wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
64 obserwujących
99 notek
242k odsłony
  2667   14

Chłopi. Dlaczego nie walczę o klimat.

Lata temu oglądałem w telewizji dyskusję literaturoznawców, nie mogących się nadziwić , że Władysław Reymont dostał Nobla za "Chłopów" właśnie. Hermetyczne, wiele partii napisanych gwarą, trudne do przełożenia na inne języki, specyficzne regionalizmy, z marginalnego kraju, którego na dodatek nie ma. Jak to się mogło stać?

Dużo czasu zabrało mi zrozumienie tego fenomenu, ale w końcu chyba złapałem klucz. To powieść o prawdziwych Europejczykach. O ich drodze i stawaniu się cywilizacyjnym, zdjętym z życia w momencie przełomowym, kiedy już wychodzą ze stanu natury, już uczą się korzystać ze zdobyczy nauki, techniki i odgadują swoją podmiotowość, także w sensie prawnym, ale jeszcze wciąż tkwią ledwie zakrytymi korzeniami w tej glebie, z której Europa wyrasta. 

To kontynent niesłychanie trudny do życia, ciemny , zimny, źle skomunikowany, zależny od przyrody i społecznej dyscypliny. W naszym języku zachowały się niezbywalne zabytki tego stanu natury. Choćby opieka - jasno i czytelnie związana z ogniem, dającym to co umożliwia przeżycie - światło i ciepło. Początkowo przy ognisku, w stepie, albo lesie, potem w zadymionej kurnej chacie, a na koniec przy piecu z kominem. Człowiek bez "opieki" nie mógł nic, nie miał możliwości przetrwania, a rodzajów zagrażającej śmierci był ogromny katalog - od zamarznięcia, po atak dzikich zwierząt, od których nazwy i charakterystycznego przejmującego  odgłosu, pozostało nam w języku "wycie", czyli "wilkcie". 

I oto od ledwie dwóch wieków, dzięki niezwykłemu postępowi nauki w służbie człowieka, mamy przełom. Potrafimy magazynować żywność i ją bezpiecznie przechowywać przez długie lata. Kto nie zna grozy słowa "przednówek" ten tego nie pojmie, ale uchronienie zapasów, tak aby starczyło do nowych zbiorów i jeszcze na siew, to była sprawa życia i śmierci w sensie dosłownym. Teraz to umiemy, bo mamy techniczne środki, związane wprost z eksploatacją paliw kopalnych. Jeszcze nieodlegli przodkowie mogli liczyć wyłącznie na dobrą pogodę i sól.

Jest taka przejmująca scena w "Chłopach" właśnie, gdy stary Boryna spotyka po drodze nie poważaną przez siebie, a i pogardzaną przez męża  -  Antka synową Hankę. Umęczona kobieta, razem ze starym ojcem niosą nazbierany w lesie chrust, gwarancję jakiegokolwiek minimum egzystencji. W Borynie coś pęka - i pomaga. Ale jakby się zachował współczesny "ekolog"? Rzućcie te patyki Antoniowo, bo jak je spalicie, to stopnieją lodowce na Grenlandii i wszystkich nas zaleje morze - czyż nie tak?

Instynkt przetrwania kazałby Hance co najwyżej takiemu mędrcowi włożyć parę kijów na grzbiet, bo to właśnie Hanka i jej podobni reprezentują doświadczenie pokoleń, czas historyczny, kompletnie inny od niecierpliwości współczesnych nam ludzi, chcących mieć wszystko teraz, już, bez wysiłku, a konieczną kontrybucję dla wartości "wyższych", po odrzuceniu Boga, składających w formie poświęcenia innych, bo przecież nie się , na ołtarzu walki o klimat. Nieważne czy nas zaleje, czy za dwadzieścia lat wyschniemy, ale walczyć trzeba. Oni to wiedzą bo mają swoje prognozy, wyrażone w niezliczonych wykresach, mapach, wizualizacjach i słupkach. 

A co temu wszystkiemu ma przeciwstawić zwykły człowiek, żyjący z rytmem światła słonecznego i w ramach dnia, i w ramach roku? Oprócz wiedzy, że jak się nie zasieje w odpowiednim momencie, to się nie zbierze, że pogoda jest nieprzewidywalna i od nas nie zależy, i że tylko przezorne zgromadzenie zapasów opału i żywności daje nam jakąś szansę przetrwania - nie ma nic. To tylko instynkt zakodowany w doświadczeniach pokoleń, w nazwach miesięcy, z których jasno wynika kiedy spadają liście, kiedy pierwsze przymrozki ścinają glebę, kiedy odnawia się słońce kończąc stary i zaczynając nowy rok, kiedy jest srogi, czyli luty mróz, a kiedy wszystko rozmarza, a także w innych słowach jasno dających do zrozumienie,  z czym kojarzy się na przykład zimno. Bo mrzeć i zamarzać to w zasadzie to samo.

I ci ludzie, którzy ciepłą zimę uważali za dobrodziejstwo, a długą, mroźną i śnieżną za śmiercionośne zagrożenie, teraz muszą wierzyć, że wydawanie wielokrotnie więcej na ogrzewanie jest lepsze niż wydawanie mniej, bo tako rzecze mądrzejszy, czyli ten co już nie wie jak światło Słońca reguluje rytm naszego życia.

Jest taki genialny w sferze wizualnej film Sergiusza Eisensteina "Stare i Nowe". Rozprawa z kułakami i ciemnymi chłopami nie chcącymi wstępować do spółdzielni. Przesądni i zacofani hamują postęp i niszczą zasoby. Rzecz się dzieje w okolicach Charkowa ( wiele scen odbywa się w samym mieście ). Parę lat po nakręceniu tego obrazu, Charków stał się "stolicą" najstraszliwszej klęski głodu, sprokurowanej przez tych co wiedzieli lepiej, bo mieli słupki i wykresy, której ofiarą padły miliony tych nie chcących zaprzeczyć naturalnemu cyklowi życia.

Lubię to! Skomentuj170 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura