wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
131 obserwujących
231 notek
598k odsłon
  2549   12

Kiedy Papkin był Papką. Czego pisać nie wolno

W 1853r. warszawski księgarz Samuel Orgelbrand wydał w pięciu tomach zbiorową edycję dzieł Aleksandra Fredry, w świecie bibliofilskim znaną jako "korsarska", bo zrealizowana bez zgody autora. Jak we wszystkich legalnych wydawnictwach z owej epoki, na odwrocie strony tytułowej widnieje adnotacja: "Wolno drukować z warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury po wydrukowaniu , prawem przepisanej liczby egzemplarzy". Jak nie trudno się domyślić pozwolenie "Starszego Cenzora P. Tripplina" dotyczyło wydrukowania określonego nakładu i mógł on trafić do sprzedaży dopiero po dokładnym przeliczeniu. Miało to dodatkowe znaczenie praktyczne, bo już gotowe książki można było jeszcze dodatkowo okaleczyć, zaciemniając niepożądane fragmenty  specjalną matrycą, stąd powiedzenie "tekst wart czarnej farby". Mam w prywatnych zbiorach tak pokiereszowany egzemplarz dzieł Tadeusza Czackiego.

Aleksander Fredo na ingerencje cenzorskie się nie zgodził, w przeciwnym wypadku jego genialną "Zemstę" znalibyśmy pod rozbudowanym , ale rozwiewającym wątpliwości tytułem  "Zemsta za mur graniczny" , a jeden z głównych bohaterów nie byłby Papkinem. Taka postać nie mogła nosić takiego nazwiska, a zatem w piątym tomie warszawskiej edycji dzieł zbiorowych Aleksandra Fredry, Papkin został przemianowany na Papkę. Poza tytułem i ową zamianą nie ma śladu ingerencji cenzorskiej w tekst, a jednak taki drobny element powoduje, że mamy nad czym się zastanowić. Cenzura. W tym wypadku nie dozwalająca aby śmieszność kojarzyła się z rosyjskim nazwiskiem. I słusznie, bo jakże to? Dziś postacią komediową może być Papkin, ale potem? Zalazło nam za skórę wielu różnych "inów", od Lenina, przez Stalina, do Putina. Z tym, że jedynym komicznym jest Dugin, a koniec dynastii, której wysługiwał się ów cenzor Tripplin , wiązał się z działalnością demonicznego Rasputina. W każdym razie Papka - to brzmiało zdecydowanie lepiej, a przecież  cenzura musiała bronić nie tylko przed niedozwoloną wiedzą. Także przed skojarzeniami.

Na przykład słynne wydawnictwo, nieco tylko wcześniejsze, zrealizowane przez Michała Balińskiego i Tymoteusza Lipińskiego, opisujące w czterech opasłych woluminach podzielonych na trzy tomy wszystkie województwa i powiaty przedrozbiorowej Rzeczpospolitej dostało tytuł "Starożytna Polska", choć jeszcze żyło sporo tych wiedzących , że to o całkiem niedawną Polskę chodzi. 

Zdaje się , że "epoka paskiewiczowska" to pierwszy w naszych dziejach moment, w którym piszący uczą się tej niezwykłej zwłaszcza w Polsce sztuki wypowiadania myśli, z obejściem ograniczeń. Genialnym przykładem jest tu jedno z najpiękniejszych polskich dzieł sztuki księgarskiej , czyli "Cmentarz Powązkowski pod Warszawą" wspaniała praca Kazimierza Władysława Wóycickiego, w trzech tomach pięknie i bogato ilustrowana. Autor, historyk, literat i zbieracz narodowych pamiątek z różnych dziedzin, aby ominąć ograniczenia cenzuralne, opisuje najnowsze dzieje kraju poprzez historię polskiego cmentarnictwa, warszawskie i okoliczne cmentarze, poświęcając notki biograficzne postaciom na nich pochowanym, takim jak choćby Cyprian Godebski. Życiorysów zmarłych w opisie cmentarzy ówcześni cenzorzy raczej nie tykali i dostajemy piękną narodową historię. Dzieło w komplecie prawie nie do zdobycia, a jeśli już to za duże pieniądze, ale są reprinty - zdecydowanie polecam.

Dziwnymi ścieżkami maszerowała jednak cenzura bo oto ledwie parę miesięcy po stłumieniu Powstania Listopadowego, dzięki hojnej dotacji z osobistej kasy Mikołaja I, doktor prawa i "professor w Alexandrowskim Uniwersytecie w Warszawie" Wacław Aleksander Maciejowski wydaje "Historię Prawodawstw Słowiańskich" . Wszystkie tomy tego dzieła w krótkim czasie trafiły na Indeks Ksiąg Zakazanych Kościoła Katolickiego ( prawdę powiedziawszy, nie mam pojęcia z jakiego powodu ).

Najdziwniejsza jednak historia ma związek z Henrykiem Rzewuskim. Ten wybitny pisarz, naraził się z kolei narodowej opinii publicznej, publikując "Mieszaniny obyczajowe przez Jarosza Bejłę", utwór wielce krytyczny wobec popowstaniowej rzeczywistości społecznej, prowokacyjny i w żaden sposób nie korespondujący z romantyczną wizją naszej przeszłości. Dzieło Rzewuskiego wywołało powszechne i szczere oburzenie, sam autor spotkał się z ostracyzmem, pogłębionym z powodu jego słowianofilskich poglądów i swoje arcydzieła jak "Pamiątki Soplicy" i "Listopad" musiał wydawać nawet nie tyle pod pseudonimem co pod jakąś firanką typu "Opowiadanie starca, przez Autora Listopada". Albo "Listopad" powieść Autora "Opowiadania starca".

Początki nowoczesnej cenzury w Polsce charakteryzują się jednym bardzo istotnym elementem. Cenzorzy byli ludźmi zazwyczaj świetnie wykształconymi - ba! Niejednokrotnie zawołanymi myślicielami, jak Józef Kalasanty Szaniawski, czy Franciszek Sobieszczański. Upadek kwalifikacji w tym fachu nastąpił za komuny, choć kończący oficjalne dzieje "kontroli prasy, publikacji i widowisk" osławieni urzędnicy z ulicy Mysiej też niejednokrotnie legitymowali się wysokimi kwalifikacjami intelektualnymi. I gdy wydawało się, że cenzura na zawsze odejdzie w niebyt, wraz z powstaniem "społeczeństwa obywatelskiego", to tak się nie stało. Owych kompetentnych panów z nożycami, albo czarną farbą, mających paradoksalnie wiele zasług dla jakości naszej kultury, zastąpił sojusz algorytmów i idiotów.

Lubię to! Skomentuj89 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura