kelkeszos kelkeszos
1007
BLOG

Dzień na wyścigach. O pasjach i aktywistach

kelkeszos kelkeszos Społeczeństwo Obserwuj notkę 53

Pierwszy całkowicie świadomy sezon na wyścigach rozpoczynałem jeszcze w stanie wojennym, w 1983r., a zatem wczorajsza inauguracja zapoczątkowała drugie moje czterdziestolecie w charakterze kibica i gracza. Nawiązując do słynnej piosenki z "Czterdziestolatka" jestem na nie przygotowany, nie wiem jak będzie z trzecim, bo przyszłość wyścigów konnych jest niejasna. W ubiegłym roku kilkanaście tysięcy widzów, przybyłych na Wielką Warszawską padło ofiarą "aktywistów", którzy zablokowali wyjazd z toru, protestując przeciwko "wykorzystywaniu koni" do niecnych rozrywek. Kto zna służewiecki obiekt, ten wie jak łatwo im przyszło uniemożliwienie jakiegokolwiek ruchu kilku tysięcy samochodów. Póki co działania tych ludzi , poza ograniczeniami w możliwości używania bata przez jeźdźców, nie przyniosły na szczęście żadnych skutków.

Zresztą ta ostatnia kwestia jest dość symptomatyczna, bo całkowity zakaz używania bata, ściąga na wszystkich uczestników gonitw ogromne niebezpieczeństwo, bo uniemożliwiłby jeźdźcom korygowanie toru jazdy,  zatem gwałtownie zwiększał ryzyko kolizji. I to jest bardzo charakterystyczne dla "aktywistów". Brak znajomości realiów sprawy , w której zabierają głos, zastąpiony wrzaskiem, histerią i poniżaniem oponentów.

Zdaje się przy tym, że walczący o "prawa podmiotowe zwierząt", przy wszystkich wstrząsających deficytach, są i tak o wiele bardziej rozgarnięci, niż biedactwa "klimatyczne", walczące o długie , śnieżne i mroźne zimy, w trakcie których ogrzewalibyśmy się prądem pochodzącym ze źródeł "odnawialnych", czyli głównie wiatru i słońca. Nie wiem jak owi bojownicy definiują swoje cele, ale to, że oczekują aby zima zaczynała się w listopadzie, kończyła w połowie kwietnia, przy dużych opadach śniegu i temperaturach nie zbliżających się "od dołu" do zera - jest chyba oczywiste. Trzeba przyznać, że historia im sprzyja, albowiem rzeczywiście - przed czasem wielkiego uprzemysłowienia, przez niemal cały wiek osiemnasty i w pierwszych latach dziewiętnastego, panowała w Europie "mała epoka lodowcowa" i choć takie zimy jak ta słynna z 1812r., gdy napoleońska armia została zniszczona przez wielki mróz, który się zaczął 26 października, nie były aż tak surowe w innych częściach kontynentu, to jednak klimat był znacznie mniej człowiekowi przychylny, także w krajach uchodzących za ciepłe. Rok 1816 w całej Europie uznano za "rok bez lata" i zdaje się - o to walczymy wraz z Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i żyjącymi z ciężko wywalczonych dotacji - aktywistami klimatycznymi.

W przypadku tych dwóch pierwszych instytucji, co do ich motywacji wątpliwości mieć nie możemy, a wszystkie zapewnienia o szlachetności ich intencji mają wartość używanego papieru toaletowego, natomiast co do owej niezrównoważonej młodzieży pozostaje pewien margines dla rozważenia - kretyni , czy cyniczni karierowicze, pasący swoją teraźniejszość i przyszłość, opartą jednak na nieróbstwie, na owych "grantach" wypłacanych przez różne "mroczne instytucje" jak to kiedyś celnie ujął Poeta. 

W każdym razie wczorajsze święto wyścigów konnych usiłowali zakłócić terroryści klimatyczni, wtargnąwszy na bieżnię przed pierwszą gonitwą. Na szczęście nie spowodowali żadnych szkód, poza moją osobistą, bo wywołane przez nich opóźnienie pierwszej gonitwy pozwoliło mi zdążyć zagrać, jak się okazało - niepotrzebnie. Publiczność, mimo naprawdę trudnych warunków - deszczu i zimnego wiatru, który na otwartej przestrzeni służewieckiego toru jest szczególnie dolegliwy - zjawiła się zaskakująco licznie i robiła dokładnie to, co dla owych wariatów spod różnych znaków jest nieznośne - to znaczy dobrze się bawiła. W tym wypadku dobra zabawa oznacza oczywiście oddawanie się umiarkowanemu hazardowi ( do kas trudno się było dopchać ), jedzeniu ogromnych ilości zwierząt, przerobionych na mięso spożywcze oraz wchłanianiu potężnych dawek piwa, co nieodmiennie jest wyzwaniem dla organizatorów, zwłaszcza w kontekście zjawiania licznej publiczności płci żeńskiej w takie dni. Panie , co stwierdzam z przerażeniem, piją nie mniej piwa niż panowie, a ponieważ przepustowość przeznaczonych dla nich toalet jest znacznie mniejsza niż męskich, powstaje zawsze wielki problem z ich dostępnością. Organizatorzy nie umieją sobie z tym poradzić, bo przerobienie toalet męskich na koedukacyjne, z różnych powodów nie okazało się być dobrym rozwiązaniem.

Z roku na rok ubywa starej wyścigowej gwardii, choć rytuał w postaci sprawdzania kto "przezimował", a kto nie, w takich masowych dniach na Służewcu jest utrudniony, bo znajome gęby giną w tłumie i trudno się spotkać, zwłaszcza jak leje deszcz i nie można wyjść na padok. Zresztą - publiczność zmienia się tak jak zmienia się Warszawa. W latach osiemdziesiątych było na wyścigach wielu ekscentrycznych bywalców, z których najlepiej pamiętam jegomościa zwanego "togą", bo rzeczywiście chodził w jakimś prześcieradle przypominającym rzymski strój i sandałach, a przy tym wygłaszał długie i płynne mowy na temat szans koni. Teraz moją uwagę mógł zwrócić co najwyżej młody człowiek w celowo podziurawionym kolorowym ubraniu, z ufarbowanymi na zielono włosami, tatuażami i kolczykiem w nosie, stawiający parę złotych "na dżokeja M. ". 

Nie wszystko się jednak zmienia, choć w tym wypadku nie użyję zwrotu "na szczęście". Tor Służewiecki , perła architektury i funkcjonalności, został oddany do użytku w 1939r. ( rozpoczętego wtedy sezonu z wiadomych względów nie dokończono ). Ma trzy trybuny. Tak zwaną "kamienną", zaplanowaną dla najniższych kategorii graczy, przy tym nigdy nie ukończoną i w związku z tym nieczynną, trybunę środkową, zwaną nie bez przyczyny "świniarnią" i trybunę główną, z częścią honorową, z założenia przeznaczoną dla arystokracji, właścicieli koni, notabli, oficjeli i celebrytów. Tu się nic nie zmieniło i w dni wielkiej fety, tych od piwa i kiełbasy trzyma się na "świniarni", choć już mocno ucywilizowanej od czasów, gdy mieszcząca się tam część z wyszynkiem zwana "ulem", mogła stanowić bez charakteryzacji tło do teledysku "Strzeż się tych miejsc". W każdym razie teraz ludzie są ładniej ubrani, ładniej pachną i ogólnie wszystko jest reprezentacyjne. Klną i piją tak samo, albo nawet gorzej, a pewnie powody mają podobne jak "za komuny" i bynajmniej nie należy do nich ocieplający się klimat, czego bojownicy o długie, mroźne i śnieżne zimy zdają się nie rozumieć.


kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo