Adam Poniński (1732 - 1798), to jeden z najgorszych, zaprzedany duszą i ciałem Rosji, zdrajca, złodziej i bandyta I Rzeczypospolitej. Przy nim, Rzewuski, Branicki i Potocki to harcerzyki z porządnie zawiązanymi pod brodą chustami. Jedynie, Hieronim Radziejowski, który w imię prywaty, sprowadził do Rzeczpospolitej Szwedów, może iść z nim w konkury. Jednym z ulubionych zajęć Ponińskiego było fingowanie nieuczciwych procesów sądowych w wyniku których czerpał krociowe zyski. Do tego rosyjski jurgieltnik, współpracownik ambasadora rosyjskiego Kaspra von Salderna w niszczeniu Rzeczpospolitej. Totumfacki takich moskali jak ambasadorowie Nikołaj Repnina czy Otto Magnus von Stackelberg (zauważyliście Państwo ilu rosyjskich bandytów ma niemieckie nazwiska? Kochają się te dwa narody!). Jednym słowem, jakby Powiedział Jan Onufry Zagłoba: zdrajca, zdrajca, po trzykroć zdrajca! A ja dodam: arcy pies i bandyta!
Dzisiejsze czasy, jak nic przypominają, tamte, rozbiorowe. Znowu nasza niepodległość wisi na włosku, a decydenci sączą truciznę, że lepiej nam będzie pod unijnymi zaborami. Znowu decydują o nas Rzewuscy, Braniccy i Potoccy, którzy przez lata wisieli u klamki najpierw carycy Merkel, a potem carycy von der Leyen. Rzeczpospolita znowu stoi łajdackimi, sądowymi procesami, niszczącymi ludzi i wprowadzającymi terror. Mamy także swojego współczesnego Ponińskiego, dla którego polskość to nienormalność, a kłamstwo - mowa człowieka nowoczesnego. Świadome prowadzenie państwa do upadku stała się dla niego opus vitae, a cel uświęca środki jak parszywej by one nie były. Tu już nie można mówić o niczym innym jak o zadaniowaniu, o świadomym działaniu na rzecz sił zewnętrznych, które za zdradziecki trud i znój gotowe są obdarzyć swojego agenta worekiem złota i brukselską wierzą z kości słoniowej, z której nie widać czerni.
I tak jak w czasach rozbiorowych naród nic nie zrobił aby restaurować państwo, chyba tak jak dzisiaj, po prostu mu to wisiało. I my dzisiaj, mamy gdzieś to, co rozgrywa się nad naszymi głowami, myśląc jedynie o grillu, piwsku i wychędożeniu koleżanki (kolegi) z pracy kiedy mąż (żona) nie patrzą. Takie są właśnie nasze priorytety. Chcemy żreć, chlać i dupcyć póki światło nie zgaśnie, a nawet wtedy, po omacku postaramy się jak najdłużej zachować nasze wredne nawyki. Jedyną nadzieją jest sytuacja gospodarcza. Za czasów rozbiorów gospodarka kwitła i znieczulało to ówczesnych Polaków na to, że za chwilę, ich państwo przestanie istnieć. Nowokaina w postaci względnego dobrobytu otumaniałą. Dzisiaj jest inaczej. Za chwilę, gospodarka i finanse zwalą nam się na łeb, a Polak odczuje jak kończą się rządy współczesnego Ponińskiego. To jedyna nadzieja, bo inaczej, ów człowiek spowoduje, że będziemy jak ryby wyrzucone na piach. Bez tlenu, bez wolności, bez własnego państwa!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)