wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
71 obserwujących
115 notek
281k odsłon
  2292   0

Jak zostać arystokratą, czyli rzecz o czytaniu książek.

Przystąpiłem do czytania, w poszukiwaniu zasad "monteskiuszowskiego trójpodziału władzy". Już jednak przedmowa zapaliła mi lampę ostrzegawczą, bo sam autor twierdził, że bardzo wielu będzie się na jego dzieło powoływało, ale tylko nieliczni je przeczytają. Dwa tomy mają blisko tysiąc stron, z czego 80% tekstu to rozważania o stosunkach feudalnych za Merowingów, prawie Franków Salickich i Rypuarskich. Kicha. Nuda.  Ale słowo się rzekło przeczytałem od dechy do dech. O trójpodziale władzy jeden krótki rozdział, z którego wynika, że obok władzy ustawodawczej i wykonawczej, autor istotnie wyróżnia jeszcze trzecią, ale bynajmniej nie jest to władza sądownicza. Jaka nie zdradzę, męczcie się Państwo sami. W każdym razie Monteskiusz wprost jest wrogiem stałych sądów, a o sędziach zająknął się tylko tyle, że powinni być wybierani na czas tzw. roków sądowych, a potem przeganiani gdzie pieprz rośnie.

Świat zawalił mi się na głowę. Straszliwe odkrycie, świadczące o tym, że wróciliśmy do "nieczytelnictwa" z okresu Królestwa Polskiego, a tysiące wybitnie wykształconych ludzi tokują o dziele, którego w ogóle nie znają i poglądach jego autora, z którymi nie mieli okazji się zapoznać - to jeszcze nic. Bardziej przerazili mnie liczni profesorowie prawa, a imię ich legion, powołujący się na książkę, z której nie znają nawet spisu treści. Przyszło mi na myśl zdanie Talleyranda o Napoleonie: " taki wielki człowiek, a tak źle wychowany". Rzeczywiście, tacy ważni ludzie, a tak źle wychowani.

Kolejna myśl była jednak dużo przyjemniejsza. Skoro byłem jedynym człowiekiem w kraju, zaznajomionym z treścią "O Duchu Praw", to być może, jak na te mizerne czasy stałem się arystokratą ducha. Postanowiłem rzecz sprawdzić w realu, na licznych spotkaniach towarzyskich w gronie prawników, stając zawsze po stronie reformatorów systemu sądowego. Cierpliwie, jak żmija, czekałem, aż jakiś rozogniony oponent wyjedzie z zarzutem ulegania przeze mnie "pisowskiej propagandzie", nieuctwa, ignorancji, zaściankowości i faszyzmu i przywoła wielkie autorytety, zakończywszy Monteskiuszem. A ja wtedy strzelałem pisowskim jadem: a gdzie Monteskiusz pisał o niezależnej, niezawisłej i nieusuwalnej władzy sądowniczej? Po wystrzeleniu takiej trucizny, moja wzburzona krew natychmiast się uspokajała i nabierała, jak przypuszczam, modrej barwy.

Trzeba czytać, trzeba sprawdzać, nie ulegać autorytetom, przynajmniej tym ludzkim, a książęce tytuły same wyrosną przy naszych nazwiskach.

Lubię to! Skomentuj129 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura