wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
16 obserwujących
17 notek
19k odsłon
290 odsłon

Końskie. Czyli rzecz o symbolach.

Wykop Skomentuj2

Wybory wygrywa się w Końskich stwierdził Grzegorz Schetyna, czym na tyle przeraził Rafała Trzaskowskiego, że ów pretendent natychmiast postanowił omijać to miasteczko szerokim łukiem. Prezydent Duda do Końskich jednak dotrze i mam wrażenie, że przepowiednię byłego szefa Platformy spełni.

W naszej historii Końskie, a ściślej rzecz biorąc położona w ich pobliżu wieś Radoszyce, to miejsce niezwykłe. Ostatnia placówka Rzeczpospolitej. Po klęsce maciejowickiej, po rzezi Pragi, resztki wojsk Insurekcji Kościuszkowskiej pod wodzą ostatniego naczelnika Tomasza Wawrzeckiego, opuściły Stolicę i udały się właśnie w te strony, aby spotkać wracającą z Wielkopolski zwycięską dywizję Jana Henryka Dąbrowskiego. 18 listopada 1794r., w obozie w Radoszycach skapitulowały i to był koniec Polski przedrozbiorowej. Ostatnia scena ostatniego aktu wielkiej narodowej tragedii. Zachwycamy się Trenami Jana Kochanowskiego, a mało kto zna przepiękny wiersz Franciszka Karpińskiego "Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta",  tren na śmierć Ojczyzny. Zacytuję tylko niewielki fragment:

" Ojczyzno moja, na końcuś upadła!

  Zamożna kiedyś i w sławę, i w siłę!...

  Ta, co od morza aż do morza  władła,

  kawałka ziemi nie ma na mogiłę!

Przejmujące. Dramat radoszycki nie ma swojego miejsca w polskiej literaturze, choć sam suchy opis ostatnich chwil Rzeczpospolitej ujęty przez Kazimierza Bartoszewicza w wydanej na początku ubiegłego wieku monografii Powstania Kościuszkowskiego, robi i tak piorunujące wrażenie. Listopadowa sceneria, otoczone ze wszystkich stron pokonane wojsko, przerażające wspomnienie Maciejowic i Pragi, brak jakichkolwiek szans. Zacytujmy: " W Radoszycach prócz Wawrzeckiego i Zakrzewskiego znajdowali się generałowie Giedroyć, Giełgud, Niesiołowski. Byli to ostatni dowódzcy, którzy do końca wytrwali. Wszystko było w rozpaczy i ogłuszeniu, że wcale jeden do drugiego nie przemówił".

Tylko Jan Henryk Dąbrowski nie upadał na duchu i wciąż planował jakieś przedsięwzięcia, ale to temat na inną notkę.

Rozszarpali nam kraj. Co dziwne, dla mnie i ludzi urodzonych nieco wcześniej, Polska na mapie to co innego niż dla pokolenia moich dziadków, a ich przodkowie też mieli do czynienia z kompletnie innym bytem terytorialnym. W 1976 r. Gierek przeprowadził reformę administracyjną dzieląc kraj na 49 województw. Akcja miała wielką oprawę propagandową, w wydanej podówczas Encyklopedii dla dzieci "Polska, moja ojczyzna" drukowano herby wszystkich miast wojewódzkich, potem publikowano je na zapałczanych etykietach itd, itp. Dla mnie Polska to obecne granice. W nich się urodziłem i wychowałem, choć z czasem zacząłem zdawać sobie sprawę, że przy tym ujęciu, to na przykład Adam Mickiewicz w zasadzie ( poza krótkim lokalnym epizodem ) nigdy w Polsce nie był. Paradoks. Jeden z licznych w naszej bogatej historii.

Co innego było jednak najbardziej uderzające. Otóż po pierwszym rozbiorze żadne, podkreślam - żadne z tych 49 miast nie znalazło się w granicach Rosji. Nawet Chełm. Tą Polskę którą znam, podzielili między siebie Niemcy. Wakacje często spędzałem na bliskim Podlasiu, w Kosowie Lackim. Stwierdzenie, że pobliski Bug w okolicach Małkini stanowił granicę między dwoma państwami niemieckimi Prusami i Austrią, było dla mnie szokiem. Jak to? Niemcy - tu, w Kosowie, gdzie na miejscowym cmentarzu nauczyłem się czytać z nagrobków i gdzie jedyne obco brzmiące, niemieckie nazwisko należało do jak się później dowiedziałem,  dowódcy miejscowej komórki Narodowych Sił Zbrojnych?

A jednak, to prawda. Granica niemiecko - niemiecka na Bugu, na Pilicy, na Wiśle to był w naszych dziejach fakt. Tak samo jak położona o kilka kilometrów od Kosowa Treblinka. Znający te strony wprawdzie wiedzą, że obóz właściwie leżał tuż koło malutkiej wioski Poniatowo ( zadziwiający symbol ), a nie samej Treblinki, ale to szczegół. Jeżdżąc pociągiem przez tą stację zawsze jako dziecko dziwiłem się stelażowi z napisem "Nigdy więcej Treblinki", bo dlaczego niby mieszkańcy nie chcieli aby istniała ich wieś. Szybko się dowiedziałem.

Tak, wybory powinno się wygrywać w Końskich, Radoszycach, Kosowie Lackim, bo tam jeszcze na nadbużańskiej skarpie da się latem usłyszeć polską ciszę, zakłócaną co najwyżej przez świerszcze i szczekające w oddali psy, jeszcze zanim "miesiąc wzejdzie". W zgiełku wielkich miast już tego nie usłyszymy. I nie zastanowimy się dlaczego to takie szczęście urodzić się Polakiem.

Mam nadzieję, że to się wszystko dobrze skończy, a bandyci przegrają, niezależnie od tego czy nas bombardują przy pomocy wyjącego "Stukasa", czy równie wstrętnego "Faktu".








Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka