PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski
137
BLOG

Światowy handel łzami

PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski Społeczeństwo Obserwuj notkę 5
Kto w Polsce słyszał, że kilka dni temu, prawdopodobnie od marokańskiego drona zginął Lehbib Mohamed Abdelaziz, syn byłego prezydenta Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej?

Nikt.

A właściwie dlaczego?

Bo nikt o tym nie mówił ?

Bo nikt tego nie pokazał ? 

Bo nikt nie wytłumaczył, co dla Saharyjczyków oznacza śmierć człowieka noszącego nazwisko wpisane w historię ich walki o państwo ? 

Jak to się stało ?

Czy ich krew jest mniej czerwona? 

Czy ich łzy są mniej mokre? 

Czy sprawa, o którą walczą, 

jest mniej ważna?

A może powód jest prostszy ? 

Może chodzi o to, że nikt poza nimi

 - nie ma w tym dużego interesu? 

Nie mają ropy ani minerałów, które rozpaliłyby wyobraźnię mocarstw. 

Nie wydają milionów na promocję własnego cierpienia w globalnym obiegu medialnym.

Przyzwyczailiśmy się do świata, w którym mocniej broni się praw człowieka tam, gdzie jest ropa, gaz, minerały, szlaki migracyjne, bazy wojskowe albo interes wielkich graczy. 

Współczujemy tylko tym, o których mówią media.

Kibicujemy tym o których jest głośno. 

A jeśli nie jest głośno to mamy swoje problemy i swoje sprawy. 

Sahara Zachodnia to dawna kolonia hiszpańska. Maroko kontroluje większość tego terytorium. Front Polisario od dekad walczy o niepodległość Saharyjczyków. ONZ miała doprowadzić do referendum. Został wybudowany mur, obozy uchodźców, patrole, komunikaty i dyplomacja, która od lat oswaja świat ze problem kiedyś sam się rozwiąże.

A problem dotyczy klasycznego przypadku niedokończonego państwotwórstwa.

Określenie to w terminologii fachowej oznacza proces, w którym wspólnota polityczna próbuje zamienić naród, terytorium, instytucje i pamięć w realną suwerenność. Liczą się ziemia, administracja, armia, elity, zdolność obrony, symbolika i uznanie zewnętrzne.

Saharyjczycy wszytko to mają, ale brakuje im silnych patronów, widzialności i presji, która zmusiłaby świat do działania.

Ktoś kiedyś z Europy uznał, że nie należy im się państwo i nie pytał ich o zdanie.  

Mimo lat i kilku obietnic, niewiele się zmieniło. 

Karabiny którymi dysponują, mogą jedynie podtrzymać opór, ale nowego państwa nie zbudują, bo świat nie czuje żadnej presji.

Saharyjczycy potrzebują nie tylko struktur wojskowych. 

Potrzebują także PR, dyplomacji publicznej, mediów, obrazów, świadectw i ludzi, którzy opowiedzą ich sprawę poza pustynią i obozami uchodźców.

W polityce międzynarodowej poza złożami największą walutą są łzy.

I handel nimi. Brzmi cynicznie, ale tak działa świat. 

Gdy opinia publiczna zaczyna czuć, politycy zaczynają liczyć. Gdy politycy zaczynają liczyć, dyplomacja zaczyna się ruszać.

Palestyńczycy od dawna rozumieją siłę obrazu. Kurdowie przez dziesięciolecia skutecznie budują opowieść o zdradzonym sojuszniku. Kosowo 20 lat temu uzyskało państwowość dzięki zachodniemu patronowi. 

Wszyscy wiedzą jak budować wizerunek. Prawie wszyscy.  

Sahara Zachodnia jest dziś bliżej tej lekcji, niż wielu Saharyjczyków chciałoby przyznać.

Maroko rozumie logikę XXI wieku. 

Rabat sprzedaje Zachodowi stabilność, kontrolę migracji, współpracę energetyczną, bezpieczeństwo i dostęp do Afryki. W tej układance Sahara Zachodnia staje się kosztem dobrych relacji z państwem silnym, użytecznym i konsekwentnym.

Tak działa polityka faktów dokonanych.

W XXI wieku państwo zaczyna się od widzialności.

Saharyjczycy muszą szybciej to zrozumieć niż ich przeciwnicy zdążą zamienić ciszę świata w ostateczny wyrok.

Który jest coraz bliższy


Doradca ds. wizerunku, politolog, bloger

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo