137 obserwujących
4710 notek
1935k odsłon
  78   0

LGBT – „mięso armatnie” opozycji w walce z władzami RP.

Moja ojczyzna jest krajem tolerancyjnym. Mam wrażenie, że często aż nazbyt tolerancyjnym dla takich czy innych łobuzów, którzy podnoszą na nią rękę. Chodzi o chuliganów zewnętrznych, jak i tych wewnętrznych. Polska tolerancja była wręcz symbolem w Europie wieków XV-XVIII. Podkreślam to jako historyk. Gdzie indziej płonęły stosy. U nas godzono się z tym, że sąsiad wierzy w innego czy trochę innego Boga, przyjmując to jako fakt oczywisty. To do Polski uciekali ludzie prześladowani religijnie na Zachodzie czy prześladowani ze względów politycznych na Wschodzie (Rosja). W Europie Zachodniej obowiązywała zasada: „Cuius regio eius religio” („Czyj rząd, tego religia”).  Polski król, zresztą ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August prawił: „nie będę panem Waszych sumień”. Piękne słowa. Pokazujące, że immanentną cechą polskości jest wolność.
To obrzydliwe, gdy dziś atakują nas z powodu rzekomego braku tolerancji przedstawiciele krajów, które przez wieki całe praktykowali nietolerancję. Ba, wiele z nich dalej w praktyce jest nietolerancyjnych . Weźmy choćby przykład, który często używają zarówno politycy izraelscy, jak i liderzy społeczności żydowskich w Europie Zachodniej. Tam Żydzi boją się wyjść na ulice w jarmułce na głowie – w Polsce  o takim lęku w ogóle nie ma mowy. Skądinąd pamiętam spotkanie delegacji europarlamentarzystów z premierem Benjaminem Netanjahu, zresztą w gmachu Knesetu, który na pytanie jednego z holenderskich europosłów o antysemityzm w Europie Środkowo-Wschodniej, odpowiedział, że owszem, Żydzi są atakowani, ale… w Europie Zachodniej.
Czemu piszę o tolerancji w kontekście  LGBT? Ponieważ mamy ofiarę  braku tolerancji – tyle, że był to człowiek pobity przez aktywistę LGBT, który za to miedzy innymi ostatecznie trafił do aresztu. To jego samochód uszkodzono. Okazuje się, że często nietolerancyjni są ci, którzy o tolerancji najwięcej mówią, którzy się jej domagają.
W Polsce o tajemnicach alkowy, owszem, plotkowano, ale nie było nigdy urzędowej „policji obyczajowej”. Nie było wojen religijnych, jak u naszych bliższych i dalszych zachodnich sąsiadów. Tolerancja? Tak. Ale też swoisty pragmatyzm, bo o cóż to się wadzić?   I czy warto? Krasiński zauważył zgryźliwie, że w Polsce nie było właśnie owych wojen religijnych, bo się Polakom… nie chciało. Prawdę mówiąc to mniej ważne czy ich nie było z powodu tolerancji, wyższych racji , szacunku wobec ludzi inaczej wierzących czy z pragmatycznych pobudek niepoświęcania ładu społecznego oraz wolności swojej i cudzej na ołtarzu nieatrakcyjnych, jak wydawało się naszym przodkom, sporów. Czyż nie odnosi się to dzisiaj do ludzi tworzących mniejszości seksualne? Wiele osób podkreśla, że nie obchodzi ich, co ci panowie czy te panie robią w zaciszu swoich domów. Rzecz w tym, że oni nie tylko powinni mówić o tolerancji, ale ją praktykować! A więc nie narzucać swojego „widzimisię” nam, ludziom „milczącej większości”.
Czy oczekiwania, bo przecież nawet nie żądania owej „milczącej większości”  są rzeczywiście takie wygórowane? Czy nie są oczywiste? Domagając się tolerancji wobec większości(sic!)  pamiętajmy, że w różnych krajach i w różnym czasie dobrze zorganizowane mniejszości potrafiły zaszantażować większość i przeprowadzić „swoje”.       
To, co mi się bardzo nie podoba, to próby „umiędzynaradawiania” naszych wewnętrznych dyskusji i debat przez przedstawicieli środowisk LGBT lub ich obrońców. Mam też wrażenie, że pomijając nawet agresywne wypowiedzi tego środowiska w debacie w kraju , właśnie  „eksportowanie” tych tematów przez „obrońców” LGBT prowadzi do skrajnie zafałszowanego obrazu Polski  jako kraju rzekomo homofobicznego. To haniebna gra. Przy czym jej autorom często tak naprawdę nie chodzi o środowiska LGBT, ale o pokazanie światu jaka ta władza w Polsce jest opresyjna, homofobiczna i zasługująca na najwyższe potępienie.
I tak środowiska LGBT może nawet nie spostrzegły, że stały się „mięsem armatnim” dla opozycji na wojnie z polskim rządem. Ci, którzy instrumentalnie traktują wymiar sprawiedliwości czy  standardy ekologiczne, tak samo bez mrugnięcia powieki poświecą środowiska LGBT na ołtarzu „wojny totalnej” z rządem Rzeczypospolitej. Czy środowiska te nie czują się traktowane przedmiotowo przez opozycję?
*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (wrzesień 2020)

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo