164 obserwujących
1920 notek
4656k odsłon
3136 odsłon

Buńczuczny Giertych i niepokorny „dysydent”. Tragikomiczna opowieść z morałem

Jedno z siedemdziesięciu sześciu wezwań do Kolegium ds. Wykroczeń
Jedno z siedemdziesięciu sześciu wezwań do Kolegium ds. Wykroczeń
Wykop Skomentuj154

UWAGA! Trudny przekaz, tylko dla kumatych

Motto: Jako były wykładowca uczelniany z blisko czterdziestoletnim stażem pragnę podzielić się z Państwem autopsją, iż te wszystkie lata pracy dydaktycznej nauczyły mnie, że mniej kumatym studentom trzeba było po kilka razy powtarzać, zanim cokolwiek zajarzyli, - a w niektórych przypadkach i to nie pomagało. Zaś niniejsze motto dedykuję pisowskim oszołomom, którzy w komentarzach do tej notki mi wytkną, że zbyt często swoje teksty powtarzam (Krzysztof Pasierbiewicz, Echo24)

Portal internetowy TVN24 - https://tvn24.pl/polska/roman-giertych-ukarany-grzywna-przez-izbe-dyscyplinarna-sn-deklaruje-ze-nie-zaplaci-bo-nie-jest-to-sad-3953037 informuje:

Giertych ukarany grzywną przez Izbę Dyscyplinarną. "Ponieważ nie jest to sąd, nie zapłacę". Nieuznawana przez Sąd Najwyższy Izba Dyscyplinarna ukarała we wtorek Romana Giertycha grzywną. Mecenas stwierdził, że izba ta nie jest sądem i w związku z tym nie zapłaci kary. "Zgodnie z przepisami nieopłacona grzywna zamienia się na areszt do siedmiu dni. Będzie to bezprawne pozbawienie wolności" - napisał…

Mój komentarz:

Najpierw coś Państwu opowiem. Jak nam bezpieka wykończyła Ojca, Mama chcąc wychować dwóch dorastających synów sprzedawała kolejno biżuterię, srebrne zastawy, obrazy, dywany… a gdy i to się skończyło, nie była w stanie utrzymać naszego wielkiego mieszkania pod Wawelem i dała ogłoszenie do gazety o zamianę na mniejsze. Na nowym mieszkaniu okazało się, że za ścianą mieszka ubek. Na domiar złego, ten ponury człowiek miał na parterze kolesia, a jakże by inaczej również pracownika Urzędu Bezpieczeństwa. Dopóki mama żyła dawali mi spokój, ale jak zmarła, z początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku ów ubecki duet zaczął się domagać bym się wyprowadził, bo, cytuję: „Oni w swoim bloku inteligenta nie potrzebują”. Na pomoc reszty sąsiadów nie miałem co liczyć, gdyż byli tak zastraszeni, że się przemykali jak duchy po klatce schodowej, a większość mi doradzała, żebym z ubecją nie walczył, gdyż z nimi nie wygram. Rad tych wszakże nie posłuchałem, bo by się w grobie przewrócił mój kochany Tata, zasłużony Akowiec i odważny człowiek.

Chcąc mnie wykurzyć z mieszkania, ubecy zawarli przymierze z niejaką panią Genowefą, mieszkającą pode mną kompletnie nawiedzoną dewotką. Wybrali znaną w tamtych czasach ubecką metodę robienia z ludzi nauki chuliganów. A jak? Przy pomocy kolegium orzekającego. Ich plan był prosty. Zawsze, gdy miałem gości, po dwudziestej drugiej ubek zza ściany dzwonił po milicję, a przybyły patrol spisywał obecnych w moim  mieszkaniu i nie stwierdziwszy niczego zdrożnego jechał dalej. Jednak po dwóch tygodniach dostawałem wezwanie na rozprawę w Kolegium ds. Spraw Wykroczeń, w oparciu o treść załganej notatki służbowej tychże milicjantów, którzy u mnie byli dwa tygodnie wcześniej.

Kolegium składało się zwykle z trojga aktywistów, najczęściej ormowców. Wszyscy w przedziale wiekowym typu leśny dziadek. Świadków obrony w ogóle nie przesłuchiwano i po krótkiej naradzie składu orzekającego, dostawałem czapę, czyli karę zasadniczą w najwyższym wymiarze. Była to grzywna pieniężna trzech tysięcy złotych, co przy mojej pensji asystenta Akademii Górniczo – Hutniczej sięgającej w porywach do dziewięciu stówek, stanowiło sumę nie do przeskoczenia. Zasądzanych mi grzywien, zatem nie płaciłem domagając się by mi te grzywny zamieniono na areszt, czego nie uczyniono, lecz nękano mnie coraz to nowymi sprawami przed Kolegium Orzekającym. I choć Wam pewnie będzie trudno w to uwierzyć, po kilku latach nalotów na moje mieszkanie, wydano takich wyroków siedemdziesiąt sześć, co jak niektórzy twierdzą daje wynik lepszy od Jacka Kuronia. Do dzisiaj mam w domu pożółkłą książeczkę zrobioną z oprawionych wezwań na kolegium – vide zdjęcie tytułowe.

W miarę upływu czasu moje sprawy w kolegium, zyskiwały sobie coraz większy rozgłos, zmieniając się zwolna w rodzaj odcinkowego serialu z „niepokornym dysydentem” w roli głównej, który konkurował z ówczesną superprodukcją sensacyjnych przygód kapitana Klossa. Przebieg rozprawy był zawsze mniej więcej podobny. Najpierw zeznawali ubecy, potem milicjanci, którzy w pozycji na baczność z paskami pod brodą łgali w żywe oczy, jak to w dniu zajścia stwierdzili na miejscu libację obywateli, w większości niepracujących. Co było nawet w pewnym sensie prawdą, albowiem część moich przyjaciół jeszcze studiowała nie mając w dowodach stosownej pieczątki. Następnie, wkraczała do akcji wspomniana pani Genowefa. Była to kobieta nad wyraz puszysta, leciwa acz w pretensjach, która w trakcie zeznań, co chwilę mdlała, a milicjanci wachlowali ją czapkami. Po spektakularnym cuceniu, niedoszła denatka czerwieniała jak indor i z wyreżyserowanym wytrzeszczem oczu zanosiła się szlochem i rwąc włosy z głowy łgała jak najęta, co też ten inteligent wyprawia po nocach. A kolegium bez zastanawiania dawało mi czapę. Te odlotowe spektakle ściągały do kolegium gromady znajomych, głównie naukowców, artystów i ludzi palestry, którzy przychodzili, żeby się zabawić, a również, dlatego, by mieć, co opowiadać w krakowskich kawiarniach. Z czasem relacje z tych rozpraw zaczęły docierać do Warszawy.

Wykop Skomentuj154
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka