138 obserwujących
5133 notki
1980k odsłon
  36   0

Sztokholm i Rzym - prawica na szczycie...

Dla europejskiej lewicy i liberałów ostatnie tygodnie lata i pierwsze dni jesieni były „czarnym wrześniem”. Porażki wyborcze w dwóch bardzo istotnych krajach członkowskich Unii Europejskiej, tak jak kilka miesięcy wcześniej porażki obozu „demoliberalnego” na Węgrzech, a wcześniej w Czechach pokazały, że Europa skręca w prawo. Wyjątkiem od reguły – raczej ja potwierdzającą - była przegrana prawicowego, choć formalnie związanego z Europejską Partią Ludową premiera Janeza Jansy i jego partii - Słoweńskiej Partii Demokratycznej.

Meloni i Mitterrand – błędy młodości i podwójna miara

Szwecja  – z czego wielu nie zdaje sobie sprawy –to drugie pod względem wielkości terytorium państwo Unii Europejskiej i jeden z najbogatszych krajów UE. Z kolei Włochy to obok Niemiec i Francji  jeden z trzech największych pod względem liczby ludności państw członkowskich Unii. W okresie od II wojny światowej w Królestwie Szwecji z reguły rządzili socjaliści i było jedynie kilka centroprawicowych wyjątków od tej reguły. W Italii dwa ostatnie rządy to dziwna mieszanka lewicowo-prawicowa plus technokraci, jednak to lewica nadawała ton, dzięki przewadze w Camera dei Deputati, czyli izbie niższej włoskiego parlamentu. Lewicę tę tworzyli zarówno euroentuzjaści z Partii Demokratycznej Enrico Letty, jak i niegdyś eurosceptyczny (chciał wyjścia Włoch ze strefy euro), a teraz eurorealistyczny Ruch Pięciu Gwiazd byłego premiera – technokraty Giuseppe Conte.

Choć sondaże przewidywały możliwość wygranej prawicy w Skandynawii i na Półwyspie Apenińskim, to gdy ogłoszono wyniki w Sztokholmie i Rzymie eurolewica, a także euroliberałowie byli w szoku. Stąd wypowiedzi z trybuny Parlamentu Europejskiego szwedzkiej lewicowej europosłanki wzywającej Unię do interwencji: z jej słów wynikało, że wybory w jej kraju nie były demokratyczne, bo wygrała prawica... Trzy dni po wygranej w Italii koalicji prawicowej tworzonej przez partie znajdujące się, co bardzo ciekawe, w trzech różnych grupach politycznych w Parlamencie Europejskim przedstawiciel niemieckich Zielonych (zresztą o słowiańskim nazwisku: Łagodinsky) na „Public Hearing” poświęconym zresztą… Rosji (!) nazwał Giorgię Meloni, lidera Fratelli d’Italia (Bracia Włosi), która to formacja uzyskała najlepszy wynik wyborczy (ponad 25%) i przesądziła o wygranej obozu, który w Italii nazywany jest „destra” (prawica) – „faszystką”. To wyraz bezsilności i frustracji. Oczywiście było to nawiązanie do słów, jakie wypowiedziała... 18-letnia Giorgia, niedługo przed tym, gdy wybrano ją na najmłodszą radną Rzymu. Określiła ona wówczas Benito Mussoliniego – „Duce” jako „dobrego człowieka”. Ten sam szeroko rozumiany obóz lewicowy (socjaliści, postkomuniści, liberałowie, Zieloni) tworzący razem z Europejską Partią Ludową unijny „mainstream”, który ochoczo wypomina przyszłej premier Włoch jej jedna jedyną wypowiedź na temat lidera faszystów i to z  czasów, gdy ledwo co osiągnęła pełnoletność, głośno milczy, że jeden z najwybitniejszych polityków lewicy europejskiej w drugiej połowie XX wieku, dwukrotny prezydent Francji w latach 1981-1995 (wtedy jeszcze kadencja prezydenta Republiki wynosiła siedem lat, a nie pięć lat jak teraz), a wcześniej 11-krotny minister w rządach francuskich Francois Mitterrand był członkiem młodzieżówki nacjonalistycznego ugrupowania Croix – de - Feu („Ognisty Krzyż”). Ba, w czasie II wojny światowej pracował w strukturach związanej z Niemcami Hitlera Francji Vichy, a nawet przyjął wysokie odznaczenie ówczesnego reżimu kolaborującego z Niemcami. Skądinąd jako prezydent Francji składał kwiaty na grobie marszałka Philippe’a Petaina – faktycznego lidera tej części Francji, która poszła na współprace z III Rzeszą.

Wygrane przyjaciół PiS w trzech krajach

Sytuacja ze „świętym” Mitterrandem i „okropną” Meloni pokazuje „double standards” – „podwójne standardy” europejskiej lewicy i liberałów. Jednak nie tylko socjaliści i liberałowie różnej maści mają problem z wynikiem wrześniowych wyborów na dwóch krańcach Starego Kontynentu. Europejska Partia Ludowa (tam, gdzie jest PO i PSL) z jednej strony, potępia jak wszyscy, a z drugiej… siedzi cicho. Z naciskiem raczej na milczenie. I trudno jej się dziwić, skoro w jej szeregach są dwie partie, które osiągnęły drugi wynik w ramach koalicji centroprawicowej w Szwecji i prawicowej we Włoszech. To „Moderata” i „Forza Italia”. Oznacza to, że obie partie będą miały kluczową rolę w nowych rządach Italii (ten powstanie dopiero w listopadzie) i Królestwie Szwecji. Co więcej, w innym kraju - Hiszpanii należąca do EPL „Partido Popular” czyli Partia Ludowa już współtworzy rządy z prawicowym, konserwatywnym „VOX” w regionie Andaluzja, choć unijny „mainstream” z antyemigracyjnej i zdecydowanie antyaborcyjnej  hiszpańskiej prawicy uczynił tarczę strzelniczą.

Nie podkreśla się tego oczywiście w polskich mediach, ale szwedzko-włoskie wybory są wielkim sukcesem PiS, ponieważ już w trzech krajach UE w ostatnim czasie wygrały partie, które są z formacją Jarosława Kaczyńskiego w jednej grupie politycznej w PE –  Europejskich Konserwatystach i Reformatorach. PiS od lat współpracuje z partią Szwedzcy Demokraci współzałożoną przez kierowcę ciężarówki, obecnie europosła Petera Lundgrena (w przeciwieństwie do Frasyniuka, też kierowcy ciężarówki, Szwed pozostał wierny środowisku, z którego się wywodzi i „zwykłym” obywatelom Szwecji). Jest ona „czerwoną płachtą” dla „mainstreamu” UE do tego stopnia, że przed czteroma laty wymuszono na partiach szwedzkiego centrum, aby stworzyć „cordon sanittaire”, czyli kordon sanitarny, który zablokował ich wejście do rządu! I to mimo, że w rezultacie władzę objęła socjaldemokracja. Jednak taka izolacja polityczna partii, która w tych wyborach osiągnęła ponad 20% głosów (!) i uzyskała pierwszy wynik, nie mogła trwać wiecznie. Przykład Sverigedemokraterna - SD to świetna egzemplifikacja, jak można systematycznie, stopniowo, z wyborów na wybory, budować partię określana przez media jako „narodowo -konserwatywną, nacjonalistyczną i populistyczną”. Oto w 2010 po raz pierwszy weszła ona do Riksdagu-parlamentu w Sztokholmie zdobywając 5,7% i 20 mandatów. W 2014 mieli już przeszło dwa razy więcej głosów, bo 12,9% i stali się „języczkiem u wagi" w parlamencie. W wyborach w 2018 roku uzyskali już 17,5% i mieli 62 posłów oraz przejęli współrządzenie w czterech gminach - aby ostatecznie wygrać wybory cztery lata później.

Rzym będzie pragmatyczny...

Skądinąd podobnej izolacji, co Szwedzcy Demokraci, tyle że znacznie krótszej, podlegała w swoim czasie Forza Italia Silvio Berlusconiego, która przez lata nie była przyjmowana w szeregi Europejskiej Partii Ludowej (pretekstem był sprzeciw innej włoskiej partii należącej do EPL Democrazia Christiana – DC). Zresztą Italia stanowi przypadek szczególny. Rząd utworzyć mają trzy ugrupowania znajdujące się w trzech różnych frakcjach w europarlamencie. Wiodącym ugrupowaniem są wspominani już „Bracia Włosi” -będący w EKR. Lega, dawna Lega Nord, czyli Liga ekswicepremiera Matteo Salviniego jest w eurosceptycznej frakcji „Niepodległość i Demokracja", a FI Silvio Berlusconiego -w EPL.
Włoska polityka jest, owszem, emocjonalna ,ale w kampanii wyborczej. Po wyborach jest bardzo pragmatyczna. Stąd też jestem pewien, że teraz Giorgia Meloni będzie- wraz z koalicjantami, a szczególnie Forza Italia, należącym do prawego skrzydła unijnego „maistreamu” - próbować ocieplić relacje z Brukselą. Wykonawca tego scenariusza może stać się nr 2 partii Berlusconiego Antonio Tajani, były szef europarlamentu i włoski komisarz z KE. Najbliższe tygodnie pokażą, czy miałem rację.


*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (03.10.2022)

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka