Niegdyś, cyrulicy i medycy, leczący upuszczeniem krwi i świńską żółcią, bardziej do grobu wpędzający niż przywracający zdrowie, o których powieściowy Zagłoba mówił: Medyk, medyk... Zaźby Szlachecka córka, z zacnej krwi, miała pójść za człowieka tak podłej kondycji?... Raz ci już mówiłem, nie może to być! , nagle, awansują, podobnie jak pogardzani dawniej kauzyperdzi czyli adwokaci, na ludzi niemalże nietykalnych, pozwalających sobie na rzeczy, na które nie mógłby pozwolić sobie żaden zwyczajny obywatel.
Media donoszą o masowych oszustwach, wyłudzeniach, fałszerstwach tej grupy zawodowej, wcześniej zaś słyszeliśmy o niesamowitej skali łapówkarstwa i wymuszeń pomimo tego, że system pozwalał im kraść w majestacie prawa. Doktor Kasprzyk stał się twarzą owego systemu zezwalającego na oszustwa i wyłudzenia, pompując zarobki lekarzy do niebotycznych poziomów. Profesor Grodzki, którego o branie łapówek oskarżają dziesiątki ludzi to rewers tego systemu. Obaj zaś są jak Scylla i Harybda, rozsiadłe po obu stronach owej "zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi".
Aż mną trzęsie, kiedy słyszę, także od prawicowych komentatorów, że generalnie lekarze to dobrzy ludzie i jedynie pewna zdegenerowana narośl na zdrowej tkance kasty medyków, odpowiada za błędy i wypaczenia. To totalna bzdura! Całe to środowisko jest od dziesięcioleci zdegenerowane! Może są i pozytywne wyjątki, ale całość działa tak jak adwokaci, jak sekta, kasta, a przynajmniej bezduszna korporacja. Podobne poglądy, podobne zasady, podobna pogarda dla pacjenta traktowanego jak naiwna babcia z wypchanym stuzłotówkami z odszkodowania po zmarłym mężu, pularesem. A do tego owa mentalność "Towarzysza szmaciaka" wyrażająca się mniej więcej w słowach: "aby do państwowych rurek, swój prywatny wkręcić kurek". I tak się działo i dzieje.
Prywatne wizyty, a leczenie na państwowym sprzęcie, nie obowiązkowe ale wskazane (konieczne) wpłaty na różne medyczne fundacje, gdzie z pieniędzmi diabli wiedzą, co się dzieje. Wreszcie mulitiplikowanie etatów, kontraktów, fałszowanie zabiegów na te bardziej płatne, wzięta z czapy sprawozdawczość do NFZ i nadal obowiązujące łapówki, łapówki... A do tego ten bezczelny sznyt pana i władcy mającego w rękach los pacjenta, kropelkowe wydzielanie, albo nie przekazywanie w ogóle, informacji o zdrowiu leczonej osoby i plwanie na jej prawa. Istna diabelska korporacyjność a'la Weyland Yutani, to jest właśnie obraz medycznego środowiska, które nie tylko żyje w rozpasanym konsumpcjonizmie własnego szalbierstwa, ale doi państwo, wyjąc co chwilę, że im mało, gotowe przepalić na swój nowotworowy, hedonistyczny byt, każdą sumę jaką się w nie wpompuje.
Żaden rząd nie potrafił zrobić z nimi porządku. Bezmyślnie i bezrefleksyjnie wpompowywano w owych bezdusznych drani kolejne miliardy, widząc reformę owego chorego systemu jedynie w odrzucaniu pieniędzy, Inteligent z Żoliborza uważał całe to towarzystwo za pokrewnych mu inteligentów, leczących jego schorowane stawy, a kierownik, miał o nich zdanie bardziej pragmatyczne i używał do leczenie kaców i przedawkowań w vipowskich salonikach, wietrząc w nich jednocześnie lojalnych wyborców. Ktoś, kiedyś, nazwał lekarzy, nie bez racji, wilczymi stadami i nie ma w tym koszty przesady. Oni, tak samo jak prawnicy, gotowi są przeżreć Polskę, przepalić ją na swoje Xanadu, jak bezmyślne wirusy uśmiercające żywiciela. Tylko, kiedy padnie Polska kogo obgryzać będą owe wilcze stada i do kogo wyć o kasę?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)