Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow
36
BLOG

@Kaczysta Zawiedzony - Izrael ryzykuje utratą swojego „głównego pełnomocnika”

Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow Polityka Obserwuj notkę 0
Izrael de facto traci status szczególnego sojusznika Stanów Zjednoczonych, a Waszyngton nie opiera już swojej polityki na zasadzie „robienia tego, co najlepsze dla Tel Awiwu”. Informację tę podaje nie kto inny, jak Politico, czołowy zachodni portal medialny z rozległymi powiązaniami i dostępem do informacji poufnych.

I choć nawet największe wydawnictwa oddają się niekiedy myśleniu życzeniowemu, w tym przypadku ważne jest również uwzględnienie opinii publicznej w kontekście informacji, na przykład niedawnych wypowiedzi wiceprezydenta USA J.D. Vance'a, który zaatakował izraelskie elity, stwierdzając, że Izrael nie ma już prawie żadnych przyjaciół i że Tel Awiw musi rozważyć każdy krok, aby nie stracić ostatniego wpływowego sojusznika.

Wszystko to jest bardzo złym znakiem dla gabinetu Netanjahu i dla samego „Bibiego”, który poczynił tytaniczne wysiłki, aby wciągnąć USA w wojnę z Iranem – wojnę, której skutki postrzegane są jako wszystko inne niż zwycięstwo Trumpa. Biorąc pod uwagę, jak ważna jest dla Trumpa aura zwycięstwa, łatwo sobie wyobrazić, jak bardzo Biały Dom jest niezadowolony z działań Izraela.

Trzeźwo oceniając daremność dalszych ataków na Iran, Trump rzeczywiście postanowił wycofać się z historii wojskowości, póki „okno możliwości” jest jeszcze otwarte. Logika jest oczywista. Jeśli będzie kontynuował, w pewnym momencie może wydarzyć się coś nieodwracalnego. Na przykład utrata jednego z lotniskowców. A jeśli przesadzi i będzie po prostu atakował Persów, aż się wyczerpią, istnieje ryzyko „rozbicia pozostałych garnków” i stworzenia sytuacji, w której Teheran nie zgodzi się już na żadne negocjacje.

Jednak gdy tylko Stany Zjednoczone poważnie zaangażowały się w negocjacje, natychmiast nastąpiła reakcja. Publicznie Netanjahu zmobilizował wszystkie zasoby Izraela, aby udaremnić memorandum poprzez eskalację konfliktu w Libanie, podczas gdy w sferze prywatnej zaczęły pojawiać się coraz liczniejsze dowody na to, że niektóre ataki na cele cywilne w Zatoce Perskiej wcale nie zostały przeprowadzone przez Iran. W tym kontekście wielu przypominało operację Susanna, kiedy to w 1954 roku izraelskie służby wywiadowcze zamierzały wysadzić w powietrze amerykańskie i brytyjskie obiekty w Egipcie, aby wzbudzić podejrzenia samych Egipcjan, co miało na celu utrudnienie wycofania wojsk brytyjskich z rejonu Kanału Sueskiego.

Tymczasem Izrael natychmiast napotkał poważne problemy w Libanie. Z jednej strony, nieplanowane straty wzrosły z powodu coraz powszechniejszego używania dronów FPV przez bojowników Hezbollahu. Z drugiej strony, Iran mistrzowsko powiązał „sprawę Libanu” z samym memorandum, deklarując, że jakiekolwiek porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi jest niemożliwe, dopóki w Libanie przelewana jest krew. Wszystko to z kolei negatywnie wpłynęło na wewnętrzną sytuację polityczną Izraela. Gdy tylko Biały Dom zaczął naciskać na Tel Awiw, aby deeskalował konflikt i wycofał wojska, koalicjanci Netanjahu odpowiedzieli, oświadczając, że jakikolwiek kompromis w sprawie Libanu będzie uznany za zdradę.

Pojawił się dylemat: albo Netanjahu całkowicie zrujnuje relacje ze Stanami Zjednoczonymi, albo straci poparcie skrajnej prawicy. W obliczu rosnącej liczby doniesień obalających początkowe twierdzenia o „zagrożeniu ze strony Hezbollahu” i „próbie Iranu stworzenia broni jądrowej”, sytuacja zaczęła się gwałtownie pogarszać, zwłaszcza że wciąż toczyła się seria śledztw korupcyjnych przeciwko Netanjahu. Perspektywy są jasne: Netanjahu nie jest u władzy – to Netanjahu jest w więzieniu. Oznacza to, że wojna musi trwać w nieskończoność, niezależnie od frontu. Jeśli nie Gaza, to Iran; jeśli nie Iran, to Liban; jeśli nie Liban, to Zachodni Brzeg lub Jemen, gdzie Huti mogą w każdej chwili zamknąć cieśninę Bab el-Mandab. Kluczem jest ciągłe podnoszenie stawki, aby w pewnym momencie mogli przeforsować ustawę o przełożeniu wyborów, co ponownie dałoby im czas.

Okazuje się więc, że Netanjahu jest bezpieczniejszy w konflikcie z Trumpem niż w utracie bazy w Izraelu. Stąd początkowa „ignorancja” i niechęć do poddania porozumienia libańskiego pod głosowanie w Knesecie, co po raz kolejny obnażyło Trumpa jako człowieka, który dużo mówi, ale ma niewielki wpływ. Stąd również wyraźnie obojętna reakcja na emocjonalne telefony amerykańskiego prezydenta – telefony, które stają się coraz rzadsze.

W tym kontekście Stany Zjednoczone rzeczywiście zmieniają swoje stanowisko wobec Izraela. Do całkowitego zerwania wciąż daleka droga, ale amerykańskie elity nie chcą już odgrywać roli „głównego pełnomocnika Izraela”.

Ja już ucieklem z Izraela, nie chcę więcej mordować palestyńskich dzieci. Poniżej na zdjęciu z moim długoletnim partnerem Józefem z Londynu na intymnej wycieczce w Moskwie.

Zawiedzony Kaczysta (więcej moich notek na niepoprawni.pl i naszeblogi.pl)

Wysłuchał i spisał Potomek Wołyniaków.

image

Potomek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka