170 obserwujących
2199 notek
5156k odsłon
742 odsłony

Pan Zbigniew i Pan Jarosław. Krótka psychoanaliza z morałem

Wykop Skomentuj27

UWAGA! Jak widać , niniejsza notka okazała się zbyt niepoprawną politycznie dla Administratorów Salonu24, którzy, mimo tego, że przelewając krew w stanie wojennym wywalczyliśmy sobie demokrację i wolność słowa, - na wszelki wypadek ją zamietli pod dywan.

A teraz do rzeczy.

Pan Zbigniew po raz kolejny pokazuje, że na własną rękę rozpoczął inną  politykę niż pan Jarosław, więc należy rozważyć opcję, czy aby przypadkiem nie wyrasta nam nowy naczelnik, bądź pretendujący do tego posłannictwa aspirant.

Znajomość pana Jarosława z panem Zbigniewem zaczęła się w czasie, kiedy w sensie politycznym pan Zbigniew był jeszcze nieopierzony.

Ale w ostatnich latach pan Jarosław zaczął wspierać pana Zbigniewa, zaś pan Zbigniew, ewentualnie, wspierać się pozwalał, acz bez odwzajemnienia, - przyzwalając łaskawie, by pan Jarosław go politycznie rozbudowywał i zasilał.

A, że obydwaj się potrzebowali, więc stwarzali pozory, że obydwaj grają w jednej drużynie. I choć natura pana Jarosława nie pozwalała mu podejść do pana Zbigniewa inaczej, jak z nieufnością, to po powstaniu Zjednoczonej Prawicy pan Jarosław musiał ten stosunek zrewidować, przynajmniej na pokaz, bo się zorientował, że w międzyczasie pan Zbigniew stał się twarzą pisowskiej reformy sądowniczej.

Więc ich wzajemny stosunek stał się poprawny, acz niezbyt gorący w myśl zasady, że polityk w żadnym razie nie powinien być funkcją czyjejś emocjonalnej temperatury.  

Na moje oko, choć ich gatunki są spokrewnione swego rodzaju eskapizmem i zamiłowaniem do gry w ciuciubabkę to jednak nie ma między nimi chemii i telepatycznego połączenia. I wiem, co mówię, bo mam swoje lata i widzę, jak patrzą na siebie.

Według mnie, pan Zbigniew to ktoś znający siebie i wiedzący, czego chce jegomość charakteryzujący się bez-obciachowym parciem do politycznej kariery, znamiennym dla charakterów nieokiełznanych. Wszystko tedy wskazuje na to, że dla osiągnięcia wyznaczonego celu, stworzony do panowania pan Zbigniew chce choćby zagłady.

Pan Jarosław urodził się na odludka, a jego oddalenie od wszelkich skupisk czyni go oderwanym od postrzegania rzeczywistej rzeczywistości, szczególnie, że pewien zwalisty zmurszałek Sejmu tak do niego przykleił, iż pan Jarosław już mało co widzi. Natomiast pan Zbigniew to ktoś urodzony na bezwzględnego egzekutora, kto kiedyś zażąda, by władza była dla niego - a nie on dla władzy.

Pan Jarosław to lisek chytrusek, który woli rządzić z tylnego siedzenia. Zaś pan Zbigniew chce być ponad i powyżej, za wszelką cenę. I wygląda na to, że pan Zbigniew właśnie uznał, że nadszedł moment, kiedy może tego dokonać, a jego ostatnie poczynania wskazują, że właśnie rozpoczyna swój autogenny bieg ku władzy.

Moja ocena bohaterów notki:

Panowie Zbigniew i Jarosław są w każdym calu siebie warci, bo liczy się dla nich tylko i wyłącznie władza, a po nich choćby potop, zaś przyszłe losy Polski obchodzą ich tyle, co niegdysiejsze śniegi.

A ponieważ jeden i drugi mają na siebie taką samą ilość haków, koalicja rządowa najprawdopodobniej przetrwa, gdyż jak napisała na TT posłanka Beata Mazurek: "pisowska drużyna to jedna rodzina, która winna grać zespołowo".

Sęk wszakże w tym, że Ziobro i Kaczyński, to nie Ronaldo i Messi, lecz zawodnicy europejskiej ligi okręgowej. Powiem więcej. Mateusz Morawiecki to nie Kazimierz Górski.

I to jest nasz problem na dzisiaj.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego Państwa)

Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale