wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
58 obserwujących
81 notek
198k odsłon
6730 odsłon

O pożytkach z nawyku czytania, czyli dlaczego się nie zaszczepię.

Wykop Skomentuj207

Do tej pory nie udało się naukowcom przekonująco zbadać, jaka choroba zakaźna spustoszyła Ateny u zarania wojny peloponeskiej. Mimo bardzo szczegółowej relacji na temat objawów i skutków, pozostawionej przez Tukidydesa, który sam się zakaził, ale należał do szczęśliwego grona ozdrowieńców, nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Wielu skłania się ku opinii, ze jakiś wirus czy bakteria osłabiały zainfekowany organizm, a w tym potem ujawniały się skutki wynikające z uwarunkowań osobniczych. Nieistotne. Epidemia kosztowała życie ok. 1/4 Ateńczyków, a pełne świadectwo tego co się działo w dotkniętym plagą mieście, zostało przekazane w jednym z pierwszych i jednocześnie najwybitniejszych dzieł literackich w dorobku cywilizacyjnym.

Tukidydes przekazał w swoim dziele pierwszą relację o systemie odpornościowym organizmu. Nie wszyscy się zarazili, a jak wynika ze świadectwa pisarza, ci którzy chorobę przeszli, byli już bezpieczni - nie zarażali się po raz drugi. Historyk nie mógł oczywiście wiedzieć jaka przyczyna wywołuje taki skutek i nie zdawał sobie sprawy, że przeciwko wszystkim wrogom, także tym gołym okiem niewidocznym nasz organizm jest świetnie wyposażony, w doskonałą i sprawną armię.

Jak każde wojsko, tak i nasze nie jest sprawne bezwzględnie i zdarzają się sytuacje gdy trzeba mu pomóc. W Atenach z pierwszych rozdziałów "Wojny Peloponeskiej" rzeczywiście "trupy leżały na ulicach", a chorych pozostawiano bez opieki w obawie zakażenia, ba - zmarł sam Perykles, czyli zaraza nie wybierała. Podejrzewam, że mieszkańcy miasta na wieść o istnieniu specyfiku stawiającego barierę chorobie, wyrywaliby sobie owe dobro z rąk, a jego deficyt wywołałby wojnę domową. Jednak antidotum nie było, bo nie istniały szczepionki.

Uważnie śledząc salonowe dyskusje na temat szczepień, z zadowoleniem przyznaję, że to jedyne medium, z którego można się dowiedzieć czegoś konkretnego, daleko wybiegającego poza tępą propagandę głównego nurtu. I oto poskładałem sobie różne opisy i będąc kompletnym laikiem, mogłem sobie zobrazować o co chodzi w zasadzie działania proponowanego nam specyfiku i dlaczego tak szybko powstał. 

Wnioski nasuwają się same. Wszelka walka z infekcją i tak opiera się na sile i sprawności bojowej naszej armii, czyli układu odpornościowego. Według zasad działania tradycyjnych szczepionek organizmowi podrzucano martwego, nieaktywnego, albo bardzo osłabionego wroga, a układ immunologiczny szybko się go "uczył", przygotowując się na realny atak. Czyli dostawaliśmy zwłoki "obcego", aby po dokonaniu ich "sekcji" mieć odpowiednią broń na odparcie agresora. Taka szczepionka wymagała długiego opracowania, aby ten podrzucony "obcy" z jednej strony był na tyle neutralny, by nie narobić szkód, a z drugiej na tyle "czytelny", żeby broń była skuteczna.

Nowa szczepionka działa na innej zasadzie. Jej twórcy rozpracowują "obcego" na zewnątrz, jak wywiad wojskowy i na podstawie zebranych danych konstruują broń, dostarczoną do organizmu za pomocą strzykawki. Układ odpornościowy ma tylko pobrać oręż z tak zapełnionego magazynu i jak pojawi się wirus to natychmiast go zneutralizować. Patent świetny i szybki, ale niesie pewne ryzyko. Po pierwsze, informacje wywiadowcze muszą być pewne, a po drugie skonstruowana na ich podstawie maszyneria musi się dobrze wkomponować w nasz arsenał. I tu istnieją pewne obawy. Finalnie jednak i tak wszystko zależy od naszego wewnętrznego wojska, a tu pojawia się problem.....

Nie dość, że generujemy masę zagrożeń na własne życzenie - używki, zła dieta, brak ruchu, stres i lekomania - to jeszcze u progu "pandemii" rządzący zrobili wszystko, aby nasz system odpornościowy maksymalnie osłabić. Pół biedy jak przy wiosennym zamknięciu ktoś miał kawałek ogródka i perspektywę zachowania pracy i firmy. Gorzej jeśli , tak jak ogromna większość, tkwił całymi tygodniami w bezruchu, w przegrzanych betonowych pudełkach,  w obawie przed możliwymi skutkami tego co się dzieje. Taka sytuacja była zabójcza dla każdego systemu immunologicznego i chyba żaden, nawet najbardziej sprzedajny "ekspert" temu nie zaprzeczy.

W efekcie lekarstwo okazało się gorsze od choroby, bo nagle zaczęła wzrastać liczba zgonów nie związanych z "zarazą". Liczby są zastraszające i nikt ich przekonująco nie próbuje wyjaśnić, bo każda taka próba z pewnością doprowadziłaby do jakichś katastrofalnych wniosków, na przykład takich, że działania zmierzające do "wypłaszczenia krzywej", aby służba zdrowia się nie załamała, przyniosły tylko taki rezultat, że masa ludzi zmarła w wyniku tego, że systemu opieki zdrowotnej nie chcieli przeciążać. I tak oto na zasadzie czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, kilkadziesiąt tysięcy chorych zmarło poza zasięgiem działań służby zdrowia. Nie medialnie, a więc i nie politycznie. A codzienne nagłówki były nie o nich.

Wykop Skomentuj207
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości