164 obserwujących
1857 notek
4464k odsłony
2188 odsłon

Osobliwe poczucie estetyki do bólu szczerego vice-prezesa Lipińskiego

Wykop Skomentuj94

Niniejsza notka to między innymi moje "usprawiedliwienie" przed człowiekiem, którego darzę najwyższym szacunkiem, panem profesorem Wydziału Historycznego UJ Andrzejem Nowakiem, - wyjaśniające, z jakich przyczyn nie jestem w stanie aprobować dla mnie anty-estetycznej polityki Prawa i Sprawiedliwości

Portal internetowywPolityce – vide: https://wpolityce.pl/polityka/475319-kto-zawiodl-ws-banasia-wiceprezes-pis-wskazuje-na-sluzby opublikował wywiad z wice-prezesem PiS Adamem Lipińskim, którego fragment teraz zacytuję:

W rozmowie pojawił się również wątek kandydatury Stanisława Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego. Lipiński, jak to Lipiński, szczerze odpowiedział na pytanie o to, po co prezesowi PiS Stanisław Piotrowicz w Trybunale Konstytucyjnym. My mamy taką zasadę, że nie zostawiamy ludzi samych. Jak Piotrowicz sam się nie dostał do Sejmu, to coś musieliśmy mu zaproponować. Znaczy chcieliśmy mu zaproponować. O! To jest bardziej właściwie… - przyznał. Z powodów estetycznych nie podoba mi się to oczywiście, ale jestem osobą, która solidaryzuje się z Prawem i Sprawiedliwością. W sprawach najbardziej istotnych będę głosował tak, jak decyduje kierownictwo czy większość mojej partii - dodał Lipiński…

Musicie Państwo przyznać, że szczery facet, co bardzo trafnie i dowcipnie skomentował na FB profesor Antoni Dudek, cytuję za panem profesorem:

Cóż do tego dodać. Może jedno: obywatele sami są sobie winni. Mogli w końcu wybrać pana Piotrowicza na posła i wtedy nie byłoby problemu. Z tego punktu widzenia wypada się tylko cieszyć, że mandat zdobyli Antoni Macierewicz, czy Ryszard Terlecki, bo mam podejrzenia, że pracownicy pewnych istotnych instytucji mieliby teraz za swoje, gdyby i tym jakże zasłużonym politykom PiS trzeba było "coś zaproponować". I oczywiście najważniejsze: ciekawe co zaproponowano prezesowi Banasiowi jeśli do poniedziałku grzecznie odda NIK, który dostał mu się we władanie wskutek, hmmm, powiedzmy niefortunnego przeoczenia?...

A teraz coś Państwu jeszcze opowiem.

W marcu 2011 znalazłem w skrzynce list z logo PiS. Po otwarciu koperty z ogromnym zdumieniem zoczyłem, że jest to list pismo urzędowe od Jarosława Kaczyńskiego, w którym pan Prezes zaproponował mi wystartowanie w zbliżających się sierpniowych wyborach parlamentarnych z listy Prawa i Sprawiedliwości – vide: https://m.salon24.pl/kaczynski-magia-2-jpg-58a71dac27,750,0,0,0.jpg . Nie ukrywam, że mocno zabiło mi serce, gdyż po raz pierwszy w życiu dostałem taką ofertę. Ale jak ochłonąłem z wrażenia i na spokojnie przemyślałem sprawę doszedłem do wniosku, że ja na polityka się nie nadaję, gdyż jestem zbyt prawdomówny i otwarty, trochę za stary, a do tego mam pewne problemy kardiologiczne, - o czym szczerze napisałem panu Prezesowi w liście zwrotnym. I wtedy dostałem od pana Prezesa drugi list, a dokładnie mówiąc „propozycję nie do odrzucenia” w sprawie mojego kandydowania do Sejmu z lisy PiS-u jako znanego blogera Salonu24, gdyż pan Prezes pisał, że nie przyjmuje do wiadomości moich argumentów – vide:   https://m.salon24.pl/f753a3139ed6fd29c7577cd9e3d9f1e2,860,0,0,0.jpg .

Odpowiedziałem tedy panu Prezesowi, że chciałbym bodaj przez kwadrans z nim porozmawiać, gdyż mam mu kilka bardzo istotnych spraw do powiedzenia. Niestety pan Prezes nie mógł się ze mną zobaczyć, gdyż był już w trakcie terenowych spotkań z wyborcami, - i scedował mnie na rozmowę ze swoim zastępcą Adamem Lipińskim, która miała się odbyć na przełomie maja i czerwca 2011 w siedzibie PiS przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Gdy naszedł dzień spotkania z Adamem Lipińskim, mimo niemiłosiernego upału wbiłem się w garnitur i pod krawatem pojechałem ekspresem do Warszawy, a że z Dworca Centralnego na Nowogrodzką nie jest daleko, postanowiłem przejść się piechotą. Jednakże upał się wzmagał i dotarłem na Nowogrodzką od stóp do głów zlany potem. Gdy wszedłem do holu kwatery głównej Jarosława Kaczyńskiego uderzył mnie widok jak żywcem wyjęty z PRL-u. Wszystko było jakieś takie odstręczająco anty-estetyczne i byle, jakie. Podszedłem tedy do starego portiera i spytałem, gdzie jest gabinet prezesa Lipińskiego, z którym jestem umówiony na 13-tą, na co ów cerber nawet na mnie nie spojrzał i warknął: „trzecie piętro!”. Już wtedy poczułem, że lekko nie będzie, ale posłusznie udałem się na górę, gdzie się okazało, że to nie tam i muszę się wrócić, wejść do oficyny i poszukać gabinetu pana Lipińskiego. Jak mi się w końcu udało dotrzeć we właściwe miejsce, zobaczyłem poczekalnię pana wice-prezesa PiS, która wypisz wymaluj wyglądała jak poczekalnia przychodni lekarskiej z czasów szczytowania komuny, czyli jakieś przepierzenia z płyt wiórowych i trzy odrapane krzesła. „Czego pan szuka? – zapytała mnie młoda sekretarka, a jak wyjaśniłem, w jakiej sprawie przychodzę mruknęła pod nosem: „ktoś tam jest, więc musi pan czekać”. W końcu ten ktoś wyszedł, a sekretarka znów mruknęła: „może pan wchodzić!”.

Wykop Skomentuj94
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka