wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
87 obserwujących
143 notki
345k odsłon
  4719   9

Czy PiS może wygrać beze mnie?

Dochodzące coraz częściej sygnały o dekompozycji obozu władzy, jak choćby utrata większości w Sejmiku Świętokrzyskim, czy rywalizacja dwojga kandydatów związanych ze Zjednoczoną Prawicą o prezydenturę Rzeszowa,  wskazują na realność wcześniejszych wyborów parlamentarnych. To wprawdzie tylko znaki, ale tych jak wiadomo lekceważyć nie wolno, sygnalizują bowiem rozkład wewnętrzny, którego pierwszym poważnym grzmotem była niesławna "piątka dla zwierząt" generująca konflikt, ledwie w tej chwili maskowany. Za tą niedorzeczność zapłacił Jan Krzysztof Ardanowski - ostatni w rządzie minister, wysoko przeze mnie osobiście oceniany.  Dochodzą napięcia realnie osadzone w sporach o istotę państwa, a więc niezwykle trudne do zniwelowania.

Symbolem jest tu przede wszystkim rozbiórka elementów elektrowni w Ostrołęce i to co dzieje się w tej chwili w systemie bankowym oraz w zakresie suwerenności finansowej. Czekamy na pocowidową rzeczywistość, na rozpoczęcie "planu odbudowy", którego sama nazwa wskazuje, że coś zostało zniszczone, skoro wymaga odtworzenia. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy forsowna polityka Mateusza Morawieckiego, wyraźnie zmierzająca do pozbawienia Polski suwerenności w dwóch niezwykle ważnych zakresach: polityki energetycznej i systemu finansowego, nakazuje każdemu człowiekowi przywiązanemu do swojej polskości, zadnie sobie pytania, czy ci którzy nam teraz przewodzą, podzielają te same uczucia, czy też może wiodą nas w przepaść z burzą, z tym, że pod biało - czerwonymi flagami?

Rok 2015, czas wielkiego przełomu, dawał nadzieję, że antypolska polityka poprzedników spod różnych szyldów, ale tego samego korzenia, zostanie trwale przełamana, a "rycerze okrągłego stołu", raz na zawsze odejdą w niesławie. Nic takiego się nie stało. Byliśmy świadkami jednego tylko spektakularnego odejścia, w podle spreparowanych okolicznościach, czyli odsunięcia najlepszego premiera wolnej Polski - Beaty Szydło. Zapoczątkowanego dodam dla porządku informacją w satyrycznej rubryce Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego. Stanowiska stracili niemniej wartościowi ludzie, jak Jan Szyszko, czy Witold Waszczykowski. Ostatnio Jan Krzysztof Ardanowski, wysoko oceniany przez ludzi związanych z produkcją rolną.

Moment dymisji Beaty Szydło był dla każdego myślącego zwolennika opcji rządzącej sygnałem, że w polityce władzy zostaną zmienione pryncypia. Historia z głosowaniem 27 : 1, w której dzielną kobietę wmanewrowano w bronienie przegranej z góry sprawy, aby pokazać publiczności, jak bardzo nie pasuje do salonowych gier na forum UE, dała czytelny sygnał, o co toczy się gra i jak perfidnych metod dopuszczą się "dżentelmeni" z Nowogrodzkiej, aby zdewastować wizerunek osoby rzeczywiście twardej i wyposażonej w zestaw realnych a nie deklarowanych zasad.

Już wtedy powinno się było zaprzestać wspierania tego towarzystwa, ale wyjątkowy i nienotowany w dziejach idiotyzm opozycji, nakazywał dokonywanie wyborów na zasadzie mniejszego zła - lepszy jakikolwiek sternik, niż grupa nadająca się wyłącznie na pensjonariuszy zakładów zamkniętych, a zwłaszcza podopiecznych formacji ukrywającej się pod skrótem SW.

Nie było innej opcji, choć ta z napisem "wyjście awaryjne", rychło okazała się zwodnicza, co wyklucza skorzystanie z tej furtki po raz kolejny. Ponury determinizm wypadków, nie zawracających sobie głowy maluczkimi, chcącymi żyć w jakiej takiej przestrzeni wolności i poszanowania suwerenności Ojczystego Kraju, nie dającej się w tej chwili obronić za pomocą kartki wyborczej, nakazuje trzymanie się z dala od procedur wyborczych, ewentualnie oddanie głosu na kogoś twardo i jednoznacznie stawiającego sprawy podstawowe. 

Obecna ekipa nie działa w moim imieniu. Nie działa w nim już od lat, ale teraz wydarzenia spektakularnie przyspieszyły. Parodiowanie demokracji i niepodległości, przy jednoczesnej bezradności wobec jawnie antypolskich i antychrześcijańskich nikczemności "opozycji totalnej" i jej zwolenników, drastyczne zgniatanie przestrzeni wolności gospodarczej i zamknięcie w tym kierunku jakiejkolwiek perspektywy, nakazuje mi złożenie zgodnej z sumieniem deklaracji - na PiS swojego głosu nie oddam.

Nie wiem czy to cokolwiek zmieni , choć z prowadzonych rozmów z wieloma ludźmi o podobnym do mojego stanie ducha, wynika, że ubytek głosów w środowiskach i społecznościach do jakich należę, nie będzie mały. W kilku poprzednich wyborach osobiście przekonałem parędziesiąt osób do głosowania na Zjednoczoną Prawicę, albo Andrzeja Dudę. A proszę mi wierzyć - umiem argumentować skutecznie. Teraz nie zamierzam przekonywać nikogo. Niech zajmują się tym Niedzielski, Dworczyk, czy Premier osobiście. Może wystarczy.

Dla mnie PiS nie jest w tej chwili reprezentantem żadnych wyznawanych wartości. Tak czy owak wpadamy w socjalistyczno - korporacjonistyczne błoto i być może trzeba się w nim skąpać, aby zacząć się odradzać. A czy zawiodą nas tam cyniczni pseudopatrioci, czy oczywiści kretyni, spod wielokolorowych flag, to już sprawa drugorzędna.

Lubię to! Skomentuj462 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka