wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
58 obserwujących
81 notek
198k odsłon
2143 odsłony

Farmakokracja, czyli tabletki i igrzyska.

Wykop Skomentuj118

W XII Księdze przygód Tytusa, Romka i Atomka, bohaterowie biorący udział w akcji Bieszczady 40 odkrywają dwa źródła o odmiennych właściwościach. Spożycie wody z jednego radykalnie poprawia nastrój, z drugiego zdecydowanie go pogarsza. Gdy chłopcy jadą do laboratorium profesora T. Alenta, aby zbadać skład chemiczny tych substancji, pozostawiony na miejscu Tytus uruchamia sprzedaż optycoli, zarabiając krocie. W pewnym momencie nie jest jednak w stanie kontrolować biznesu i niechcący poi cały obóz harcerski pesycolą, wywołując opłakane skutki.

Zdaje się że ten kultowy komiks w wielu miejscach stał się niechcący proroctwem, opisującym rzeczywistość, w jakiej przyszło nam żyć. Ktoś kto uważnie prześledzi "blok reklamowy" na dowolnym programie, zorientuje się, że spora część reklam, nierzadko sięgająca połowy, to zachęta do nabywania różnych specyfików, regulujących pracę naszego organizmu. Postronny obserwator z dowolnego kosmosu mógłby na tej podstawie dojść do wniosku, że ziemianie bez owych pastylek nie są w stanie sprawować podstawowych funkcji życiowych. Boli - proch, najedliśmy się - proch na trawienie, katar zwalczamy tabletką, wysiłek fizyczny wspomagamy  chemią, na  zaparcie pigułka, na  biegunkę takoż.  Jakiś   całkiem  do  rzeczy  wyglądający   jegomość,  bez  proszka ( zadziała za 15 minut ) nie może poradzić sobie ze stanięciem na wysokości zadania wobec równie atrakcyjnej pani . Jakąś niewiastę rzucił mąż - mamy na to maść, podobnie jak na hemoroidy. Jesteś za gruby, pomożemy ci odpowiednim specyfikiem, zmarszczki, łysina, siwizna , afty, miód w uszach - żadna nowina, to tylko przecież większa psina, jakby skomentował Stefek Burczymucha. 

Sądząc tylko na tej podstawie można sobie wyobrazić jak to ogromny biznes. A przecież nie ma tu mowy o lekarstwach ratujących życie i wspomagających terapie, czyli używanych przez zaawansowaną medycynę w sytuacjach wymagających jej interwencji. Co to to nie. Bez tych wszystkich wciskanych nam na siłę środków moglibyśmy się obejść, stosując zapewne bardziej tradycyjne metody radzenia sobie z niedomaganiami organizmu, jak choćby ta opisana przez Ignacego Krasickiego, który wyleczył pewnego biskupa cierpiącego na niestrawność. Ów dostojnik wybierał się "do wód" na drogą kurację, ale Krasicki namówił go na skorzystanie z pomysłów miejscowego "terapeuty", za niewielki procent sumy niezbędnej do wyjazdu. Jegomość wsadził biskupa na dwa tygodnie do piwnicy o chlebie i wodzie przywracając mu w ten sposób apetyt.

W tej chwili nie umiemy już funkcjonować bez tych wszystkich produktów, zastępujących konieczną dbałość o fizyczną i psychiczną kondycję, nawet na poziomie elementarnym. I skutki są katastrofalne, bo człowiek uzależniony od leków, czy parafarmaceutyków wciąż przekracza kolejne bariery, szuka mocniejszych doznań i mocniejszych środków. A przy tym boi się o siebie, zdając sobie sprawę, że wszystko jest zagrożeniem i w każdej chwili może mu odebrać cenne życie, a te jak wiadomo planujemy na "długie" jak wynika z jednej z najbardziej niedorzecznych reklam z puli koncernów farmaceutycznych.

Pewien zapomniany angielski filozof w swoim uzasadnionym sceptycyzmie twierdził, że nie posiadamy żadnej wiedzy, a jedynie zestaw zmysłowych obserwacji, które łączymy w  związki przyczynowo - skutkowe, pozwalające nam wprawdzie na jakąś praktykę codziennego funkcjonowania, ale nie mające żadnej prawomocności w zakresie istoty rzeczy, bo ta wciąż pozostaje nieznana. I tak nie wiedząc dlaczego człowiek umiera, widzimy konieczność śmierci, ale nie dlatego, że rozumiemy zjawisko, ale dlatego, że wszyscy którzy dotychczas żyli - umarli. W tej sytuacji jeśli ludzie nagle przestaną umierać, nie będzie w tym żadnego powodu do zdziwienia. I zdaje się, że tą nadzieję w pewnym sensie wykorzystywał Tytus de zoo sprzedając optycolę, a teraz ciągną z niej profity sprzedawcy tabletek.

Człowiek nie ma możliwości przekonania się , że umarł ( pozostawiam tu na boku wszelką eschatologię ), więc póki dycha, póty będzie podatnym na sugestie obiektem działania wszelkich sprzedawców zdrowia i życia. To naturalne i dziwić się nie ma czemu, nawet dziewięćdziesięciolatkom szczepiącym się "na wirusa".

Nie ma też niczego zaskakującego, w chęci wykorzystania takiej sytuacji przez polityków. W końcu z definicji dążą do zdobycia władzy, a każdy instrument jest dobry, zwłaszcza tak moralny jak dbałość o ludzkie życie i zdrowie. Ogromny popyt wykreowany na farmaceutyki i parafarmaceutyki, to tylko stelaż na którym można rozpinać dowolne bannery, w dowolnych celach. Zamarzył się Klausowi Schwabowi i innym tego typu mędrcom "wielki reset", to mamy "wielki reset". Najpierw nastraszyliśmy, a teraz dystrybuujemy optycolę, bo kto zaoponuje? Nawet najprawdziwsi mężczyźni, jak były premier, nie są wolni od strachu i pierwsi biegną po remedium, żeby tylko nie paść ofiarą ograniczeń "komitetów kolejkowych" i "list społecznych".

Oczywiście, na wszelki wypadek trzeba też trzymać w rezerwie pesycolę, żeby nam za bardzo nie wzrosły koszty "wiecznie żyjących" i aby ci najmniej potrzebni, po otrzymaniu stosownej dawki ze źródła skażonego złym nastrojem, sami poprosili w odpowiednim momencie o pigułkę wyzwalającą ich od konieczności radzenia sobie z udrękami.

Przyszłość zdaje się należeć do dystrybutorów wody z właściwych źródeł i nie będą to osobnicy w typie sympatycznego i poczciwego Tytusa, który w ramach zadośćuczynienia za spowodowane problemy, wybudował w Bieszczadach prawdziwą ścieżkę zdrowia, przyciągającą wszystkich. Jeśli takowa przetrwała do obecnych czasów, to zapewne została zamknięta, w trosce o kondycję społeczeństwa.

Wykop Skomentuj118
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo