PolskiKryptoLog PolskiKryptoLog
30
BLOG

Czerwiec 2026, czyli jak NBP gubi klucze, a ja szukam złota w szafie

PolskiKryptoLog PolskiKryptoLog Gospodarka Obserwuj notkę 0
Żyjemy w czasach, kiedy to instytucje kupują bitcoiny, a Kowalski ma dylemat, czy za te 3,5 procent z lokaty kupić sobie bilet do dentysty. Zobaczmy, co nam szykują w Warszawie i Brukseli, zanim znów przeczytam o kolejnym cudownym planie naprawy finansów.
No i mamy czerwiec 2026. Za oknem słońce, w portfelu dziura, a w telewizorze znowu panie w garsonkach tłumaczą, że inflacja im się wymsknęła, ale już ją łapią. Ja tam swoje wiem. Pamiętam GetBack, pamiętam Amber Gold, pamiętam jak mi doradca z banku mówił, że OFE to strata czasu. Dziś patrzę na te wszystkie rezerwy bitcoin, które podobno instytucje zwiększają, i pytam retorycznie: po co mi cyfrowy złoty środek, skoro nie mogę nim zapłacić za wymianę instalacji u sąsiada? Minister finansów pewnie powie, że obligacje skarbowe w czerwcu to strzał w dziesiątkę. Może i tak. Ale jak widzę, że państwo samo sobie pożycza na lewo i prawo, to się zastanawiam, czy to nie jest taki łańcuszek, gdzie ostatni w kolejce dostaje pokwitowanie. Instytucje finansowe mogą sobie trzymać bitcoiny w sejfach, niech się bawią. Ja wolę coś, co mogę dotknąć, ewentualnie przetopić na łańcuszek dla żony. Chociaż żona mówi, że woli złotą obrączkę, a nie wirtualny zapis w chmurze. A co do tego całego ETF na bitcoina, o którym trąbią w internecie. Podobno można inwestować w kryptowalutę bez jej fizycznego posiadania, wystarczy wejść na GPW. Tylko ja się pytam: po co mi pośrednik, który bierze prowizję za to, że pokazuje mi palcem na wykres? To jak z tą lokatą w 2025 roku. Bank daje 3,5 procent, a ja sobie liczę, że jak odłożę dziesięć tysięcy, to po roku zarobię tyle, co na jednym tankowaniu diesla. Lokata to nie jest inwestycja, to jest przechowalnia, która jeszcze bierze opłatę za straszenie mnie, że jak wyjmę wcześniej, to stracę odsetki. I teraz tak sobie myślę, czy może zamiast giełdy warszawskiej nie kupić sobie PlayStation 5. Przynajmniej mam jakąś namacalną konsolę, a jak się znudzi, to mogę ją sprzedać na OLX. Ale nie oszukujmy się, to zabawka, a nie budowanie majątku. Gdyby ktoś mi powiedział dwadzieścia lat temu, że będę o tym pisał na blogu, to bym go wyśmiał. Dziś śmieję się z resztą, bo rynek jest tak popsuty, że ludzie traktują sprzęt do grania jak lokatę alternatywną. Więc co ma zrobić biedny elektryk z Radomia? Ja tam kombinuję tak: część w złoto, część w solidne spółki typu KGHM czy PZU, a o reszcie staram się nie myśleć za dużo, bo jak za dużo myślę, to mi ciśnienie skacze. A propos myślenia, to warto czasem zajrzeć do sprawdzonych źródeł, żeby nie dać się nabrać na kolejną ściemę. Ja tam sobie czytam bieżące informacje gospodarcze i analizy rynkowe na pulsrynku.com i dzięki temu wiem, kiedy KNF zmienia zdanie, a kiedy tylko udaje, że pilnuje porządku. Bo cała ta Unia Europejska i nasz kraj to taka trochę szopka. Z jednej strony chcą cyfryzacji, z drugiej boją się, że ludzie przestaną ufać bankom. A ja im mówię: za późno, już dawno przestaliśmy ufać wyłącznie temu, co mówicie. Wystarczy spojrzeć na stopy procentowe, które obniżają, żeby gospodarka odżyła, a potem się dziwią, że ludzie wolą trzymać gotówkę w skarpecie. No ale skarpeta nie przynosi zysku, więc trzeba kombinować. Więc odpowiadając na pytanie z tytułu: czy warto kupić obligacje, czy lepiej iść

Entuzjasta kryptowalut i GPW, okazyjnie publikuję na pulsrynku.com  Polecam https://pulsrynku.com/artykuly/kryptowaluty

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka