wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
137 obserwujących
248 notek
637k odsłon
  1300   9

O konstytucji i cenzurze, czyli bolesne skutki jedzenia karmelków

Wiedza o tym, że Królestwo Polskie w latach 1815 - 19 było jedynym w Europie państwem, w którym nie obowiązywała cenzura, nie jest dziś powszechna. Przeciwnie - fakt ten bezwzględnie wypieramy ze świadomości, nie zgadza się bowiem z wizją 123 lat niewoli. Splendor "kraju bez cenzury" przysługiwał nam krótko, ale jednak. Kres tej sytuacji nastąpił 22 lipca 1819r. , za przyczyną ciągu zdarzeń, który pozornie błahą sprawę rozwinął do fatalnego skutku. 

Czytelnicy moich notek wiedzą, że Królestwo Polskie utworzone w 1815r. , a u schyłku 1831r. zabite w swojej konstytucyjnej formie, uważam za czas w historii Polski szczególny, będący dla nas skarbnicą zasobów, doświadczeń, wiedzy jaką powinniśmy mieć o sobie i przesłanek pozwalających na właściwą ocenę racji stanu i trendów międzynarodowych. Nie korzystamy z tego skarbca w sposób wystarczający, a jeśli już to w sposób nie pozwalający na realną ocenę zjawisk i wyciągania z nich stosownych konsekwencji. W dużej mierze ten stan jest spowodowany czynnikami obiektywnymi, bo to moment newralgiczny w całej historii Europy,  i choć ten kawałek naszego kraju, stanowiący ok. 40% terytorium współczesnej Polski, był pierwszym w naszej historii nowoczesnym bytem państwowym - to jednak z ograniczoną suwerennością. A zatem zapieramy się go, zamiast być dumnymi z dokonań. Sytuacja psychologicznie zrozumiała, jednak w zakresie polityki historycznej - zupełnie nie. 

W krótkich dziejach Królestwa Polskiego, szczególną rolę pełnił teatr. W sensie dosłownym , ale również w tym oderwanym od sceny i widowni. Bo areną przedstawienia było całe państwo, aktorzy i widzowie przywdziewali liczne maski, aż do zatracenia prawdziwego oblicza, polityka była labiryntem złożonym z luster i ciemnych korytarzy, a uczestnicy zdarzeń zwykle nie byli tym za kogo się podawali, ani nie realizowali celów, wynikających z jawnych deklaracji. 

Korzystając z wolności prasy, niejaki Bruno Kiciński, ambicjoner o zapędach literackich, założył wspólnie z Teodorem Morawskim "Gazetę Codzienną Narodową i Obcą". Przedsięwzięcie było poważne, w szczytowym okresie osiągnęło zawrotny na owe czasy nakład 1600 egzemplarzy, a przy tym realizowało linię polityczną opartą na poglądach bardzo liberalnych, antyklerykalnych i zwalczających przejawy narodowych staroszlacheckich zabobonów. Nic dziwnego, że redaktorzy cieszyli się sympatią Stanisława Kostki Potockiego, ministra wyznań i oświecenia publicznego, autora "Podróży do Ciemnogrodu", a przy tym wysokiego szczebla wolnomularza. Masonem i to prominentnym był też Teodor Morawski, podpora "partii kaliskiej", człowiek oddany "ideom oświecenia".

Prenumeratorem i wytrwałym czytelnikiem "Gazety.... " był Wielki Książę Konstanty, żywo zainteresowany publikowanymi w wydawnictwie licznymi ogłoszeniami. Wbrew pozorom to świadectwo wielkiej przenikliwości, bo jak wspominał generał Kuruta, powiernik Księcia, studiowanie prasowych anonsów było najlepszą formą zdobywania informacji , o tym, co się dzieje wokół.

Periodyk Kicińskiego i Morawskiego prosperował bardzo przyzwoicie, walcząc z "klerykalizmem", uosabianym podówczas przez słynnego księdza Karola Surowieckiego i nie mniej aktywnego biskupa - literata Jana Pawła Woronicza.

Kryzys przyszedł nagle i rozwinął się do skali afery o opłakanych ogólnokrajowych skutkach. W 1819r. w Warszawie działały dwa teatry - Narodowy i francuski. Oba miały możnych protektorów, zorganizowanych w koterie. Teatr polski wspierały głównie osoby z kręgu ministra Tadeusza Mostowskiego i księdza Stanisława Staszica, znane w historii pod nazwą towarzystwa iksów, stronnictwo francuskie grupowało się wokół generałowej Zajączkowej. Te dwie frakcje pałały do siebie szczerą nienawiścią, zwalczając się bezwzględnie, choć z zachowaniem wyszukanych form grzecznościowych. Do czasu.

W maju 1819r., w trakcie przedstawienia w teatrze francuskim, jego gwiazda, niejaka Philis, wyszła na scenę z karmelkiem w ustach i gryząc go "niewyraźnie swoją rolę oddała" , za co publiczność ją wygwizdała. Oburzyło to protektorów teatru, w tym zwłaszcza żonę Namiestnika Zajączka, a ten , zapewne pod jej wpływem, wydał nazajutrz rozporządzenie policyjne, zakazujące gwizdania w teatrach, pod rygorem kary grzywny.

Wtedy do akcji przystąpiła "Gazeta...." w kolejnych numerach ( 183, 185, 187, 188 i 189r. ) bezwzględnie atakując rząd, w obronie zagrożonej wolności słowa, czyli w tym wypadku gwizdania. Zarządzeniu Namiestnika przypisano "łamanie konstytucji" i w mało oględnych słowach zażądano jego uchylenia.

Atak na rząd i to z tak błahej przyczyny zirytował Wielkiego Księcia Konstantego. Wezwał na rozmowę wydawców gazety - do Kicińskiego i Morawskiego dołączył jeszcze Franciszek Skomorowski - i według relacji samego Kicińskiego, przyjął ich bardzo uprzejmie , prosząc o zrezygnowanie z antyrządowej kampanii. Tu zacytujmy: " rozmawiał z nami spokojnie, przedstawiał, że nie dobrze żeśmy postąpili , pisząc tak ostro przeciw rządowi, wreszcie uściskał nas i prosił, abyśmy byli jego przyjaciółmi". Wizyta redaktorów u Wielkiego Księcia przyniosłaby może efekt, gdyby nie Namiestnik Zajączek, który nie tylko spornego zarządzenia wycofać nie zamierzał, ale zagroził wprowadzeniem cenzury , jeśli ataki nie ustaną. To tylko rozpaliło zaciekłość wydawców "Gazety...." nadal bezpardonowo nastających na Namiestnika. Ten zaś ostatecznie, 22 maja 1819r. wydał zarządzenie o cenzurze prewencyjnej pism periodycznych. Kontrasygnatę złożył Stanisław Kostka - Potocki.

Teodor Morawski, człowiek zupełnie nie oglądający się na realia, postanowił ograniczenia obejść , przekształcając "Gazetę..." z codziennej, na wydawaną nieregularnie. Rozwścieczony Zajączek w odwecie kazał zająć drukarnię, a 22 lipca 1819r. wydał nowe rozporządzenie, o wprowadzeniu cenzury prewencyjnej na wszystkie wydawnictwa na terenie Królestwa Polskiego. Pierwszym cenzorem został dawny "Jakobin" z czasów Kościuszki, też co ciekawe bardzo prominentny wolnomularz.

I tak oto karmelek w ustach aktorki Philis uruchomił lawinę, której już nie dało się zatrzymać. Nawet jeśli za realne sznurki w sprawie pociągali ludzie ukryci w cieniu, to nauka jest tu jasna. Znaj proporcje mocium panie! wiemy, że "partia kaliska" od samego początku dążyła do wywrócenia Królestwa Polskiego. Nie wiemy, czy z własnej popędliwości i nieumiejętności oceny rzeczywistości, czy w imieniu zewnętrznych mocodawców, z którymi czuła się związana innymi więziami niż narodowe.  Skutki znamy. Intensywna praca nad przygotowaniem "rewolucji" w końcu do niej doprowadziła i z kraju niesamodzielnego, ale pięknie się rozwijającego i mającego wszelkie warunki , aby cierpliwie czekać na swoją historyczną szansę - staliśmy się na długie lata "proszalnym dziadem" Europy. 

Uważajmy na tych, najgłośniej krzyczących "konstytucja! wolne media! ", pamiętając o karmelkach w ustach aktorek.

Lubię to! Skomentuj77 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale