PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski
66
BLOG

Egzamin z krzyku - historia tylko z pozoru nie o polityce

PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski Społeczeństwo Obserwuj notkę 0
Dzisiaj na jednej z warszawskich ulic zobaczyłem scenę, która wyglądała jak drobna kolizja, a okazała się małą lekcją o państwie, społeczeństwie i polityce.

Dwa samochody na poboczu. 

Obok mężczyzna w średnim wieku, czerwony od emocji i własnej pewności siebie. Przed nim bardzo młoda dziewczyna, siedząca na ziemi, zapłakana, przestraszona, kompletnie rozbita. Lamentowała, że to samochód ojca, że rodzice jej nie wybaczą, że to wszystko jej wina.

Zatrzymałem się i zapytałem, czy trzeba pomóc.

Po kilku minutach było już jasne, że sprawa wygląda inaczej. Dziewczyna była młoda, niedoświadczona, wystraszona. Mężczyzna był głośny, nachalny i pewny siebie. Zderzyły się dwa światy. Jeden świat znał przepisy drogowe, ale miał za dużo braku pewności. Drugi znał reguły społecznego nacisku aż za dobrze a nie znał przepisów prawa.

Ten człowiek chciał ją złamać krzykiem. 

Chciał wykorzystać jej strach, brak doświadczenia i panikę. Wpychał jej do podpisu oświadczenie, że to ona ponosi winę. Gdybym się nie zatrzymał, prawdopodobnie by podpisała. Nie dlatego, że była winna. Podpisałaby, bo ktoś głośniejszy wmówił jej winę.

Ta historia mówi o współczesnej kulturze świata.

W debacie publicznej bardzo często prawda przegrywa z tonem głosu. Fakty kapitulują przed tupetem. Człowiek spokojny zaczyna się cofać, przepraszać, Człowiek niepewny zaczyna brać na siebie odpowiedzialność za cudze chamstwo.

W ruchu drogowym obowiązuje prawo dżungli. 

Kto pierwszy ryknie, ten ustawia sytuację. Kto mocniej naciska, ten liczy, że druga strona podpisze. Kto widzi osobę w stresie, ten może potraktować ją jak łatwy cel.

Ale to samo dzieje się dziś szerzej.

Polityka coraz częściej przypomina pobocze po kolizji. Nie wygrywa ten, kto ma rację. Wygrywa ten, kto szybciej zagłuszy drugiego, narzuci narrację i sprawi, że przeciwnik zacznie się tłumaczyć z cudzych win. Krzyk staje się substytutem argumentu. Agresja udaje dowód. Bezczelność przebiera się za pewność siebie.

Nie chodzi tu wszak o kwestie kultury osobistej a współczesnej technologi wpływu.

Najpierw trzeba kogoś osaczyć. Potem zawstydzić lub ośmieszyć. Wmówić mu winę. 

Dlatego podczas kursów na prawo jazdy powinno się uczyć nie tylko ruszania pod górkę, parkowania równoległego i zasad pierwszeństwa. Powinien być też kurs asertywności, ćwiczenia aparatu mowy, wydobywania głośnych dźwięków i nauka przekleństw. 

Taki prawdziwy, praktyczny, życiowy kurs przetrwania.

Dzisiaj ta dziewczyna miała szczęście, że ktoś się zatrzymał. Rodzice pewnie jej wybaczą. Zresztą trudno mówić o winie tam, gdzie największym przewinieniem był brak znajomości reguł chamstwa.

Podpisane oświadczenie ostatecznie mówiło prawdę. 

Tylko dlatego, że tym razem ktoś krzyczał głośniej od oszusta.

I właśnie może to powinno nas choć na chwilę zastanowić ? 

Państwo, droga, media i polityka nie muszą działać według zasady, że rację ma ten, kto ma większą pojemność płuc. Społeczeństwo, w którym prawda potrzebuje ochroniarza, zaczyna żyć na poboczu. Z awaryjnymi światłami, w nerwach, w poczuciu winy, które bardzo często powinno należeć do kogoś innego.

Warto to rozważyć zanim znowu ktoś na nas nakrzyczy. 

Doradca ds. wizerunku, politolog, bloger

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo