31
BLOG
Znowu górka i znowu dół, czyli mój portfel po ośmiu latach nauki
Kryptowaluty lecą na pysk, Orlen też, a ja siedzę z kawą i patrzę, jak moje oszczędności robią się o 30 procent szczuplejsze. Tylko złoto jakoś się trzyma, ale o tym cicho, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Pamiętam, jak w 2017 roku pierwszy raz kupiłem bitcoina. Za tysiąc złotych, na górce, jak prawdziwy Janusz. Potem była zima, potem GetBack, potem Amber Gold, potem likwidacja OFE. Człowiek się uczy, że jak państwo coś obiecuje, to znaczy, że zaraz zabierze. Dziś mamy 2025 rok i sytuacja wygląda znajomo. Bitcoin po szczycie 126 tysięcy dolarów zjechał jak winda w bloku bez konserwacji. Dlaczego? Bo z rynku zniknęła tania gotówka. Fed i EBC podnoszą stopy, pieniądz przestał być darmowy, a całe to krypto towarzystwo żyło właśnie z darmowego pieniądza. Do tego doszły nowe podatki, nowe regulacje, nowe urzędy, które chcą wiedzieć, co robisz z każdą złotówką. Ja się nie dziwię, że ludzie uciekają. Ale nie tylko krypto oberwało. Orlen też spada. I tu już nie ma litości. Słabe wyniki rafineryjne, petrochemiczne, gigantyczne wydatki inwestycyjne, a do tego polityka, która miesza w spółce jak w garnku bigosu. Trzymam Orlen od lat, bo wierzę w tę spółkę, ale jak patrzę na kurs, to mam wrażenie, że ktoś się na mnie uwziął. Może i się uwziął. A teraz Bitcoin znowu oddał cały wzrost po złotym krzyżu w jednej świecy. Jeden dzień i po robocie. Inwestorzy wstrzymują oddech przed głosowaniem nad Clarity Act w Senacie. Ustawa ma niby uporządkować rynek, ale ja się pytam: kto ją pisze? Bo jak zwykle ci sami ludzie, którzy nie odróżniają blockchainu od łańcucha do roweru. Jak przejdzie, to może być ulga. Jak nie przejdzie, to może być rzeź. A ja mam tylko 54 lata i nerwy ze stali, ale nie aż takie. Zaglądam czasem na aktualne analizy sygnałów i rekomendacji dla rynku kryptowalut, żeby nie podejmować decyzji na podstawie przeczuć i porannej kawy. Bo przeczucia mnie już nie raz kosztowały. Kiedyś sprzedałem KGHM, bo mi się śniło, że miedź spadnie. Miedź wzrosła, ja zostałem z gotówką i wstydem. Wracając do sedna. Europa i USA zacieśniają politykę pieniężną, a rynek kryptowalut już to czuje. Fed podnosi, EBC podnosi, a ja się zastanawiam, czy to nie jest przypadkiem ostatni dzwonek przed kolejną wielką bańką. Bo jak stopy idą w górę, to kapitał ucieka z ryzykownych aktywów do obligacji i lokat. A krypto to najbardziej ryzykowne aktywo, jakie znam. Poza altcoinami, które są cyrkiem na kółkach. Szanuję BTC, ale cała reszta to dla mnie loteria. Złoto trzymam od 2013 roku. Kupowałem po 1300 dolarów za uncję i kupuję dalej. Nie po to, żeby zarobić, ale po to, żeby nie stracić. Bo złoto nie ma prezesa, nie ma zarządu, nie ma polityków, którzy mogą je zepsuć jednym rozporządzeniem. PZU, KGHM, Orlen to moje koniki na GPW, ale złoto to moja polisa. Co dalej? Nie wiem. Nikt nie wie. Ale jak słyszę, że rząd znowu coś wymyślił dla dobra obywateli, to sprawdzam portfel i modlę się do świętego Rynku. Bo w tym kraju jedyne, co pewne, to podatki i to, że KNF obudzi się dopiero wtedy, gdy będzie po ptakach. Trzymajcie się ciepło i nie inwestujcie więcej, niż możecie stracić. Ja się tej zasady trzymam od ośmiu lat i jakoś żyję.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)