wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
111 obserwujących
167 notek
423k odsłony
  3472   16

Gdańsk, czyli "prusactwo" cz. II

Wprawdzie z bezwzględną germańską zaborczością mieliśmy do czynienia od zarania naszych dziejów, to jednak najgorszym zagrożeniem dla naszego bytu okazało się dopiero państwo Zakonu Krzyżackiego założone na terenach systemowo wyniszczonych Prusów. Obok podobnego tworu powołanego do życia przez Kawalerów Mieczowych, to byt swoisty. Jedyne europejskie państwo o korzeniach czysto azjatyckich w sensie zasad powołania i trwania. Dobrze zorganizowana zbrojna horda zajęła określone terytorium, eksterminując jego pierwotnych mieszkańców i stworzyła precyzyjną machinę militarnej ekspansji. W tych ramach Prusy trwały aż do 1945r., z niewielkimi formalnymi korektami. Znalazło to odzwierciedlenie w słynnej niegdyś maksymie, podkreślającej że w Europie różne państwa mają swoje armie, natomiast Prusy to armia, która ma państwo. I to właśnie ten byt doprowadził do zjednoczenia Niemiec, narzucając im swoje pryncypia. Te po dziś dzień się nie zmieniły, przybierając co najwyżej inne formy.

Z bezwzględną wrogością Niemców, którzy przejęli nazwę kraju pochodzącą od wymordowanych Prusów, Polska spotkała się w momencie gdy tylko nieco okrzepli. Celem było zniszczenie właśnie odradzającej się monarchii Piastów, a głównym środkiem odcięcie jej od wybrzeża Bałtyku, a zwłaszcza opanowanie ujścia Wisły. Ten zamiar Krzyżacy przeprowadzili w swoim stylu - podstępem i  masowym mordem. Do Gdańska weszli jako sojusznicy, by nagle pokazać swoje zwykłe oblicze bezwzględnego eksterminatora. 13 listopada 1308r. to kres słowiańskiego Gdańska i początek jego germańskiej historii, ufundowanej jak zawsze na górze trupów niewinnych ofiar.

W początkach XIVw., w chwili śmiertelnego zagrożenia bytu Polski, dostajemy pierwszy aktualny do dziś sygnał geopolityczny w zakresie samoobrony. Nawet Krzyżacy nie byli w stanie prowadzić ekspansji przeciwko teściowi, a potem szwagrowi Króla Węgier, czerpiącego swoją potęgę z eksploatacji osi północ - południe, skutecznie mogącej się przeciwstawić osi wschód - zachód. Ostatni Piastowie, Andegaweni i Jagiellonowie byli to w stanie wykorzystać , łamiąc potęgę Zakonu i w konsekwencji odzyskując ujście Wisły, którego strażnik - Gdańsk, stał się perłą w koronie RON i jednym z najbogatszych miast w Europie. Handel bałtycki to było coś, co zachwyciłoby każdego finansistę, a przy tym wpływał na całą europejską geopolitykę. 

W jednym z pierwszych polskich poematów Sebastian Fabian Klonowic wyklinał na wiślany szlak, będący podstawą potęgi polskiej magnaterii, a zarazem jednym z powodów upadku obyczajów i etosu rycerskiego. Być może nie wykorzystaliśmy w sposób właściwy owej bajecznej koniunktury, a historia to surowa nauczycielka. Przyczajony pruski gad, leczył rany i czekał na okazję do zemsty, cierpliwie budując swoją militarną potęgę, która za czasów Fryderyka II miała zadziwić Europę. Co najmniej kilkakrotnie można było ten wojskowy obóz Azjatów, rozłożony w newralgicznym punkcie kontynentu zlikwidować, ale głupi legalizm ostatnich Jagiellonów i późniejsza niemoc osłabionej Rzeczpospolitej , udaremniły ten cel. Z jak najgorszym dla nas skutkiem.

Prusy były głównym organizatorem i beneficjentem rozbiorów. W stosunku do własnego potencjału pożarły najwięcej, najistotniejszych dla żywotności narodu terenów. Od razu też przystąpiły do systemowej likwidacji żywiołu polskiego, początkowo na polu ekonomicznym, co pozostawiło nam w polszczyźnie określenie "bajońskie sumy". Opisałem ten mechanizm niedawno i nie bez przyczyny, bo taktyka prusactwa wobec Polski bywa zmienna, przy niezmienności celów. Obezwładnić i zniszczyć aktualnie dostępnymi metodami. Raz to jest SS, Luftwaffe , czy Wehrmacht , innym razem banki i fundusze emerytalne. Te ostanie rujnowały polskich ziemian po III rozbiorze i okazały się niemniej skuteczne w naszej współczesność, w której główną przystanią prusactwa, dążącego do rewindykacji kolosalnych strat doznanych po II wojnie światowej znów stał się Gdańsk.

Wydawało się , że w tym symbolicznym mieście żywioł polski zagościł na stałe i ujście Wisły, wymknęło się Niemcom nieodwołalnie. Ostatnie lata przekonały nas, że na zachodzie bez zmian i na przerwanie niemieckiej agresji, opartej na wielusetletnich technikach prusactwa - liczyć nie możemy. Polsce znów wydano bezwzględną wojnę, choć tym razem prowadzoną metodami niemilitarnymi, tyle że dla zniszczenia państwowości równie groźnymi.

Każdy uważnie śledzący rodzimą politykę od czasów przełomu, musi się zastanowić nad niezwykłą skutecznością prusactwa w budowaniu swoich wpływów, obecnie tak wielkich, że najpoważniejszym zagrożeniem dla naszej suwerenności nie są wprost Niemcy, tylko sprusaczeni Polacy. A ich kariery są nadzwyczajne. Na tyle nierealne, aby nie wierzyć w naturalne procesy, jakie wyniosły niegdyś osławionych "gdańskich liberałów" do najwyższych wpływów w Polsce. Nagle nic nieznacząca grupka wypadłych sroce spod ogona indywiduów, bez żadnej demokratycznej legitymacji, po wygranych przez Wałęsę wyborach prezydenckich opanowuje kluczowe stanowiska w państwie. Garstka anonimów przeskakuje z zawrotną prędkością od malowania kominów, do zarządzania gospodarką jednego z największych krajów Europy. I tak już zostało. Zdmuchnęli po drodze nawet takie byty jak Unia Wolności, ostatecznie majoryzując w 2008r. cały fragment  polskiej sceny politycznej, prący ku roztopieniu Polski w "sosie europejskim" uwarzonym przez prusactwo.

Warszawa też powoli upada, depolonizuje się w tempie zadziwiającym, ale to co stało się z Gdańskiem, musi być szokiem dla każdego myślącego Polaka. Jeśli się dziwimy dlaczego tak jest, to prześledźmy życiorysy owych prominentnych polityków z Gdańska, czy szerzej Trójmiasta, losy pewnych firm ubezpieczeniowych, finansowych i bankowych, a znajdziemy wiele odpowiedzi na to dręczące pytanie: jak to się stało, że w momencie ataku na Polskę, przeprowadzonego z inspiracji Niemiec, będących głównym beneficjentem naszej ewentualnej klęski, największym zagrożeniem jest wewnętrzne prusactwo, zaprzedane agresorowi i niejednokrotnie dające dowody nienawiści dla własnej Ojczyzny?

I skorzystajmy wreszcie z tych licznych lekcji , jakich udzieliła nam historia. W 1308r. Krzyżacy bronili polskiego Gdańska przed Brandenburczykami. W 1792r. król pruski bronił nas przed Moskalami, a za trzy lata instalował swoją administrację we włączonej do swojego państwa Warszawie. Teraz znów nas bronią, uzbrajając przy okazji naszych wrogów, a nam proponując:

1. zniszczenie systemu sądownictwa;

2. dechrystianizację i usunięcie pojęć podstawowych w zakresie prawa rodzinnego i opiekuńczego;

3. likwidację suwerenności energetycznej;

4. federalizację;

5. wprowadzenie zasady eksterytorialności dużych obszarów kraju, pod pozorem europejskiej polityki klimatycznej.


Kadry, fundacje, media, środki - wszystko gotowe. A zaczęło się w Gdańsku. Jak zwykle.

Lubię to! Skomentuj172 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka