie zrobiono nic, aby trud pedagogiczny nauczycielom wynagrodzić. Dodatki w postaci wakacji, ferii czy wycieczek to nie to samo, co godziwa pensja. Platforma zrobiła błąd zaniedbując (podobnie jak pielęgniarki i lekarzy w pewnym stopniu) tą grupę społeczną, ale i PIS niestety robi trochę za mało i za późno. Moim zdaniem najlepszym okresem na podwyżki były lata 2016-17 kiedy i nie było wyborów, ale i był czas, by pensje od początku rządów prawicy rosły systematycznie, to teraz zapewne wynagrodzenie było by wyższe niż podawane. Oczywiście dobrze, że PIS to robi, ale podwyżki dla budżetówki i każdej innej branży powinno być priorytetem.Miejmy nadzieję, że rządzący podczas najbliższej kampanii krajowej o tym nie zapomną. 

Po drugie: pensja adekwatna do przekazywanej wiedzy. Niektórzy oburzają się na roszczenia pedagogiczne. Uważają, że nie powinni oni strajkować i żądać podwyżek, bo przekazywana przez nich wiedza w małym stopniu trafia do uczniów, a ci wychodzą ze szkół słabo przygotowani. Ja uważam, że problem jest po środku. Przede wszystkim faktycznie istnieje problem słabego wykształcenia uczniów. Ale jest to wina i nauczycieli, ale i rodziców też, bo zarówno jedni, jak i drudzy nie są w stanie chyba zmotywować dzieci do nauki. Za dużo luzu, a za mało dyscypliny powoduje, że zaczynają pojawiać się braki i jest to widoczne. Ale i problem leży gdzie indziej: w programie nauczania. Jest on tak przeładowany, że nie sposób wyrobić z każdym zagadnieniem, a dodatkowo są tam rzeczy, które dzieciom mogą się w przyszłości przydać. Niestety nie zrobiono nic, aby zmodyfikować program, ułożyć go tak, aby pewna wiedza nie była wałkowana wiele razy z rzędu, a niektóre zagadnienia na pewnym etapie  powinny być dla uczniów, którzy żywo się danym przedmiotem interesują. A podejście nauczycieli bardziej "ludzkie". Nie powinno na siłę patrzeć tylko na zrealizowany program, ale na to, co dzieciaki interesuje i jaki jest poziom ich wykształcenia. Inną sprawą jest, że wiedza nie używana, zanika. A potem trzeba czasu, by ją przyswoić na nowo.

Po trzecie: Karta Nauczyciela. Odzywa się coraz więcej osób, które są za jej zniesieniem. Tak, aby grono pedagogiczne dostosować do rynku, a to pozwoli na być może lepszą przyszłość w zawodzie. Ja uważam, że niektóre jej zapisy są ważne dla pedagogów np. brak zwolnienia z pracy dla nauczycieli dyplomowanych etc., ale sam dokument jest reliktem. Wiele ich zapisów jest aktualnie nie nowoczesnych i sprawia, że trudno coś negocjować, bo cały czas to grono chroni owa karta. Takie zapisy, o których wspominałem zostawić, a resztę znieść. Jest to ruch bardzo ryzykowny, ale sądzę, że potrzebny. A w zasadzie był, bo teraz chyba przez dwa najbliższe lata można o tym zapomnieć.

Po czwarte: sama kwestia strajku i udziału ZNP i p. Broniarza wyzwala przynajmniej we mnie kwestię dyskusji o wynagrodzeniach dla związkowców i ich roli. Sama pensja Broniarza z tego co gdzieś czytałem w kwocie 11 tys. zł za wykonaną nie wiem jaką pracą (chyba, że dodatkowo gdzieś uczy, ale nie sądzę) jest czymś, co powinno nauczycieli przerażać. Że ich szef związkowy zarabia 5 razy więcej od nich przez niższym nakładzie pracy. Teraz powinno się wykonać ruch w postaci radykalnego obniżenia uposażenia związkowego. Jest to temat powracający po raz kolejny. Ja jestem za tym, by władze związkowe zarabiały za swój wkład w walkę o lepszą pracę, ale powinny być do pieniądze adekwatne. Tak rozdźwięk nie powinien w ogóle się pojawić. Dziwi mnie, że rząd nie podjął rozwiązań w tym kierunku. Mam nadzieję, że podejmie.

Podsumowując: rząd dużo ryzykuje graniem na zwłokę jeśli chodzi o problemy nauczycieli. Powinno się to załatwić szybko i konkretnie. Natomiast sporo ryzykują też nauczyciele, a w zasadzie ZNP, który ma ich w rękach. Rodzice nigdy nie wybaczą, gdy przez ich upór, ucierpią dzieci. A do tego może dojść. Oby nie.

Wykop Skomentuj84
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo