wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
114 obserwujących
169 notek
426k odsłon
  4802   13

Ile dywizji ma TSUE? Czyli nowe szaty cesarstwa

Nie ma już chyba żadnych wątpliwości, co do intencji Niemiec w ramach ich hegemonii w Unii Europejskiej. I nie ma w tych intencjach żadnego przypadku, ani czasowych rozbieżności. Tu się wszystko zgadza. Zjednoczenie, zintegrowanie dawnej NRD i rozwinięcie ekspansji. Tu historia się powtarza, choć przy użyciu innych metod. O ile przez dwa tysiąclecia germańska ekspansja miała przede wszystkim charakter militarny, o tyle teraz radykalnie zmieniła środki. Więcej nawet - militarnymi w zasadzie nie dysponuje, choć to żadna pociecha, bo aktualnie nie są jej do niczego potrzebne.

A zatem Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego znów ma być centrum cywilizacji, jej intelektualnym jądrem, miotającym swoje ideologiczne koncepty na cały świat, przy użyciu zgromadzonych bogactw, technologii i metod ich wykorzystania celem wpływania na opornych. Przewaga dzięki technice. 

Mając w genetycznej i jeszcze naocznej pamięci ślady niemieckich zbrodni popełnionych przez ich formacje zbrojne, dysponując nieprzebranymi zasobami dokumentującymi sprawność i bezwzględność ich armii, zapominamy o jednym. W ujęciu historycznym Niemcy to naród prawniczy. W zakresie technik prawnych są nie gorsi niż w innych dziedzinach. Co więcej - zgromadzili w ramach historii państwa i prawa, filozofii i doktryn politycznych, zasoby w zasadzie nieporównywalne z kimkolwiek innym. Reprezentują wszystkie możliwe tradycje, czerpią pełnymi garściami i z Judaizmu ( zwłaszcza protestanci ) i z Rzymu, i z Bizancjum, ale też ze swojej historii plemiennej. Niczego nie uronili, w każdej szkole prawa mają swoje wybitne postacie i potrafią z tego korzystać na zawołanie. Do tego stopnia, że przy obecnym , trwałym chyba, militarnym rozbrojeniu, przestali być groźni jako fizyczny agresor, a stali się śmiertelnie niebezpieczni jako napastnik w sferze newralgicznej. Prawnicy też są umundurowani, a współczesny oręż którym dysponują, czyli system norm, potrafi być bardziej destrukcyjny dla przeciwnika któremu się je narzuciło, niż dywanowy nalot.

I właśnie widzimy nieznaną wcześniej próbę zbudowania imperium przy pomocy agresji prawnej, stwarzającej kościec wojny gospodarczej i ideologicznej, w której bezpośrednim celem jest podporządkowanie zasobów peryferii interesom centrali. Oczywiście nie wiemy , czy ta próba się powiedzie. Wiele wskazuje na to, że nie, choć widząc dogłębny prymitywizm elit krajów zaatakowanych, w których warstwy "wyższe" zatraciły kompletnie zdolność samodzielnego myślenia, wierzę raczej w siłę autodestrukcji, niż w wartość naszego oporu - o ile oczywiście będzie on organizowany na dotychczasowych zasadach.

Inwentaryzacja naszego potencjału ma bowiem dwa aspekty. Jednym jest ogrom bogactw, którymi dysponujemy, zwłaszcza w świecie pojęć, historii i kultury, łatwo przekładalnych na możliwości sukcesu gospodarczego. To atut. Mamy też jednak dojmujące pasywa w postaci całych warstw ludzi obezwładnionych intelektualnie, bądź zupełnie zaprzedanych przeciwnikowi, który przez dziesięciolecia bardzo dbał o to, aby nasze elity do takiego stanu doprowadzić. Niestety to się powiodło, choć na szczęście nie zupełnie, bo Polska była, jest i będzie krajem, w którym zawsze "ktoś się znajdzie". Ktoś kto dopisze ciąg dalszy jej dziejów. 

Wydaje się, że obecnie mamy do czynienia z chwilą przełomu. Maski spadły i przyjazna twarz "dobrego Niemca" została zastąpiona od zawsze znanym obliczem bezwzględnego zaborcy, starającego się nas wywłaszczyć, choć tym razem nie ogniem i mieczem. To dla nas dobry sygnał, bo nawet najbardziej pacyfistycznie nastawieni Polacy, podkreślam Polacy, a nie Europejczycy "polskiego pochodzenia", zauważyli, że bez walki się tym razem nie obejdzie i dobrze, że bitwa została nam wydana w okolicznościach dla nas korzystnych. Czyli takich, w których wszyscy widzimy, że cofać się nie mamy dokąd, chyba że w bagna i do kurnych chat. Kto czytał "Krzyżowców" Zofii Kossak i opis bitwy pod Antiochią, ten wie jaką siłę daje taka sytuacja.

Ważyć racji nie musimy, bo te są oczywiste i po naszej stronie. Musimy ważyć siły, przyglądać się metodom i znajdować sposoby reakcji. W tej chwili wojska napastnika noszą nazwę TSUE, pisaną z rzymska a nie runami. To zmyłka , mógłby być czarny krzyż, swastyka, czy cokolwiek innego - liczy się cel, a ten pozostaje bez zmian. Nie mamy elity prawniczej zdolnej ten atak odeprzeć, co więcej jej przygniatająca część wspiera agresora. Nic w tym dziwnego, bo ludzie dobrze żyjący z produkowania nikomu niepotrzebnych analiz i norm, są tu jednoznacznie umocowani. Dlatego trzeba liczyć na naturalne mechanizmy społeczne, a te od zawsze były skuteczne.

Słowianie, to ludzie "słowa", w odróżnieniu od nie posiadających go Niemców. Nieprzypadkowo wyraz "wysławiać" ma w Polsce dwa znaczenia, a ludzi "mających słowo" na radzie, jak Radosław, w narzucaniu innym własnych myśli, jak Przemysław, czy Mieczysław, czy w ogóle słuchanych, jak Wiesław, czy Dobrosław, obdarzano takimi właśnie mianami, oderwanymi już od imion pierwotnych. W całej plastyczności polszczyzny, z niesłychaną sprawnością wchłaniającej zasoby innych języków, tak przy tym zręcznie, że często nie zdajemy sobie sprawy z obcego pochodzenia różnych zwrotów, to jedno pojęcie nie znalazło swojego obcego zamiennika. Słowo. Najbliższy znaczeniowo i właściwie używany jako synonim "wyraz", ma inne znaczenia i ta różnica jest bardzo istotna, choć na co dzień niezauważalna. Słowa u Słowian nie da się niczym zastąpić, a jeszcze co starsi z nas pamiętają najkrótszy możliwy dialog, potwierdzający zawarcie "więzi" - Słowo? Słowo!

Lubię to! Skomentuj237 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka