Wysokie ceny paliw – to kryzys globalny
Ceny paliw w całej Unii Europejskiej są wysokie i każdy, kto regularnie tankuje, widzi to na własne oczy. Żyjemy w realiach potężnego kryzysu energetycznego, napędzanego zawirowaniami geopolitycznymi na świecie i nowym konfliktem na Bliskim Wschodzie. Prawo i Sprawiedliwość oraz urzędujący w Pałacu Prezydenckim Karol Nawrocki doskonale o tym wiedzą. Udają jednak, że globalne rynki nie istnieją, a koszty na stacjach benzynowych zależą wyłącznie od decyzji rządu w Warszawie. To cyniczna gra obliczona na wywołanie społecznej frustracji kosztem portfeli Polaków.
Opozycja gra portfelami Polaków.
Robią wszystko, by pogrążyć obecny rząd, i stało się to już stałą strategią od samego początku oddania władzy. Przypomnijmy jednak, jak wyglądały ich własne rządy – pod hasłami dbania o obywateli potrafili bogacić się na wszystkim, na czym tylko się dało, drenując państwowe spółki. Dziś prezydent Karol Nawrocki idzie dokładnie tą samą ścieżką. To nie pierwszy raz, kiedy głowa państwa, zamiast dbać o stabilność ojczyzny, woli urządzać spektakl i za wszelką cenę udowadniać rzekomą nieudolność rządu. Kosztem zwykłych ludzi.
Prezydenckie projekty to zwykły populizm.
Najlepszym dowodem na tę polityczną hucpę są rzucane naprędce, pisane na kolanie projekty alternatywne, takie jak prezydenckie „Paliwo Kosztuje Normalnie”. Zapowiedzi ustawowego zamrażania marż czy rzekomych prostych recept bez pokrycia budżetowego to populizm w najczystszej postaci. Tak nie może funkcjonować poważne państwo. W dobie głębokiego kryzysu potrzebne są realne mechanizmy, a nie populistyczne ulotki wyborcze, które mają ładnie wyglądać w mediach.
Nowy podatek uderza w zyski, a nie w kierowców.
Proponowany przez rząd podatek od zysków nadzwyczajnych firm paliwowych to rozwiązanie nie tylko sprawiedliwe, ale wręcz konieczne. Spójrzmy na fakty, których opozycja tak bardzo boi się głośno wymówić: koncerny naftowe na tym podatku nie stracą ani grosza ze swojej podstawowej działalności. Firmy te, na czele z Orlenem, wciąż zarabiają znacznie więcej niż przed wybuchem globalnych konfliktów. Ich zyski pękają w szwach. Sam Orlen w pierwszym półroczu wypracował gigantyczny zysk netto na poziomie aż 15,87 miliarda złotych. Fundamenty finansowe spółki są nienaruszone, a planowane inwestycje bezpieczne. Podatek ma objąć wyłącznie 60% tej kosmicznej, nieplanowanej nadwyżki, która powstała w wyniku wojennej drożyzny na świecie. Cała zdrowa baza zysku i bezpieczna marża operacyjna zostają w kieszeniach spółek.
Giełda nie panikuje, bo zna fakty.
Opowieści o rzekomej panice inwestorów giełdowych można włożyć między bajki, bo profesjonalni gracze na rynkach finansowych doskonale potrafią czytać sprawozdania. Wiedzą, że nikt nie zabiera firmom całej kasy, a jedynie sprawiedliwą część z wojennych nadwyżek. Tylko naiwni lub celowo karmieni propagandą mogą wierzyć w wizję bankructwa sektora naftowego. Co więcej, rynkowa konkurencja skutecznie powstrzyma stacje przed próbą bezkarnego podnoszenia cen dla klientów. Każdy koncern wie, że sztuczne zawyżenie stawek na tablicach cenowych natychmiast odepchnie kierowców do konkurencji, która zdecyduje się zarabiać na ilości sprzedanego paliwa, a nie na windowaniu marż.
Europa robi dokładnie to samo.
Prezydent Nawrocki zasłania się Konstytucją, twierdząc, że przepisy wprowadzane są wstecznie, co jest po prostu szczytem hipokryzji. Gdy PiS rządził i potrzebował łatać swoje dziury, konstytucyjny ład i niedziałanie prawa wstecz były ostatnimi rzeczami, o które się troszczono. Poza tym w sytuacjach nagłych, nadzwyczajnych kryzysów, podatki od zysków nadmiarowych wprowadzała cała Europa. Już podczas pierwszego kryzysu energetycznego wdrożyły je aż 24 z 27 państw członkowskich UE. Co więcej, pod koniec sierpnia ministrowie finansów Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Austrii, Portugalii oraz Polski wspólnie zażądali od Brukseli odgórnego, unijnego mechanizmu uderzającego w wojenne zyski koncernów. Zarówno PiS, jak i Pałac Prezydencki doskonale o tym wiedzą. To standardowe narzędzie ratunkowe państw dbających o swoich obywateli.
Budżet państwa musi zachować stabilność.
W obecnej sytuacji budżetowej nie ma innego wyjścia i nie możemy ot tak, bezkarnie obniżyć VAT-u czy zlikwidować akcyzy, bo wpływy do Skarbu Państwa muszą być stabilne. Państwo musi finansować obronność, szpitale i infrastrukturę. Zamiast tego rząd proponuje jasny układ: bierzemy nadwyżki od miliarderów paliwowych i te 4 miliardy złotych bezpośrednio pompujemy w program osłonowy CPN, by ulżyć kierowcom. Jeśli ktoś uważa, że budżet wytrzyma rozdawnictwo bez nowych źródeł finansowania, to po prostu nie ma podstawowej wiedzy ekonomicznej, którą w dzisiejszych czasach powinien posiadać każdy dorosły człowiek.
Ruszanie rezerw to sabotaż bezpieczeństwa.
Szczytem bezczelności prawicy w tej debacie jest jednak straszenie rzekomym brakiem paliw czy próby podszeptywania o uruchamianiu rezerw strategicznych w celu zbicia cen. Ruszanie zapasów strategicznych, gdy za płotem toczy się wojna, a zagrożenie ze strony Rosji jest realne, to czysty sabotaż i działanie na szkodę kraju. Rezerwa na wypadek wojny to absolutna podstawa bezpieczeństwa narodowego. Na szczęście obecne Ministerstwo Energii twardo stoi na stanowisku, że zapasy są nienaruszalne.
PiS bez wahania rozbijał zapasy paliwowe.
Ale skoro o rezerwach mowa, przypomnijmy, kto ma w tym temacie najbrudniejsze ręce, bo to przecież za rządów PiS przed wyborami zorganizowano słynny, sztuczny „cud paliwowy” po 5,99 zł. Jak wykazały audyty i zawiadomienia do ABW, ówczesne kierownictwo Orlenu zaryzykowało bezpieczeństwem całego państwa, masowo wypompowując strategiczne zapasy ropy z podziemnych magazynów Solino pod Inowrocławiem. Wszystko po to, by utrzymać wyborczą fikcję, podczas gdy paliwa brakowało na stacjach, a wojskowe cysterny łatały dziury ukrywane pod fałszywymi kartkami o „awarii dystrybutora”. Ci sami ludzie, którzy dla utrzymania władzy byli w stanie rozbroić energetyczną poduszkę bezpieczeństwa kraju, dziś śmią pouczać innych o odpowiedzialności!
Czas skończyć z tą pałacową propagandą.
Społeczeństwo nie może być żywą tarczą ani narzędziem do bezwzględnej walki o powrót do władzy, choć na polskiej prawicy stało się to nagminną praktyką. Blokowanie realnej, merytorycznie sfinansowanej pomocy dla kierowców tylko po to, by ugrać kilka punktów procentowych w sondażach, to uderzenie wprost w polskie rodziny. Czas skończyć z tą destrukcyjną propagandą z Pałacu Prezydenckiego i zacząć działać w oparciu o twarde realia ekonomiczne.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)