wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
69 obserwujących
114 notek
280k odsłon
  2035   2

Rękopis znaleziony w Saragossie. Historia pewnej znajomości.

Arcydzieło Jana Potockiego, to chyba jedna z najdziwniejszych książek w historii. Jej  autorska, ostateczna treść raczej nie jest znana, szczególnie w polskiej wersji językowej, przy której nie ma pewności nawet co do osoby tłumacza. Sprawy nie ułatwiał sam autor, gmatwając kwestie wydawnicze i przedstawiając do druku różne kompilacje, w różnych miejscach i czasie, choć nieodmiennie w niskich nakładach, przeważnie 100 egzemplarzy. Gdyby nie głośny proces o plagiat, pewnie "Rękopis" nie zaistniałby w szerszej świadomości. Na szczęście stało się inaczej i to genialne dzieło, weszło do kanonu literatury światowej.

W Polsce za "kanoniczne" uchodzi wydanie lipskie z 1847r., w wersji przypisywanej Edmundowi Chojeckiemu, który powieść przetłumaczył i skompilował, nadając jej znany powszechnie kształt. Komplet sześciu tomów to niebywała rzadkość, choć już pierwsze wydanie polskie, z 1917r. jest nietrudne do zebrania. Następnych była już cała masa, zwłaszcza po spopularyzowaniu powieści przez ekranizację Hassa.

Dzieło Jana Potockiego zawiera taką masę wątków, że nawet najbardziej wnikliwym czytelnikom trudno wszystkie uchwycić, choć wrażenie perfekcyjnego panowania autora nad rozwojem fabuły jest tu nieodparte. Podobnie jak niesamowita precyzja w opisie świata, w którym nikt nie jest tym, za kogo się podaje, fikcja jest realnością, realność fikcją, siły nadprzyrodzone mają całkiem przyziemne koneksje i na odwrót, to co wydaje się proste i trywialne nagle przeskakuje w przestrzeń metafizyczną. Są takie dzieła - przypisywane konkretnemu człowiekowi, choć działanie innej siły jest w nich aż nadto czytelne. 

Potocki zmieniał wersje i wydźwięk swojego utworu, pozornie tylko będącego powieścią awanturniczą. To przede wszystkim traktat filozoficzny, nie pozwalający o sobie zapomnieć i ostatecznie jednak ściśle wiążący się z samobójstwem autora, popełnionym z zachowaniem przedziwnej symboliki.

Jan Potocki, choć typowy do pewnego momentu przedstawiciel swojej libertyńskiej epoki, w życiu prywatnym i twórczości nie odbiegający od ówczesnych standardów, czyli zapewne również mason wysokiego szczebla, pod koniec życia staje się zupełnie innym człowiekiem. Ożeniony powtórnie z córką słynnego zdrajcy, Szczęsnego Potockiego, osiada na podolskiej prowincji, gdzie ostatecznie popełnia spektakularne samobójstwo. Wcześniej jednak poznaje innego geniusza Józefa De Maistre. To również arystokrata i mason, początkowo przejęty ideami oświecenia, a w dojrzałym życiu wielki krytyk dokonań rewolucji francuskiej i jeden z najwybitniejszych myślicieli konserwatywnych w historii. Zmuszony do emigracji spędzał czas w Petersburgu, co zaowocowało nie tylko znajomością z Janem Potockim, udokumentowaną obszerną korespondencją, ale genialnym dziełem filozoficznym, czyli "Wieczorami Petersburskimi". Pierwszym i jedynym mi znanym w nowoczesnej historii, w którym autor wprost przyznaje się do przekonania o sile i bezpośredniości interwencji Opatrzności Bożej w indywidualne losy ludzkie. 

Być może to właśnie wpływ tej postaci dokonał w Potockim duchowego przełomu, o wyraźnym śladzie pozostawionym w "Rękopisie". Bo czyż tajemnicza i wpływowa rodzina, czy też sekta Gomelezów, zakonspirowana w niedostępnych górach Sierra Morena, kogoś nam nie przypomina? Czy złoto wydobywane z ukrytej kopalni, wprowadzane do obiegu za pośrednictwem bankiera Moro , mające moc sprawczą nie tylko w Hiszpanii, to nie materialne macki stowarzyszeń tajnych? I czy wreszcie cała procedura poddawania kapitana gwardii walońskiej Alfonsa van Worden wymyślnym próbom, nie przypomina wolnomularskiej inicjacji?

I ostatecznie Potocki z całą tą strukturą bezceremonialnie się rozprawia. Złoto Gomelezów się kończy, a ich wpływy razem z nim. Cały zaś dorobek przypomina dokonania owego  powieściowego filozofa ateisty, co to zebrał całą dostępną ludzkości wiedzę i opublikował. Wielotomowego dzieła nikt jednak nie chciał kupować i ostatecznie cały nakład zjadły szczury.

Czy to zerwanie z tradycją oświeceniową dokonane pod wpływem wielkiego myśliciela katolickiego? Tego się nie dowiemy, podobnie tego, dlaczego Potocki zastrzelił się poświęconą kulą. Choć studiując dzieło i jednego i drugiego, z pewnością dojdziemy do wniosku, że to Pan Bóg prowadzi nas po swoich ścieżkach. I choć nie wiem jak wierzylibyśmy w swoją sprawczość, światłość i racjonalność, to i tak nie wiemy "czy jest czyściec na tamtym świecie !?" i się nie dowiemy.

Lubię to! Skomentuj115 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura