|
Świątynie pustoszeją, kościoły tracą masowo wiernych, fala ostentacyjnej sekularyzacji zalewa coraz większe obszary. Czy to oznacza, że wierzenia religijne odchodzą na śmietnik historii zmiatane przez chłodny racjonalizm? Skądże – natura nie znosi próżni, tworzą się nowe masowe sekty i związki wyznaniowe. Religia ma się dobrze, żadna wojująca dialektyka nie zdołała wyplenić z ludzi skłonności do oddawania się konfesji. Doszło jedynie do przesunięcia akcentów – stare wiary ustępują pola nowym, niemniej pobożność trwa i opiera się ofensywie ateistycznej krytyki nawet (a może raczej – szczególnie) w środowiskach, które czerpią natchnienie z Pasji Marksa Karola: … człowiek tworzy religię, nie zaś religia - człowieka. Religia jest to mianowicie samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który bądź siebie jeszcze nie odnalazł, bądź już znów zagubił. […] To państwo, to społeczeństwo stwarzają religię, odwróconą na opak świadomość świata, są one bowiem same odwróconym na opak światem. Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d` honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. […] Religia jest opium ludu. Odwrócona na opak świadomość świata – surowe i jakże prawdziwe słowa, prawda? Każdy lewak energicznie przytaknie. Po czym, nie widząc z swym postępowaniu żadnej sprzeczności, na wezwanie pierwszej lepszej organizacji ekoterrorystycznej zewrze służbiście obcasy, wypręży się w postawie zasadniczej, ryknie „Jawohl!” i rzuci się wypełniać zielony apel. Befehl ist befehl, ja? Dlaczego? Dlatego, że każdy ekoreligiant szczerze wierzy, iż uczestnictwo w nabożeństwie (akcji Godzina dla Ziemi) i złożenie ofiary (wyłączenie na godzinę światła) da mu nagrodę w postaci przychylności Bóstwa (klimatu): Nadmierne ocieplanie się Ziemi – skoro już o tym mowa, to może religianci zaśpiewaliby jakiś psalm, w którym zawarty jest wzór na właściwą ciepłotę planety? Zwraca również uwagę fakt, iż biskupami religii klimatycznej są w powszechnym odczuciu politycy, co należy uznać za ich oszałamiający sukces, ostateczne przezwyciężenie sromoty z Canossy. Sytuacja jak z kart „Faraona” – zaćmienie słońca (ocieplenie klimatu), chaos i przerażenie, jedyna nadzieja w kapłanach (politykach), że przywrócą jasność (zmienią klimat). Swoją drogą ciekawe, czy efekt wykręcenia na 60 minut korków nie zostanie zniwelowany masowym paleniem świeczek, także emitującym wszak do atmosfery CO2 i pożerającym… Dlatego jutro nie zgaszę na wszelki wypadek światła. Poza tym jestem ateistą. |



Komentarze
Pokaż komentarze (22)