wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
72 obserwujących
116 notek
285k odsłon
  2892   9

United Gates of America, czyli wojna światów.

Do słynnego słuchowiska Orsona Wellesa , detonującego panikę w wielu miejscach Stanów Zjednoczonych odwoływano się wielokrotnie, także na forum Salonu. Audycja była dowodem siły i sprawczości mediów, idealnie nadających się do sterowania zachowaniami różnych grup społecznych. Przy czym warto podkreślić, że jej twórcy nie operowali obrazem, a wyłącznie przekazem radiowym, z dzisiejszego punktu widzenia wydającym się bronią o sile muszkietu w porównaniu z karabinem maszynowym.

O ile sama społeczna trauma i jej przyczyny zostały dość dokładnie przeanalizowane, to jednak jeden szczegół po dziś dzień umyka głębszym rozważaniom, a szkoda. Bo o ile moc przekazu medialnego , wzmocniona środkami technicznymi, o jakich nie śniło się jeszcze Wellesowi, jest dziś dla wszystkich oczywista, to niewiele osób zastanawia się nad treścią zawartą w tym , co się przedstawia, a już inspiratorzy tą treść kreujący pozostają częstokroć nieznani.

A przecież w skutkach słuchowiska "Wojna Światów" najbardziej złowroga była właśnie "fabuła". Reakcja słuchaczy pokazała nie tylko to, że można tłumem manipulować za pomocą środków technicznych. Wszelkim potencjalnym kreatorom rzeczywistości unaoczniła, że w dbałości o jakąkolwiek wiarygodność nie muszą się w ogóle wysilać. Publiczność wpadła w popłoch wsłuchując się w relację z rzekomej .......inwazji marsjan! W samej rzeczy. Nobliwi ojcowie rodzin rzucali się do panicznej ucieczki na hasło "Mars, Mars, Mars napada". Dzień wcześniej podobne ostrzeżenia zbywali by popukaniem się w głowę, dzień później również. Ale w odpowiednio spreparowanej teraźniejszości włączyli "nagi instynkt". Widzimy takie sceny w katastroficznych filmach. Wszyscy uciekają z miasta na oślep, przed siebie, do pierwszego zatoru nie do pokonania.

Przy tym czym dysponowali autorzy słuchowiska, dzisiejsze środki techniczne w rękach oligarchów wielkiego światowego biznesu, to flota statków kosmicznych, na przeciw ludzi absolutnie bezbronnych. Obrazem można wszystko. W dowolny sposób. Na każdą tezę znajdzie się stosowna ikonografia, wymagająca tylko odpowiedniej siły projekcji, dodatkowo wzmacnianej autorytetem, najlepiej naukowym.

W swojej genialnej książeczce " Prawo Parkinsona, czyli w  pogoni za postępem" Cyril Parkinson jeden rozdział poświęcił nieuchronnemu procesowi upadku instytucji demokratycznych, poprzez ich rozbudowę. Im liczniejsze gremium, tym mniej znaczy, a realne procesy przesuwają się do wąskich grup nieformalnych , wyłanianych w oparciu o kompletnie niedemokratyczne kryteria. 

I oto w skali całego "starego świata", mamy do czynienia z intensyfikacją tego procesu, a obrazy które otrzymujemy kompletnie mistyfikują rzeczywistość. Oto mamy swoich wybrańców wystrzeliwujących z emfazą miliony słów, na tysiącach spotkań i zjazdów instytucji o niesłychanych wręcz nazwach, sugerujących jakąś sprawczość, a w tym czasie jakiś miliarder instalujący swoje pudełko w praktycznie każdym domu, firmie, czy urzędzie, samodzielnie wciela swoje wyobrażenia o świecie, całą tą groteskową paplaninę i jej nosicieli, traktując jak przedszkolaków na wybiegu. 

Pan ma relaks, ta winda zużywa za dużo prądu, to wszyscy będą chodzić po schodach na 30 piętro. Panu jest za gorąco jak Kilkujadkowi w "Kingsajzie", to marznącym zakażemy palenia węglem i jeżdżenia samochodami. Pan ma dyskomfort, to inni nie będą jeść mięsa. Panu za ciasno, to się ludzi pozamyka w barakach, z pudełkiem od Pana, żeby się nie nudzili.

Jeszcze wczoraj wydawało się to niemożliwe, być może jutro będziemy się pukać w głowę patrząc retrospektywnie na to co z nami Panowie zrobili, ale dziś jesteśmy na etapie wykreowanej paniki, tak skutecznej, że nie trzeba nadzorców. Sami się pilnujemy, aby nie "wykroczyć". 

Spece od obrazu - suto opłaceni, to jeszcze nic. Najgorsi są "naukowcy". Bo oczywiście każde "panowanie" musi mieć naukowe podstawy. Wiadomo to od czasów chaldejskich, czy egipskich kapłanów i nikt tak skutecznie nie trzyma tłumu w ryzach jak "uczeni w piśmie", nieprzypadkowo stanowiący we wszystkich Ewangeliach antytezę tego co głosił Zbawiciel.  Bo któż w świecie Pana od pudełka jest naukowcem? Tylko ten kto zręcznie i przekonująco wygłosi to co spodoba się mocodawcom. Reszta "wyp.....ć". 

Mam spory zbiór bardzo zacnych prawniczych monografii wydawanych za wczesnej i późnej komuny. Oto świetna pozycja o czynnościach kauzalnych w prawie cywilnym, napisana przez wielkiego uczonego, o arystokratycznych korzeniach. Znał się, jak mało kto i tak pozostało i pewnie się nie zmieni. Ale książkę wydał za Bieruta, więc 1/3 to pochwała myśli Marksa, Engelsa i Lenina. Inaczej by nie wydał. Podobnie jak tysiące innych. Ci co się na to nie godzili, nie zostawali naukowcami. Tak jak teraz.

Sprawy nabierają tempa. Rewolucjoniści są zawsze niecierpliwi, a jeśli mają środki techniczne i materialne, to biada każdemu , kto stanie wbrew.  To nie stają. Nawet ci co to z kolan wstali. Chyba po to, żeby pacnąć na ryj, tylko zamaskowany i z większym impetem.

Takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie. A więc rzeczpospolite będą zdalne. Na całym świecie, o co zadbają United Gates of America.

Lubię to! Skomentuj181 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo