wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
132 obserwujących
240 notek
621k odsłon
  2535   8

Niepoczytalność, czyli plagi III RP

W niedawnej notce p.t. "Pisma, znaki zbierać i wyrozumiewać. O czytaniu" przypomniałem pierwotne znaczenie słowa "czytać", a rozwinięta pod tekstem dyskusja przypomniała o silnym związku wyrazów "czytać" i "czcić". Wiemy zatem, że niepoczytalność nie może być rozumiana wąsko, jako nieznajomość liter, bądź nieumiejętność składania ich w słowa - tylko szeroko, a zatem jako niemożność rozpoznawania znaków i budowania związków przyczynowych na podstawie dostępnych przesłanek. Dla każdej społeczności warunkiem przetrwania i rozwoju jest posiadanie warstwy przywódczej spełniającej kryteria poczytalności, co oznacza umiejętność określania warunków funkcjonowania, wyznaczania celów, wskazywania przesłanek ich osiągnięcia, definiowania zagrożeń i sposobów ich unikania. Poczytalność musi być przy tym związana z dzielnością, czyli zdolnością do działania. W innym wypadku nie ma ani elity , ani społeczności.

Nie jest żadnym przejawem narodowej megalomanii stwierdzenie szczególności historii Polski. Pod wieloma względami nasze dzieje mają charakter wyjątkowy, unikalny nie tylko w skali kontynentu i choć różne fenomeny dałoby się tu przywołać na potwierdzenie tej tezy i to zaczerpnięte z kompletnie innych epok historycznych, to bez wątpienia największym z nich są dzieje rozbioru państwa, przetrwania narodu w warunkach utraty politycznego bytu i odzyskanie niepodległości, będące zbiorowym wysiłkiem kilku pokoleń. Tu trzeba dodać, że owo wskrzeszenie Polski nie miało w sobie żadnej przypadkowości, a co najważniejsze , odbyło się w oparciu o świetnie wyselekcjonowaną , uświadomioną, odważną i działającą konsekwentnie warstwę przywódczą. Dlatego II RP powstała od razu jako kraj poważny, nie odstający w swoich umiejętnościach od światowej czołówki, a miejscami nawet ją wyprzedzający. I choć ostatecznie Polska odrodzona poniosła klęskę polityczną i militarną, to w żadnym razie nie społeczną. Dała wielki impuls kulturotwórczy i wspólnotowy, zapewniający przetrwanie narodu nawet w sytuacji takich kataklizmów jak koszmarna wojna i dziesięciolecia komunistycznej niesuwerenności. Przetrwaliśmy dzięki poczytalnym elitom i z chwilą upadku realnego socjalizmu, mieliśmy prawo oczekiwać, że wolna Polska wykształci warstwę przywódczą zdolną pisać ciąg dalszy narodowych dziejów tak, aby dać nam gwarancję trwania i rozwoju. Stało się inaczej i ze skutkami tej plagi przychodzi nam się zmagać, w warunkach coraz większego zagrożenia i w poczuciu bezradności wywołanej nie tyle impetem zewnętrznej agresji, ile przyzwoleniem na nią tych, którzy w III RP okrzyknęli się elitą.

Jeśli oceniać nasze położenie według kryterium poczytalności tak zwanych warstw wyższych, to teza o tym, że w najgorszych latach porozbiorowych byliśmy w sytuacji lepszej niż obecnie , nie będzie nadużyciem. Wielokrotnie pisałem o niezwykłym skoku kulturowym jakiego dokonaliśmy jako naród  w czasach pozbawienia politycznego bytu. Jeśli ten okres zamknąć w dwóch symbolicznych datach - listopad roku 1800 gdy w Warszawie powstawało Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk i lipiec roku 1910, gdy w Krakowie milionowy tłum Polaków, przybyłych ze wszystkich stron świata, świętował sześćsetlecie bitwy grunwaldzkiej, a chór złożony z tysiąca wykonawców po raz pierwszy zaśpiewał "Rotę" - to możemy zauważyć skalę zjawiska. To tysiące dumnych ludzi, często obcego pochodzenia, których praca w koszmarnych często warunkach, przy ciągłym ryzyku utraty życia, zdrowia, wolności , czy mienia , przyniosła efekty piorunujące, konstytuujące nas jako naród nie dający się wymazać z kart dziejów powszechnych, pielęgnujący w sercu Europy te wartości, na których została ufundowana. 

I oto minęło kolejnych 110 lat, fakt że trudnych, a poczucie pewności naszej trwałości zaczyna zanikać. I to zwątpienie rodzi się przede wszystkim w momentach, gdy obserwujemy tych, najgłośniej krzyczących o swojej cywilizacyjnej, kulturowej i intelektualnej wyższości. Bo im więcej widzimy, słyszymy i czujemy, tym bardziej wrażenie niepoczytalności elit się potęguje.

Parę dni temu mieliśmy okazję przeczytać na Salonie dwie kompletnie inne notki. @Kemira, wysoce krytyczną wobec rządzącej ekipy i @Jana Maka, będącą odpowiedzią na ten tekst. O ile notkę @Kemira przeczytało i skomentowało wielu, o tyle tekst Pana Profesora przemknął niezauważony, a szkoda, bo tworzył pole do dyskusji. Przede wszystkim o tym, czy dalej tkwimy w III RP, z której programową "niepoczytalnoscią" chcieliśmy się pożegnać ostatecznie w 2015r., czy też mamy już IV RP, ułomną i zmagającą się ze spadającymi z zewnątrz plagami, ale już "poczytalną" , "umiejącą", "dzielną".

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie i nie umiem też ukryć wielkiego rozczarowania, i zawiedzionych nadziei. Te zawsze wywołują gniew, prowokujący do zgłaszania pretensji wobec rządzących i marginalizowania czynników obiektywnych. Z jednej strony wiemy bowiem czym dla Polski była niepoczytalność i nieusuwalny niedorozwój elit III RP i jakim cieniem ich stan kładzie się na teraźniejszość. Z drugiej strony nie mogę też ukryć irytacji ciągłym powoływaniem się na "obiektywne trudności" i destrukcyjną działalność programowo antynarodowej opozycji. Polacy aktywni w czasach porozbiorowych działali w nieporównywalnie trudniejszych warunkach, a jednak swoją odwagą i niezłomnością osiągnęli sukces. 

I właśnie odwagi i dzielności najbardziej chyba brak obozowi Zjednoczonej Prawicy, zapominającemu , że przeciwnik to "dziecina, łacina i pierzyna", a na rzuceniu wyzwania antycywilizacyjnej głupocie można tylko zyskać. Trzeba umieć "czytać", trzeba wiedzieć z kim. I przede wszystkim się nie bać. Raz rząd pokazał bezwzględną stanowczość wobec agresji Łukaszenki, momentalnie wspartej przez niepoczytalne siły wewnętrzne - i bardzo wiele zyskał. Wygrał odwagą i nie wyciągnął z tego żadnych wniosków.

Jeśli chcemy być Polakami , a nie "Europejczykami polskiego pochodzenia", to się nie wstydźmy swojej polskości. Nigdy. Zakończyć wypada cytatem ze świetnego polskiego myśliciela Henryka Michała Kamieńskiego. To człowiek o niezwykłej biografii i genealogii. Syn generała Henryka Ignacego Kamieńskiego, poległego pod Ostrołęką w trakcie prowadzenia ostatniego polskiego kontrataku i Franciszki z Kochanowskich, pochodzącej w prostej linii od Jana Kochanowskiego. To człowiek wielkich talentów, który w 1857r., w Paryżu opublikował znakomitą analizę Rosji i stosunków europejskich zatytułowaną ROSSYA i EUROPA. POLSKA z podtytułem Wstęp do badań nad Rossyą i Moskalami. Znajdujemy w tym dziele taką oto myśl:

" Co do przymierza zachodniego, że jest pożądanem to pewna, ale z tego nie wynika by za nim gonić należało za pomocą środków zapewnić go niezdolnych. Celem wyjednania go sobie, Polska niepowinna żadnych poświęceń czynić bez rękojmi wzajemności ...", a w razie nieusuwalnej konieczności "Zawsze powinna być gotową do porwania się za broń, a lekkomyślnie tego środka się nie chwytać".

W jakim momencie jesteśmy? Trzeba umieć czytać.



Lubię to! Skomentuj216 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka