129 obserwujących
3994 notki
1806k odsłon
  461   0

Unia – Rosja: co dalej? Krajobraz po klęsce Borella w Moskwie

Ostatnia wizyta w Moskwie szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella była powszechnie krytykowana i odbierana jako kontrowersyjna, ale paradoksalnie przyniosła efekt zapewne niezamierzony przez tego hiszpańskiego polityka, a mianowicie skierowała uwagę na obecne relacje Unia-Rosja . Przy tej okazji przypominano wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z października 2017 roku, wskazujący na liczne nieprawidłowości rosyjskiego „wymiaru sprawiedliwości”. Wizyta HR czyli High Representative – Wysokiego Przedstawiciela Unii Europejskiej do spraw Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa w stolicy Federacji Rosyjskiej odbywała się bowiem tuż po wyroku sądu skazującego Aleksieja Nawalnego na 2 lata i 7 miesięcy kolonii karnej. Wyroku, który zresztą był zwieńczeniem szeregu naruszeń procedur sądowych. Towarzysz Borrell (towarzysz – bo przecież jest socjalistą) przez swoje rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Rosji – Siergiejem Ławrowem i przez wspólną konferencję prasową, nie tylko ani o jeden dzień nie skrócił tego wyroku czy nie doprowadził do zawieszenia jego wykonania, ale wręcz uwiarygodnił Rosję na arenie międzynarodowej.

Kilkudziesięciu europosłów z różnych krajów i różnych grup politycznych podpisało list domagający się dymisji Borrella. Zapewne ona nie nastąpi, ale Komisja Europejska otrzymuje w ten sposób jednoznaczny sygnał, że nie warto być nadmiernie spolegliwym wobec Kremla.

Borrell nie rozumie Wschodu i nie „czuje” Rosji

Z całą pewnością na najbliższym posiedzeniu unijnej Rady do Spraw Zagranicznych, która odbędzie się 22 lutego szefowie resortów spraw zagranicznych państw stanowiących UE-27 będą dyskutować o relacjach Unia-Rosja i ich przyszłości. Czy t nie jest to (kolejny) paradoks, że UE tak bardzo wrażliwa na prawa człowieka utrzymuje relacje z państwem, które nie tyle incydentalnie, ale systemowo łamie podstawowe prawa człowieka? Unia Europejska wreszcie zaczęła pracę nad uruchomieniem specjalnych sankcji za łamanie praw człowieka przez naszych partnerów spoza UE. To spóźniona, ale wciąż potrzebna reakcja na działania władz FR – nie tylko przecież względem Aleksieja Nawalnego.

Podnoszenie przez Polskę czy inne kraje członkowskie UE czy przez samą Unię sprawy Aleksieja Nawalnego oraz rekordowych co do skali aresztowań związanych z wielotysięcznymi demonstracjami w jego obronie były traktowane przez Kreml jako „niedopuszczalna ingerencja” w wewnętrzne sprawy Rosji. Tymczasem Federacja Rosyjska dobrowolnie wzięła na siebie międzynarodowe zobowiązania, które wykluczają działania, jakie podjęto wobec tego nieformalnego lidera rosyjskiej opozycji.

Trzydniowa wizyta w Moskwie szefa EEAS (European External Action Service czyli Unijna Służba Działań Zewnętrznych) nie była, jak sądzę, dobrze przygotowana. Być może brak jej pozytywnych efektów wynika nie tylko z fatalnego „timingu”: czasu, w jakim została złożona – tuż po wyroku na Nawalnego (wychodzi na to, że w praktyce UE pogodziła się z jego skazaniem), ale też może i z tego, że Josep Borrell nie rozumie Wschodu, w tym Rosji, nie czuje go i specjalnie się nim nie zajmuje. To naturalne, że Hiszpanie czują się jak ryba w wodzie, gdy przychodzi do omawiania na forum Brukseli spraw Ameryki Łacińskiej, Kuby czy Ameryki Środkowej, ale od „unijnego ministra spraw zagranicznych” – jak niektórzy chcieliby go nazywać, choć nie ma to żadnego umocowania w Traktatach Europejskich – należałoby wymagać podstawowej wiedzy na temat historii Rosji, jej dyplomacji oraz znajomości może nie tyle „rosyjskiej duszy”, ale metod stosowanych przez Federację Rosyjską.

„Selektywne zaangażowanie” czyli unijne wsparcie dla Moskwy

W tym kontekście należy zadać pytanie o profesjonalizm kadr przygotowujących tę wizytę po stronie Unii Europejskiej. W swoim czasie argumentem za odrzuceniem świetnego polskiego kandydata na wiceambasadora UE w Moskwie, mimo doskonałego zaprezentowania się w konkursie na to stanowisko, był fakt, że jest Polakiem, a więc może mieć „uprzedzenia” czy „fobie” wobec państwa, w którym miałby pełnić misję. Nie przeszkadza to jakoś Unii obsadzać dyplomatów hiszpańskich jako ambasadorów UE w Ameryce Łacińskiej, która niemal w całości była kiedyś częścią hiszpańskiego „Imperium, nad którym nie zachodziło słonce”. I w tym samym czasie Portugalczykom pełnić podobnych stanowisk w unijnej dyplomacji (EEAS) w dawnych, licznych koloniach portugalskich. Co wolno ludziom z Madrytu i Lizbony, nie wolno Polakom. Tyle, że przekłada się to później na brak przygotowania merytorycznego i politycznego do takich wizyt, jak ta ostatnia Borrella Fontellesa. Widocznie współpracownikom Borrella zabrakło kompetencji, a jemu samemu – instynktu politycznego.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka