100 obserwujących
748 notek
899k odsłon
  2552   0

Mity powstania warszawskiego

Odwrót z Woli. Tak to nazwano w oficjalnym narzeczu wojskowym, ot, odskok, przegrupowanie. Z poziomu ulicy prości żołnierze manewr ów oceniali tak:
 
Wygląda na koniec Powstania, osłaniamy nie wiadomo czyj odwrót. Powstańcy bez broni, tyłowe formacje masowo przebierają się w cywila, czyli cywilizują się. […]
Ulica Chłodna rozszerza się i rozwidla otaczając kościół jak zamek na wyspie pośrodku rzeki. […] Chodzę dookoła i przyglądam się kamiennym postaciom świętych, girlandą opasujących kościół. Obojętne twarze patrzą w przeszłość czy przyszłość, my uciekniemy, ludność wymordują, one tylko zostaną, najwyżej ogień trochę je osmali. […]
Ani na chwilę nie wątpiłem, że byliśmy strażą tylną, którą dowództwo nie zawaha się rzucić Niemcom na pożarcie, aby ocalić siebie i swych popleczników. [6]
 
Parę miesięcy temu odsądzono od czci twórców scenariusza filmu o załodze Westerplatte. Do szału doprowadzały hurrapatriotów sceny spożywania alkoholu przez obrońców cypla (chociaż sami żołnierze w powojennych relacjach bynajmniej się z tym nie kryli). Może podczas powstania polski duch bojowy obył się bez ekstrabodźców? Niestety nie:
 
[akowcy rozstrzeliwują konfidentów gestapo. Dwaj zdrajcy padają od strzałów, zostaje kobieta, skomląca o litość. Nie ma odważnego do wykonania egzekucji. Wówczas…]
 
… z gromady gapiów wychodzi powoli rosły mężczyzna. Jest to dawny marynarz, twarz ma siną, jest „na gazie”. Bierze pistolet jednego z chłopców i strzela w głowę kobiety. Pada jeden, drugi, trzeci, czwarty strzał. […]
- Ulżyłem sobie – mówi i ociera ręką spocone czoło. [7]
 
No cóż, to marynarz i cywil. Może powstańcy byli wolni od alkoholizmu?
 
Rozglądamy się za czymś francuskim, w tłoku nie widać szampana, więc bierzemy skrzynki koniaku. […]
Po powrocie jedną butelkę wręczam kolegom, a skrzynki oddajemy do dyspozycji dowódcy kompanii, […] Zdeponowany alkohol jest jakoby przeznaczony do użytku wszystkich, na czarną godzinę, dla pokrzepiania serc przed atakiem, dla ochłody, na rozgrzewkę, dla chorych, rannych i w umiarkowanych dozach jako multiwitamina. […] Wybór koniaku okazał się nieudany. Smakował trochę jak bimber, którego nie znoszę; inni pili obojętnie. [8]
 
Jeszcze raz na tę samą nutę:
 
Dawno już tylu nietrzeźwych, podpitych i zalanych w pestkę nie widziały stare uliczki i latarnie. Bufety i stołki wszystkich knajp i restauracji dawno nie były oblegane przez taki tłum natarczywych i wesołych gości.
Wina i „wódy” ile dusza zapragnie, znaleziono w składach i piwnicach niemieckich na Podwalu, więc raj dla wszystkich „moczymordów”. [9]
 
W stanie upojenia głowy dymiły:
 
Najbardziej gardłuje plutonowy Mały, wysoki, chudy, zarośnięty dryblas, „zalany w dechę” […]
Pułkownik najspokojniej odsuwa ręką automat [p l u t o n o w y groził bronią p u ł k o w n i k o w i] i pyta Małego:
- A kiedy ostatnio piliście wódkę?
- Już zapomniałem kiedy…
- Chuchnij tylko, bracie.
- Kiedy… panie pułkowniku!
- No, chuchnij, nie wstydź się – mówi z humorem pułkownik. – Piłeś kilka minut temu, prawda?
- Tak jest, panie pułkowniku. [10]
 
Pułkownik Jesion najwyraźniej nie pierwszy raz miał do czynienia z pijaństwem, jako że nad próbą buntu przeszedł do porządku, plutonowego nie rozstrzelał, ani nawet nie zdegradował. Logiczne – skoro chlano wszędzie, to dlaczego miałby karać tylko w jednym przypadku? To niesprawiedliwe…
 
A propos sprawiedliwości:
 

4. Mit rycerskiej postawy

Ten rzewny refren także dobrze znamy: ci wstrętni Niemcy mordowali jeńców, pędzili przed czołgami ludność w charakterze żywych tarcz i tym podobne. Powstańcy byli ponad to, do tak niegodnego żołnierzy postępowania się nie zniżali. Czyżby?
 
