Główny bohater niniejszego opowiadania Rudyarda Kiplinga "My Son's Wife" (napisanego w 1913) to Frankwell Midmore – młody, zamożny mieszkaniec Londynu, który od młodości cierpi na „disease of the century” – chorobę wieku.
Razem z przyjaciółmi z kręgu „Immoderate Left” – Nieumiarkowanej Lewicy – 'przebudowuje niebo i ziemię' czyli społeczeństwo. Robi to poprzez niekończące się dyskusje, nieustanną ekspresję siebie, lekkie traktowanie tradycji i sporą dawkę samozadowolenia. Jego dni wypełniają taksówki, galerie, teatry, herbatki i romanse z kobietami, „których włosy pachniały dymem papierosowym”.
Aż pewnego dnia umiera odległa ciotka i zostawia mu w spadku dom na prowincji: stary, zawilgocony, stojący nad potokiem, który regularnie wylewa. Ziemia jest w rękach miejscowego dzierżawcy.
Frankwell jedzie na pogrzeb ciotki jak skazaniec. Chce oczywiście sprzedać wszystko jak najszybciej i wrócić do cywilizacji.
Ledwie jednak wraca do Londynu, dostaje długi list od Daphne. Kochanka znalazła „większe atrakcje w innej Duszy” i domaga się prawa do pełnego wyrażania siebie.
Bohater wraca więc na wieś, również po to, by domknąć formalności. Wpada do domu i omdlewa z wyczerpania. Opiekę nad nim przejmuje Rhoda – stara, praktyczna służąca, która pamięta go jeszcze z dzieciństwa.
Rhoda nie pozwala mu się rozgościć w bezradności. Prowadzi dom żelazną ręką. Dach przecieka, rury są do wymiany, a dzierżawca Sidney uparcie domaga się nowego chlewu dla świni. Frankwell zostaje dłużej – oficjalnie „dla kuracji”. Poznaje sąsiadów, kupuje konie, uczy się jazdy, a także radzenia sobie z uciążliwym dzierżawcą.
I wtedy zaczyna się właściwa historia. W iście kiplingowskim stylu magia przychodzi niepostrzeżenie. Wyjmowanie drutu z ogrodzeń, negocjacje z farmerem, rozmowy z sąsiadami z hrabstwa okazują się dawać więcej prawdziwej adrenaliny niż wszystkie salony londyńskiej intelektualnej lewicy. Chłopak odkrywa, że prowincja ma własną logikę, humor i siłę. Londyńscy przyjaciele zaczynają mu się wydawać coraz bardziej sztuczni i papierowi.
I wtedy przychodzi powódź. Woda zalewa dolinę, Frankwell ratuje ludzi. Ta noc staje się momentem próby – i ostatecznym pożegnaniem ze starym życiem. Przy okazji odkrywa, że zielonooka, mało mówiąca córka jego adwokata, Connie (ta, która wcześniej nuciła za oknem chorego), jest dokładnie tym, czego mu brakowało. Twarda, ziemska, bez londyńskich pretensji. Prawdziwa.
Stopniowo zrywa kontakty z Hampstead (modnej wówczas dzielnicy jego towarzystwa) Kłamie, że jest na długotrwałej kuracji. Nie wraca tam już nigdy. Zostaje na wsi, poluje, zarządza majątkiem i – jak łatwo się domyślić – wiąże się z Connie.
Kipling napisał to z ogromną satysfakcją. To klasyczna historia o tym, jak miasto robi z człowieka miękkiego, gadającego idealistę, a wieś zamienia go w faceta, który wie, co robić, gdy woda się podnosi i czuje odpowiedzialność za ziemię i ludzi.
Został „wyleczony” z choroby wieku przez wieś, pracę, konie, powódź i prawdziwą kobietę.
PS.
Tytuł noweli [link] zaczerpnął Kipling ze starego wiersza poetki Jean Ingelow (1571), z wersów:
"And sweeter woman ne’er drew breath
Than my sonne’s wife Elizabeth"
"I słodszej kobiety nie było
Niż żona mego syna, Elizabeth”
(Wiersz opowiada o wielkiej powodzi, która zrywa wały i topi ukochaną synową).
W opowiadaniu Kiplinga wersy te wracają jak motyw przewodni – Connie, jak wspomniałem, nuci je pod jego oknem, a Frankwell potem je cytuje. Tytuł łączy więc kluczowy motyw powodzi z tematem trwałej, zakorzenionej miłości i prawdziwego życia na ziemi.
Opracował K. Rafalski
Niektóre fragmenty pochodzą ze streszczenia AI (nie mamy polskiego tłumaczenia)



Komentarze
Pokaż komentarze (4)