wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
105 obserwujących
158 notek
401k odsłon
  1901   7

Niech jedzą ciastka. O traceniu głowy

Zapewne słynną odpowiedź Marii Antoniny na informację o braku chleba dla ludu wyciągnięto z szuflady z napisem "rzekomo", ale nie ma to żadnego znaczenia. Nie ważne czy tak powiedziała, ważne było przekonanie opinii publicznej, że mogła tak powiedzieć. Nawet jeśli owa scena była fikcją, to przeszła do zapisu kulturowego jako zaklęcie alienacji i arogancji władzy, kto wie czy nie najsłynniejsze w spisanych dziejach. Bo i moment był szczególny. Do czasu rewolucji francuskiej w europejskim kotle różne siły mieszały większymi i mniejszymi chochlami, ale wydarzenia z 1789r. były kompletną zmianą jakościową. Tajemnicze moce zaczęły warzyć zupełnie nową potrawę, według własnych przepisów i z własnymi składnikami. Nie ma wątpliwości że wstrząsy na zawsze zmieniające Europę były przygotowywane długo i starannie i choć słynne dzieło księdza Barruela, opisujące wprawione w ruch mechanizmy i konstruujących je inżynierów, może dziś uchodzić za archaiczne, to każdy mający trochę cierpliwości, powinien się z nim zapoznać.

"Historia Jakobinizmu" to książka wyklęta. Tłumaczona przez Karola Surowieckiego, została wydana w Polsce po raz pierwszy w 1812r. ze wskazaniem fikcyjnego miejsca publikacji  - Berdyczowa. Szczególnie ciekawy jest tom pierwszy, obejmujący opis przygotowań intelektualnej gleby pod kontynentalny "wielki wybuch", który zmiótł "ślad przeszłości". Jednych pozbawił wysoko od wieków noszonych głów, by w ich miejsce postawić nikomu wcześniej nieznanych przedstawicieli klas na co dzień niezauważalnych, innych wyniósł ponad wszelki stan i wyobrażenie. Siły destrukcji uwolnione przez encyklopedystów, co to całą znaną ludzkości wiedzę zebrali, usystematyzowali i spisali w wielkiej księdze mądrości, tak aby przepis na ruszenie z posad bryły świata był precyzyjny i gotowy do realizacji, zadziałały z morderczą sprawnością. Dziś niczym, jutro wszystkim, a przeszłość do zmiecenia. Idealna gleba dla zorganizowanego ludobójstwa.

Ani Ludwik XVI, ani jego żona nie mogli zrozumieć co się wokół nich dzieje, ani nawet podjąć jakiejkolwiek próby odwrócenia biegu wypadków. Taki żywioł z łatwością strąca z karków wszystkie głowy, niezależnie od ich nakrycia i nic tu poradzić nie można. Katów zastępują kolejni kaci, a gdy nadchodzi odpowiedni moment pojawia się człowiek znikąd z armatami i wierną gromadą zbrojnych, aby zaprowadzić porządek. Ledwie dekadę po zgilotynowaniu Marii Antoniny w Paryżu gwałtownie poszukiwano jej dawnej pokojowej, potrzebnej dla nowej monarchini. Znaleziono - przeżyła i nawet prowadziła dobrze prosperującą kawiarnię.

Wszystko co widzimy w Europie przez ostatnie dwieście kilkadziesiąt lat, to konsekwencje tamtych wydarzeń, stanowiących twardą wiązkę zdarzeń, z którymi to co dziś nas dotyka, pozostaje w "adekwatnym związku przyczynowym". A skutków dalej nie znamy, ulegając omamowi końca historii. Wiele wskazuje na to, że historia właśnie się znów zaczyna, kreśląc kolejny piekielny krąg.

Cukierniczy bon mot królowej, która jak zaświadczają nawet wyjątkowo do niej uprzedzeni świadkowie, umierała z wielką godnością i nawet nienawistny tłum uległ wrażeniu jej spokoju i godności, to w pewnym sensie dzieło sztuki. Ktoś kto wymyślił tę historię i puścił ją w obieg był zaiste arcymistrzem manipulacji, a przy tym twórcą wybitnym. Jednym zdaniem namalował obraz upadłej monarchii zdegenerowanej do granic, poza którymi nie da się użyć słów. Bo co można więcej, niż zalecić głodnemu,  nie mającemu chleba, jedzenie ciastek? Granica cynizmu doprowadzona do nieprzekraczalności. Za to spadła głowa królowej, choć pewnie była niewinna. Takie stworzono okoliczności.

Nam Polakom, szczególnie dotkniętym klęskami ostatnich trzech stuleci, wydawało się, że w końcu dobiliśmy do bezpiecznej przystani. Wpadliśmy w straszną historyczną dekoniunkturę, ruszyły na nas płyty tektoniczne różnych potęg, ścierając się akurat "gdzieś w Polsce", miliony straciły życie, po wielokroć przepadał dorobek pokoleń, ale wciąż trwaliśmy jakimś niezwykłym i wyłącznym uporem. Dopłynęliśmy do bezpiecznego lądu, a to znów nie Itaka, albo nawet gorzej - może i Itaka, ale z rozpanoszonymi na niej grabieżcami naszego domu.

I oto kolejna próba. Bo komuś znowu, jak owym Wolterom, czy Diderotom i ich mocodawcom zamarzył się nowy ład. Już nie wielkie mieszanie starej strawy, aby więcej skwarek wyłowić, tylko ponownie nowy przepis. Bo ludzi za dużo, bo planecie za gorąco, bo jeszcze wciąż zbyt swobodnie oddychamy. I dzieje się - jakby powiedział nieoceniony Franciszek Zabłocki - jeden czart nas mami "czapką", drugi "papką". Jeden się w pas kłania i nakryciem głowy zamiata przed nami podłogę, "czapkując" przed "wartościami", przed narodem, jego historią, religią, tradycją i kulturą. Drugi, ubrany w togę, z europejskimi pludrami na głowie, mami "papką", o prawach człowieka, zwierząt, planety. O praworządności i ekologii. Różni ich strój, a nie obrany kierunek. 

Zastanawiamy się , za którym pójść, za tym czapkującym, czy za tym paplającym, ale wciąż nie wiemy dokąd. O ile się zastanawiamy, bo do tego potrzebny jest namysł, a to najbardziej deficytowa wartość w naszym życiu społecznym. Trwale i zajadle eliminowana i przez tych od "czapki" i przez tych od "papki". Pozornie drą ze sobą koty, choć ostatnio spotkali się w jednej przestrzeni. Bo największą nienawiść do "antyszczepionkowców" przejawiają Krytyka Polityczna i Gazeta Polska. Inni od kolorowych obrazków nie lepsi. I tylko człowiek uważnie słuchający tego co mówią szarzy ludzie, w szarych garniturach, monotonnym głosem hipnotyzera, mogą się zorientować o co w tym wszystkim chodzi. Bo o ile pewnie Maria Antonina nic o ciastkach nie powiedziała, o tyle pewien minister o aparycji zupełnie rozbieżnej z pełnioną funkcją - już tak. Zaszkodziła pierwsza dawka szczepionki X? To drugą niech weźmie Y. I żaden z tłumu obecnych na konferencji dziennikarzy, nie odważył się zadać pytania, czy ktoś "naukowo" zbadał skutek takiego połączenia.

Głowa ministra nie spadnie. Nie ma obaw. Rewolucja nie wybuchnie, bo trwa. Tym razem to nie lud się buntuje. To trwa bunt przeciw ludowi. Współcześni monarchowie nie zostaną zdekapitowani, to oni wyślą  na "zwykłych ludzi"  coś w rodzaju "ognistych kolumn" generała Westermana siejących spustoszenie w rojalistycznej Wandei. Metody się pewnie zmienią. Nieszczepieni i mięsożercy za drut kolczasty pod napięciem. Z ekologicznego prądu oczywiście. Niech jedzą ciastka.


P.S. Przywołany przeze mnie Franciszek Zabłocki, nieodrodne dziecko libertyńskiej epoki, po napisaniu wielu wyśmienitych komedii, w tym kilku świetnie demaskujących świat swojej młodości, został księdzem. Wielu innych oświeceniowych twórców przeszło podobną drogę. Nie wszystko światło co się sztucznie świeci.


Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo