36
BLOG
Spadek, Aplisens i SEC, czyli jak zwykle wszystko na mojej głowie
Znów ten sam cyrk, co zwykle. Jedni dzielą majątek po zmarłych, inni przesuwają inwestycje, a Amerykanie znów straszą regulacjami. Ja tylko patrzę na swoje papiery i myślę, gdzie tu się schować ze złotem.
Polski inwestor to musi mieć oczy dookoła głowy i nerwy ze stali. Bo jak nie wojna na Bliskim Wschodzie, to spory rodzinne o spadek, a jak nie spory, to SEC coś nowego wymyśli. Człowiek by chciał spokojnie poczekać na dywidendę, a tu ciągle coś się dzieje. I powiedzcie mi, kto to wszystko ma ogarnąć? Ja, elektryk po czterdziestce, czy może prezes NBP, który ostatnio chyba zgubił kompas? Zacznijmy od tego spadku, bo to temat, który zna każdy, kto miał w rodzinie większy majątek. Sprzedaż udziału w nieruchomości to droga przez mękę. Jak są dwaj spadkobiercy, to jest źle, ale jak trzech albo czterech, to już jest kompletna klapa. Jeden chce sprzedać, drugi chce wynająć, trzeci chce tam mieszkać, a czwarty nie wie, czego chce. Znam to z opowieści znajomego z Radomia, który pół roku walczył z bratem o garaż po ojcu. W końcu sprzedali ten garaż za bezcen, tylko po to, żeby mieć święty spokój. I o to chodzi, że jak rodzina się kłóci o majątek, to banki i pośrednicy zacierają ręce. A tu jeszcze Aplisens przesuwa inwestycje na 2027 rok. Kiedyś to była solidna firma, a teraz patrzcie, co się dzieje. Wojna na Bliskim Wschodzie bije w zamówienia, a ludzie czekają z decyzjami. Ja rozumiem, że jak gdzieś huczy, to biznesy wstrzymują wydatki, ale żeby od razu na dwa lata? To chyba znak, że nie tylko moje akcje są w odwrocie, ale cała gospodarka taka nerwowa. Tylko Apator się chwali mocnym półroczem, przychody w górę, zysk w górę. I od razu człowiek myśli: gdzie tu haczyk? Bo w Polsce jak coś wygląda za dobrze, to zwykle znaczy, że za chwilę przyjdzie korekta. Osobny rozdział to SEC i ich nowy plan dla krypto. Amerykanie znów coś knują, a my tutaj mamy patrzeć i czekać na szczegóły. Ja tam wiem swoje, że jak SEC coś ogłasza, to najpierw spada rynek, a potem dopiero wyjaśniają, o co chodziło. To jak z tymi moimi altcoinami, które kupiłem w 2021 roku, bo mi się wydawało, że będę drugim miliarderem. Skończyło się na tym, że siedzę na stratach i modlę się, żeby chociaż połowę odzyskać. Dla tych, którzy chcą wiedzieć, co dalej z kryptowalutami, polecam sprawdzić aktualne analizy sygnałów i rekomendacji dla rynku kryptowalut, bo ja już swoje przeżyłem i wolę nie ryzykować. Wracając do mojego portfela, to wygląda on jak pole walki. Mam KGHM, który jest jak walidol, niby trzyma, ale serce i tak boli. Orlen, który politycy ciągną w jedną stronę, a rynek w drugą. I PZU, które niby powinno być stabilne, ale jak patrzę na ich decyzje, to ręce opadają. Gdzie tu znaleźć spokój? Chyba tylko w złocie, które zawsze jest złotem. Nie ma na nim koronawirusa, nie ma wojny, nie ma SEC. Tylko leży i czeka, aż świat zwariuje do końca. I tak sobie myślę, że my, drobni inwestorzy, jesteśmy jak te muchy w smole. Każdy coś pisze, każdy coś doradza, a my targamy się z losem. Ale co zrobić, skoro lokaty nie dają nic, a obligacje skarbowe to lipa. Trzeba ryzykować, ale z głową. Jak to mówią, lepiej stracić okazję niż kapitał. Ja wolę poczekać na lepsze czasy, przeczekać te



Komentarze
Pokaż komentarze