wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
64 obserwujących
99 notek
242k odsłony
  2495   8

Ja gorę! Czyli permanentna inwigilacja.

Henryk Rzewuski to pisarz kompletnie dziś zapomniany, a szkoda bo obok wielu utworów przeciętnych, czy wręcz złych, błysnął kilkoma świetnymi dziełami, o niezapomnianym polskim dźwięku. Oczywiście najbardziej znane są "Pamiątki Soplicy", arcydzieło gawędy szlacheckiej, spisane i wydane za namową wiernego słuchacza - Adama Mickiewicza. Nie gorsze były "Nie - Bajki , czyli opowieści lożne", których niestety ukazał się tylko jeden tom, w Petersburgu , w 1851r. Szkoda, że autor zarzucił zamysł kontynuowania cyklu, zrażony nieprzychylnością krytyków i publiczności. Pewnie o tym rarytasie polskiej literatury nikt by nie pamiętał, gdyby nie Julian Tuwim. Ów znakomity bibliofil i znawca co się zowie, zebrał różne tego typu cymesy i wydał w zbiorze p.t. "Polska Nowela Fantastyczna". W owej kompilacji znalazła się "nie - bajka" Rzewuskiego "Ja gorę!" genialnie sfilmowana przez Janusza Majewskiego w 1967r. Zakładam , że większości czytelników fabuła jest znana, a Jerzy Turek w roli nieszczęsnego Pogorzelskiego herbu Krzywda i Władysław Hańcza jako głos potępionego księcia Zatorskiego, niełatwo dają się zatrzeć w pamięci tych, którzy film widzieli.

Przypomnijmy sobie - istotą nieszczęścia szaraczkowego szlachcica wykonującego zlecenie księcia biskupa jest nieustanna presja ducha. Ducha byłego pana zamku, w którym Pogorzelski mieszka nadzorując remont. Co by nie robił, gdzie by nie był, wciąż odzywa się głos z zaświatów: "Pan tu panie Pogorzelski wino pijesz, a ja gorę", "Pan tu panie Pogorzelski dziewkę zamierzasz, to znaczy dziewce obiecujesz piernika kupić, a ja gorę" i tak w kółko. Ostatecznie w noweli pomagają egzorcyzmy i rozmowa z duchem, który informuje zebranych o przyczynie wyklęcia i sposobie jej usunięcia. W filmie koniec jest inny. Niezależnie od finału, refleksja jest jednak niewesoła i tą Rzewuski genialnie ujął.

Jak się do nas przyczepi jakiś potępieniec, nie mogący zaznać spokoju, to sprawy wyglądają źle. Nie jestem chyba jedynym, mającym powody przypuszczać, że w tym zakresie nasze indywidualne perspektywy nie przedstawiają się najlepiej. Wprawdzie zaświatów, a już zwłaszcza piekła jak wiadomo nie ma, a tym samym błąkających się tam dusz grzeszników pokutujących za swoje ziemskie czyny, nawet tak banalne jak zamurowanie żywcem własnej córki, jej męża oraz księdza, który im udzielił ślubu ( za to cierpiał ów Wilibald Zatorski ). Ale niestety istnieją całkiem materialni frustraci , którym nie w piekle, ale tu na ziemi jest za gorąco i krzycząc "Ja gorę", zmuszając nas do pogodzenia się z koniecznością radykalnego schłodzenia naszej zbyt ciepłej planety.

Niestety, ludzie ci mają daleko lepsze środki perswazji niż Wilibald Zatorski, mogący prześladować wyłącznie wybranych nieszczęśników. Świat został opleciony taką siecią nerwów niosących informacje gdzie jesteśmy, co i z kim robimy, z czego żyjemy, co nas wzrusza, a co przeraża, że kontrolujący to wszystko człowiek ze sfer przegrzanych, wszędzie nam może krzyżować szyki i psuć samopoczucie swoim: " pan tu mięso jesz, dieslem jeździsz, do kościoła chodzisz, dzieci płodzisz, imigrantów nie chcesz, faszystowskie treści rozpowszechniasz - a ja gorę! ".

Znaleźliśmy się w sytuacji owego pana Pogorzelskiego herbu Krzywda, poczciwca w sumie, żyjącego tradycyjnie i z dobrą wolą, który stał się przedmiotem permanentnej inwigilacji i nieustannej presji uniemożliwiającej jakąkolwiek egzystencję. Oni goreją kiedy my postępujemy źle, czyli gdy chcemy żyć po ludzku. Ze wszystkim co się z tym wiąże. Ostatecznie bohaterowi noweli pomógł Kościół, przynajmniej w nowelce, bo w filmie niekoniecznie. My z tym Kościołem i jego chęcią niesienia pomocy zaczynamy mieć coraz większy kłopot, niebezpodstawnie dosłuchując się głosu dostojników w owym chórze gorejących. 

W nowelce Rzewuskiego cierpiącego ducha udało się uciszyć, przynajmniej na tyle, żeby dał spokój żyjącym. Teraz sytuacja jest znacznie trudniejsza. Nie wiemy bowiem co mogło by zadowolić niespokojnych książąt tego świata. Choć niestety wygląda na to, że tylko radykalna zmiana przyzwyczajeń  i trybu życia. Na początek szczaw i mirabelki.

Lubię to! Skomentuj173 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura