Oryginalny tytuł opowiadania brzmi „Nogi siostry Urszuli” - „The Legs of Sister Ursula”.
Kipling miał obawy, że tytuł może być zbyt „śmiały”, budzący niestosowne skojarzenia i utrudnić publikację, zwłaszcza w Ameryce.
I fear though that no one will take it with such a name—in America!” - pisał do swego agenta.
Jednakowoż opowiadanie mimo wszystko ukazało się (w The Idler Magazine) w 1893 r.
Akcja rozgrywa się w anonimowym mieście (prawdopodobnie w Nowym Yorku, (który Kipling odwiedził w 1889 i 1892) w wielopiętrowym budynku z czerwonej cegły. Mieszka w nim bogaty, samotny mężczyzna, który zgromadził wokół siebie wszelkie luksusy: cenne książki, rzeźby z kości słoniowej, dywany, miniatury pięknych kobiet, chińską porcelanę itp. Żyje w komforcie – wystarczy nacisnąć guzik, by pojawiła się obsługa, jedzenie czy powóz. Ma wielu znajomych i podobno kochało go więcej niż jedna kobieta.
Pewnego dnia zapada na ciężką, połączoną z gorączką chorobę. Znajomi szybko go opuszczają, ale lekarz zapewnia mu opiekę. Zamiast polegać wyłącznie na nauce, sprowadza siostrę Urszulę – młodą, dość ładną i niezwykle kompetentną zakonnicę z zakonu zajmującego się chorymi i ubogimi. Lekarz mówi: „Nauka jest dobra, ale do stałej, ciągłej opieki zamiast nauki lepsza jest Religia – a ja znam siostrę Urszulę”.
Chory początkowo jest nieprzytomny, majaczy. Gdy odzyskuje świadomość, widzi spokojną, cichą zakonnicę w czarnym habicie. Jej dotyk jest ciepły, obecność przypomina mu o istnieniu żywego świata kobiet poza jego luksusową samotnią. Siostra Urszula siedzi przy oknie, przesuwając paciorki różańca. Lekarz każe przesunąć łóżko do okna, by chory mógł patrzeć na aleję i ludzi na dole.
Jednakże zamiast poprawy następuje głęboka melancholia – widok zdrowych ludzi sto stóp niżej tylko pogłębia jego zniechęcenie do życia.
Pewnego niedzielnego popołudnia chory całkowicie traci wolę życia. Lekarz zauważa to i postanawia interweniować: wysyła chłopca z nową receptą na lekarstwo, które siostra Urszula ma podawać co 20 minut. Zaleca też, by z nim porozmawiała i go rozweseliła.
Siostra Urszula próbuje rozmawiać, ale między światowym, wyrafinowanym mężczyzną a zakonnicą jest mało punktów wspólnych. Chory zamyka oczy. Gdy chłopiec przynosi lekarstwo, siostra wychodzi na korytarz, by nie budzić pacjenta.
W tym momencie podmuch zjeżdżającej windy zatrzaskuje sprężynowy zamek drzwi do apartamentu. Drzwi są solidne (bogacz zabezpieczył się, a klucze zapasowe ma dozorca, który akurat wyszedł na miasto.
Czas nagli – lekarstwo musi być podane punktualnie. Siostra Urszula schodzi z butelką do sutereny, gdzie spotyka żonę dozorcy, Irlandkę-katoliczkę, która jest pełna szacunku dla zakonnicy. Okazuje się, że jej mąż zamknął klucze. Jedyną więc drogą jest zewnętrzna drabina przeciwpożarowa biegnąca po elewacji budynku.

Siostra Urszula modli się żarliwie, wkłada butelkę do kieszeni habitu i zaczyna wspinaczkę po pionowej, rdzawej drabinie na piąte piętro. Jest to scena pełna komizmu i napięcia.
Drabina jest stroma, buty siostry (bez obcasów, jeden naprawiany) ślizgają się, rdza brudzi jej ręce, habit i twarz, butelka obija się w kieszeni.
Pojawiają się dzieci, które podnoszą alarm: „Zakonnica na drabinie przeciwpożarowej!” – ściągają tłum gapiów, głowy w oknach, wozy, śmiechy.
Siostra przeżywa wewnętrzne katusze: rumieni się, złości na los, że właśnie ją spotyka takie upokorzenie, a nie inne, bardziej dumne siostry. Próbuje odpędzać grzeszne myśli.
Kiedy mija czwarte piętro, w oknie pojawia się elegancki pan w cylindrze, fraku – to bogaty kolekcjoner i skrzypek-amator z cennym Stradivariusem.
Widząc zakonnicę gestykulującą (wskazuje w górę, tłumacząc, że idzie do chorego), wpada w panikę, myśli, że to pożar. Chwyta skrzypce i smyczek, wybiega na drabinę i pędzi za nią w górę, wrzeszcząc.
Siostra Urszula skrajnie wyczerpana dociera do okna chorego (jest na szczęście uchylone), wdrapuje się do środka „w sposób, o który niech nikt nie pyta”, zamyka okno i podaje lekarstwo dokładnie na czas.

Chory, który widział całą scenę z okna, wybucha niepohamowanym śmiechem. Rozpoznaje sąsiada ze skrzypcami, rozumie komizm sytuacji. Siostra, zdyszana i zawstydzona, tłumaczy, co się stało.
Chory dowiaduje się o modlitwie w suterenie, dzieciach, rdzy, butelce i panice kolekcjonera, który uciekał na dach.
Wzruszony i rozbawiony odzyskuje wolę życia: „Bóg cię błogosław, siostro Urszulo, uratowałaś mi życie”. Odkłada rewolwer (którym wcześniej rozważał samobójstwo), mówiąc, że świat jest jednak cudowny i warto w nim żyć. Śmieje się do łez gdy siostra opowiada swą wędrówkę w górę.
W nocy śmieje się cicho przez sen, a siostra Urszula rumieni się pod światłem nocnej lampki.
Jest to humorystyczna, lekko ironiczna i pełna ciepła nowela, napisana w stylu charakterystycznym dla Kiplinga – z elementami groteski, obserwacji społecznej i subtelnej refleksji nad życiem. Kipling żartuje sobie z pruderyjności, plotek i ludzkiej wyobraźni, ale zawsze z sympatią traktuje siostrę Urszulę.
W Polsce opowiadanie jest zupełnie nieznane, stąd niniejsze streszczenie (w dużej części AI, ilustracje Jay Hambidge), by ukazać skalę genialnego talentu Kiplinga, a także odkłamać jego rzekomy mizoginizm.
Opowiadania dostępne jest w Sieci na Wikisource
Opracowanie K. Rafalski.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)