Robin Goodfellow Robin Goodfellow
72
BLOG

Dlaczego śnieg pada w Vernet

Robin Goodfellow Robin Goodfellow Rozmaitości Obserwuj notkę 1
Akcja dzieje się krótko po pierwszej krucjacie (1096-1099). Do Vernet przybywają dwaj zmęczeni wojną angielscy rycerze, Sir Brian cierpiący na rwę kulszową oraz Sir Gilbert mający problemy z plecami. Obaj szukają świętego spokoju, uprawiają winorośle i próbują leczyć swoje starcze dolegliwości, szukając ulgi w tutejszych gorących źródłach.

Rudyard Kipling jest dziś prawie wyłącznie kojarzony z Indiami i epoką wiktoriańskiego imperializmu, Jednakowoż jego wyobraźnia historyczna była ogromna. Poruszał się po różnych epokach z niesamowitą swobodą, a historia dawnej Anglii i Europy była jedną z jego pasji. Przykład tej swobody można znaleźć choćby w opowiadaniu Oko Proroka (wiek XIII) czy "Kościół w Antiochii" (czasy św. Pawła)

Ale wspomnieć tu należy przede wszystkim dwa genialne zbiory opowiadań: „Puk z Pukowej Górki” (mamy dwa przekłady na jęz. polski)  oraz „Nagrody i wróżki” (tylko pojedyncze wiersze z tego zbioru przełożone). Czasy rzymskie, podbój normański, epoka Tudorów w tym Elżbiety I, czasy rewolucji francuskiej tudzież jej echo w Ameryce. Całe spektrum epok.

Jest też (wspólnie z C.R.L. Fletcherem) współautorem  „Historii Anglii”, 1911, którą wzbogacił o kilkanaście swoich wierszy.

Książka jest dostępna w domenie publicznej [link]

Kipling nie traktował Historii w sposób podręcznikowy, sztywny. Dla niego przeszłość była żywa, pełna ludzkich, często humorystycznych dramatów, co świetnie widać w niniejszej legendzie o Vernet, której streszczenie zamieszczam, jako że nowelka jest u nas zupełnie nieznana.

Akcja dzieje się krótko po pierwszej krucjacie (1096-1099) Do Vernet  przybywają dwaj zmęczeni wojną angielscy rycerze, Sir Brian (niski i krępy, cierpiący na rwę kulszową) oraz Sir Gilbert (wysoki i chudy, mający problemy z plecami)  Obaj szukają świętego spokoju, uprawiają winorośle i próbują leczyć swoje starcze dolegliwości, szukają ulgi w tutejszych gorących źródłach.

Rycerze żyją w głębokim milczeniu, a ich jedyną rozmową jest cotygodniowy "rytuał". Spotykają się tylko w niedziele pod wielką skałą i wymieniają dokładnie siedem słów – po jednym na każdy dzień tygodnia:

Sir Brian pyta: „Ha! Jak plecy?”

Sir Gilbert odpowiada: „Lepiej, dzięki; a noga?”

Byli tak punktualni, że rdzenni mieszkańcy Vernet, którzy dotąd nie przejmowali się upływem czasu, regulowali zegar kościelny dokładnie w momencie wypowiedzenia siódmego słowa.

W dolinie żyje postać zwana Saturninem (późniejszy święty patron miasteczka), który jest doskonałym kucharzem i słuchaczem. Rycerze odwiedzają go w różne dni tygodnia, każdy z osobna, by cieszyć się jego potrawami i mile spędzać czas przy winie.

Święty Saturnin podejrzewa rycerzy o wzajemną wrogość z kilku powodów, które dla niego – mieszkańca Południa – były jednoznaczne. Fakt, że dwaj mężczyźni przebywają na tym samym terenie, znają się i zamieniają ze sobą zaledwie kilka suchych, zdawkowych słów raz w tygodniu, był absolutnie nienaturalny.

W kulturze romańskiej takie ostentacyjne milczenie oznacza tylko jedno: głęboki konflikt, urazę lub wręcz śmiertelną wrogość.

Pewnego dnia Saturnin pyta więc Sir Briana, potem Sir Gilberta czy nienawidzą się jako sąsiedzi, bo te niedziele wyglądają mu na wyzwania na pojedynek.

Ci – zamiast rozmawiać o teologii czy wojnie – zaczynają z pasją opisywać angielską pogodę. Opowiadają o deszczach, mgłach, pluchach i urokach brytyjskiego maja. Saturnin słucha ich z rosnącym zachwytem, zafascynowany tym, jak barwnie można opisywać coś tak prozaicznego. Co więcej, dowiaduje się też, iż Sir Brian uratował życie Sir Gilbertowi podczas oblężenia Antiochii.

Święty nie miał pojęcia o istnieniu słynnego brytyjskiego stiff upper lip (chłodnej powściągliwości). Nie rozumiał, że dla angielskich rycerzy poszanowanie prywatności, brak narzucania się i wymruczenie zaledwie kilku uwag o rwaniu w plecach czy pogodzie to wcale nie nienawiść, ale oznaka... pełnego komfortu, wzajemnego szacunku i całkiem udanej, dżentelmeńskiej znajomości. Dla niego jako reprezentanta Południa, w ogóle kultury śródziemnomorskiej relacje międzyludzkie opierają się na wylewności, głośnych rozmowach, gościnności, żywej gestykulacji i otwartym wyrażaniu emocji.

Saturnin modli się o coś, co poprawi humor jego gościom.

Następnego ranka mieszkańcy Vernet budzą się w przerażeniu, widząc dolinę pokrytą białym puchem. Myślą, że to koniec świata lub straszliwy znak.

Reakcja angielskich rycerzy jest zupełnie inna.

Wychodzą na zewnątrz, uderzają laskami w śnieg i z wyraźnym ożywieniem zaczynają o nim dyskutować.

Zamiast siedmiu słów tygodniowo, nagle wymieniają ich tysiące, kłócąc się o to, czy to prawdziwy śnieg, czy tylko mróz, i porównując go do zasp w Shropshire czy Durham.

Ich twarze promienieją, a zdrowie się poprawia, bo wreszcie mają warunki pogodowe, które rozpoznają i na które mogą z pasją utyskiwać.image


To opowiadanie jest w rzeczywistości żartem z rodaków autora i ich obsesji na punkcie aury, napisanym po tym, jak w marcu 1911 roku w Vernet niespodziewanie spadł śnieg, psując renomę kurortu jako „raju bez zimy”.

Rodzina Kiplingów wielokrotnie od 1910 r. spędzała część miesięcy zimowych w Vernet-les-Bains we francuskich Pirenejach, ciesząc się jedzeniem, krajobrazem i miejscowymi kąpielami siarkowymi, które przynosiły ulgę w reumatyzmie Carrie Kipling i rwie kulszowej Rudyarda.

Kipling kończy opowiadanie puentą, że choć współcześni meteorolodzy próbują tłumaczyć opady śniegu w Vernet prawami fizyki, to on woli wierzyć miejscowej legendzie: śnieg pada tam do dziś dzięki dobroci serca świętego Saturnina, który sprowadza go co jakiś czas, aby angielscy turyści w Vernet poczuli się jak w domu i mieli o czym rozmawiać.

Kipling wykorzystał kostium średniowieczny, by stworzyć archetyp... współczesnego brytyjskiego turysty i emeryta. Pokazał, że nieważne, czy mówimy o XI wieku, czy o roku 1911 – pewne cechy narodowe, jak zamiłowanie do narzekania na pogodę czy szukanie ciepłego klimatu na starość pozostają niezmienne.

Od tamtej pory (z poprawką kalendarza) w Vernet co roku pada śnieg na dzień-dwa między 11 a 22 marca – ku radości przyjezdnych Anglików i jako dowód uprzejmości św. Saturnina, który w końcu zrozumiał pierwszych angielskich gości.

Opowiadanie [link] jest krótkie, pełne uroku i autoironii – typowy kiplingowski żart. 

Wersja dwujęzyczna [link] PDF


Opracował K. Rafalski (fragmenty streszczenia AI)

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Chodzi własnymi ścieżkami (w ogrodzie Pana Kiplinga)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości