36
BLOG
Korekta na giełdzie, Bitcoin bije rekordy, a Zygmunt patrzy na swoje akcje i myśli
Instytucje kupują bitcoiny jak szalone, a moje akcje KGHM stoją w miejscu. Na Wall Street czerwone świece, u nas też nie ma wesela, a ja się zastanawiam, czy to już koniec ery drukowania pieniędzy, czy dopiero początek cyrku.
No i mamy to, o czym pisałem od miesięcy. Kapitał, który jeszcze rok temu grzecznie siedział w obligacjach skarbowych czy funduszach, teraz ucieka gdzie pieprz rośnie. A rośnie głównie w Bitcoinie. Instytucje pobiły rekord zakupów, podobno 12,4 miliarda dolarów w ostatnim kwartale. Brzmi imponująco, prawda? Tylko że ja, Zygmunt z Radomia, patrzę na swój portfel i widzę, że GPW stoi, a Wall Street robi korektę. I zadaję sobie proste pytanie: czy oni wszyscy wiedzą coś, czego ja nie wiem, czy to kolejna bańka, która pęknie mi w rękach jak ta z GetBacku? Pamiętam czasy, gdy każdy Kowalski był ekspertem od akcji. Teraz każdy Kowalski jest ekspertem od krypto. Ale jest jedna różnica. Tamten cyrk z Amber Gold skończył się płaczem, a tu instytucje, te wielkie fundusze, które mają za zadanie pomnażać cudze emerytury, wykładają grube miliardy na Bitcoina. Może nie są głupi. Może widzą to, czego nie widzi prezes NBP, który dalej twierdzi, że inflacja jest przejściowa. A ja patrzę na ceny w Biedronce i mówię: panie prezesie, nie kpij pan. Czy warto kupić Bitcoina podczas korekty? Ja tam zawsze powtarzam: kupuj, ale z głową. Nie całą wypłatę, nie pod zastaw mieszkania. Tylko tyle, ile możesz stracić bez płaczu. Bo jak widzę, że GPW i Wall Street lecą w dół, a BTC bije rekordy, to myślę sobie, że to nie jest przypadek. Kapitał szuka schronienia przed inflacją i przed kryzysem zaufania do banków centralnych. Stary Zygmunt mówi: złoto to świętość. Ale młody rynek mówi: Bitcoin to cyfrowe złoto. Może i coś w tym jest, skoro wielkie fundusze wolą cyfrowe monety niż polskie obligacje skarbowe. No właśnie, obligacje. Ktoś mnie pyta, czy warto kupić obligacje skarbowe 2026 w czerwcu, skoro Bitcoin bije rekordy. Ja na to odpowiadam: a po co panu samochód terenowy, jak pan mieszka w bloku i jeździ tylko do pracy? To dwie różne filozofie. Obligacje to spokojny sen, pewny procent, ale jak inflacja żre cztery procent, a oprocentowanie masz trzy, to jesteś w plecy. Bitcoin to rollercoaster. Raz 30 procent w górę, raz 40 w dół. Ja tam osobiście trzymam i jedno, i drugie. Ale jak ktoś pyta o radę, to mówię: nie słuchaj rad, tylko zastanów się, czy wytrzymasz, jak twoje krypto poleci na dno przez pół roku. Bo nie oszukujmy się, psychika to podstawa. A jak ktoś pyta, czy warto inwestować w kryptowaluty w 2025 roku, skoro instytucje kupują, to powiem tak: warto, ale tylko jak traktujesz to jako długi dystans, a nie sprint do majątku. Ja tam swoje BTC trzymam od trzech lat i nie sprzedałem nawet wtedy, jak było 60 procent pod kreską. I co? Teraz jestem z powrotem na plusie. Ale to nie jest gra dla nerwowych. Instytucje mają swoich analityków, algorytmy, prawników. Ty masz tylko siebie i swój rozum. Więc jak już chcesz wejść, to wejdź z planem, a nie z emocjami. I zawsze patrz na szerszy obraz, nie na pojedyncze świeczki. Ja codziennie sprawdzam bieżące informacje gospodarcze i analizy rynkowe na pulsrynku.com, bo wolę wiedzieć, co się dzieje, zanim wydam pieniądze, niż potem płakać nad stratą. Rynek nie wybacza ignorancji. Na koniec powiem wam coś, czego nie zobaczycie w telewizji. Te wszystkie korekty na giełdach i rekordy Bitco


Komentarze
Pokaż komentarze (1)