Zacznijmy od niewinnych zabaw – patrol zidentyfikował w tłumie cywilów kilku podejrzanych:
 
…wyłowiliśmy sześć osób. [...] Ustawiamy ich [...] twarzą do muru. Zastanawiam się przez chwilę, co by tu efektownego powiedzieć do mojego blondyna.
- Przez pięć lat jadłeś polskie masło, teraz będziesz gryzł polską ziemię.
A on nic. Szczękam zamkiem karabinu dla pucu, by go więcej postraszyć. [...] Nikomu śmiercią dotąd nie groziłem i odczuwam dumę, że takie ładne zdanie na poczekaniu wymyśliłem.
Ogarnia mnie ciekawość i podniecenie, jak to jest zabić człowieka. Wpakować mu kulę w plecy, czy też z tyłu w głowę. [...]. Gdzieś na peryferii świadomości pojawia się lęk, że jeśli go zastrzelę, to stanie się coś takiego, czego nigdy w życiu nie odrobię. Wołam do tych pod murem:
- Ręce wyżej - podnoszą ręce wyżej.
- Stać na palcach - unoszą się na palcach.
Zdumiewa mnie i podnieca, że robią, cokolwiek im każę, choć starsi ode mnie. Tymczasem Kawka rozochocił się na dobre, chce rozwalić wszystkich na miejscu jako dywersantów i bierze się do strzelania. Ja mu nie pozwalam, inni mnie popierają i po parominutowym sporze Kawka ustępuje. [11]
 
A teraz trochę bardziej poważnie: wzięto do niewoli obrońców pałacu Blanka. Jest wśród nich kapitan Wehrmachtu, którego…
 
… Postanowiono nie likwidować zwykłym trybem, jak każdego esesmana.
 
Ciężka sprawa - konwencja genewska zabraniała dokonywania egzekucji wziętych do niewoli. Ale może mordowanie jeńców ograniczało się tylko do członków SS, co od biedy można uznać za usprawiedliwiony rewanż? Niestety dla legendy rycerskiej AK – ochoczo rozwalano także innych:
 
W czasie walk dostaje się do niewoli kilkunastu żandarmów i członków SA – volksdeutschów. […] Przesłuchano ich i zakomunikowano, że jako zdrajcy narodu polskiego zostają skazani na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyprowadzono ich na dziedziniec ratusza, kazano zdjąć obuwie [w ten prosty sposób powstańcy masowo wypełniali braki w swoim umundurowaniu] i dano czas na modlitwę. [12]
 
Egzekucje jeńców i więźniów nie były niczym wstydliwym, chwalono się tymi aktami odwagi bez żadnego zawstydzenia:
 
…największe wrażenie zrobił kanarek, który pokazał siedemnaście nacięć na kolbie karabinu, po jednym na każdego zabitego Niemca. To było dużo więcej niż osiągnięcia całej kompanii Wiernego .[…] Ku memu zdziwieniu z dumą oświadczył, że jego trofea składały się z aresztowanych folksdojczów, których osobiście zastrzelił. W imię jedności narodowej i aby podtrzymać dobrosąsiedzkie stosunki wyraziłem mu uznanie, choć nie wątpiłem, że przesadzał. Zawahałem się skrytykować go po tym wszystkim, co tu folksdojcze wyrabiali. Gdybym ja sam rozwalił bezbronnych więźniów, nie inaczej jak będąc w stanie zamroczenia alkoholowego, nikomu bym, poza księdzem, do tego się nie przyznał. [13]
 
Jeńcy, których nie zabito z braku pretekstu, wcale nie mieli życia usłanego różami:
 
Niejednokrotnie nieprzyjaciel ponawiał próby sforsowania reduty[chodzi o budynek Banku Polskiego przy ul. Bielańskiej} z wielu stron […] Któregoś dnia obrońcy zauważyli z dala pędzone przed czołgami ku powstańczym barykadom kobiety i dzieci. Co robić?
Kapitan Zdan stoi blady, z pistoletem w ręku. Jak błyskawica pada jego rozkaz:
- Dawać mi tutaj jeńców! Piorunem! […]
Po chwili wyprowadzają niemieckich jeńców, każą im stanąć na barykadach, wprost przed lufami niemieckich czołgów […]
To zmitygowało Niemców. Nie otworzyli ognia […] [14]
 

5. Mit jedności

Lubię to! Skomentuj219 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura