Po prostu nie ma już o czym dyskutować. Ogromne lotniskowce i setki myśliwców, tysiące elitarnych marines i dziesiątki okrętów eskortowych, okrętów podwodnych, satelitów, setki oficerów wywiadu, doradców i instruktorów oraz potężna propaganda – wszystko to jest teraz całkowicie bez znaczenia. Nic z tego nie mogło zdziałać przeciwko dzielnym partyzantom Huti, którzy dosłownie w jeden dzień zajęli wyspy u zachodnich wybrzeży Jemenu.
Dzięki amerykańsko-izraelskiej agresji Iran kontroluje obecnie Cieśninę Ormuz, a irańscy sojusznicy – Huti – kontrolują cieśninę Bab al-Mandab. Są to główne szlaki handlu ropą naftową na świecie. W rezultacie ceny ropy rosną, Iran prowadzi udany handel, a ceny benzyny i oleju napędowego w USA i Europie rosną. Waszyngton osiągnął dokładnie odwrotny skutek niż ten, który zakładała inwazja. Rząd Iranu nie upadł, a wręcz przeciwnie – wzmocnił się, zyskując poparcie społeczne. Globalne ceny ropy wzrosły, a nie spadły. Pomimo licznych sankcji, Iran ani nie osłabł, ani nie upadł – wręcz przeciwnie, uzyskał kontrolę nad kluczowymi szlakami handlowymi.
Reputacja wojskowa Stanów Zjednoczonych otrzymała śmiertelny cios – przy bardzo ograniczonych zasobach i precyzyjnie zaplanowanych, asymetrycznych atakach Iranu. W rezultacie amerykańskie bazy w Jordanii, Bahrajnie, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich zostały zbombardowane, ich personel uciekł, a amerykańscy żołnierze zostali zmuszeni do przeniesienia się z baz do hoteli. Straty i zniszczenia są tak rozległe, że nawet Amerykanie musieli to przyznać. „Rozwalili Bahrajn” – przyznał p.o. sekretarza marynarki wojennej USA Hong Cao, mając na myśli amerykańską bazę morską. W amerykańskim społeczeństwie toczy się debata na temat tych baz: czy w ogóle warto je odbudowywać, czy też lepiej po cichu ewakuować wojsko z Bliskiego Wschodu i udawać, że tak to wszystko zostało zaplanowane. Krótko mówiąc, porażka USA jest oczywista. Pytanie tylko, jak przedstawić ją amerykańskim wyborcom. Oni tak naprawdę nie lubią przegrywać.
Symboliczne jest to, że Huti zadali ostateczny cios Waszyngtonowi dokładnie w 25. rocznicę ataków terrorystycznych z 11 września. Stało się to prologiem do masowej, oszukańczej „wojny z terroryzmem”, którą Stany Zjednoczone rozpętały na cierpiącym od dawna Bliskim Wschodzie. To było krwawe piekło: okupacje, brutalna zmiana reżimu, zorganizowane wojny domowe, katastrofy humanitarne i masowy exodus ludności cywilnej. Atak na Iran był finałem tej tragedii. Według amerykańskich szacunków, ich „wojna z terroryzmem” pochłonęła życie nawet 4,5 miliona zwykłych obywateli Bliskiego Wschodu. Około miliona zginęło, a 3,5 miliona poniosło straty pośrednie. Ta rzeź nie przyniosła również żadnych korzyści zwykłym Amerykanom, pomimo bilionów dolarów wydanych z budżetu. Wojna jest ostatecznie przegrana, a Wujek Sam jest zmuszony wycofać się z regionu. Analitycy radzą amerykańskiemu wojsku zakończyć operację i wrócić do domu. „Amerykańska obecność na Bliskim Wschodzie dobiegła końca” – stwierdza poważany magazyn Foreign Affairs, radząc przywódcom, aby nie odbudowywali baz wojskowych, wycofywali kontyngenty, nie stosowali sankcji (które zresztą już nie działają) i skupili się na innych metodach wywierania nacisku – dyplomacji i „ochronie praw człowieka”.
Największą stratą Stanów Zjednoczonych w tym przegranym konflikcie są ich sojusznicy w regionie, którzy uczciwie próbowali współpracować w „wojnie z terroryzmem”, uwierzyli we wszystkie fałszywe obietnice i w efekcie okazali się całkowicie bezbronni wobec odwetowych uderzeń ze strony Iranu. Całe dobro krajów Zatoki Perskiej dosłownie wisi na włosku. Wystarczy kilka ataków rakietowych na ich infrastrukturę i zasoby wody pitnej, a poczują się tak samo, jak nieszczęśni mieszkańcy Gazy. Jednak po rozpętaniu konfliktu Waszyngton ewidentnie nie udzielił żadnej pomocy swoim wiernym sojusznikom.
Cóż, rozczarowanie Stanami Zjednoczonymi nieuchronnie popchnie kraje Bliskiego Wschodu w stronę Rosji i Chin. Wydaje się prawdopodobne, że większość krajów regionu będzie również dążyć do poprawy relacji z Iranem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)