169 obserwujących
2188 notek
5142k odsłony
1311 odsłon

Czy Joe Biden rzeczywiście obraził Polaków?

Wykop Skomentuj74

Motto: Mama mi często powtarzała, iż nie ma nic gorszego niż cieć, który zarobił parę groszy

Portal internetowy wPolityce – vide: https://wpolityce.pl/swiat/522081-skandaliczne-slowa-bidena-o-polakach-kandydat-krytykowany z niewymownym oburzeniem informuje:

„Think tank Intellectual Takeout skrytykował fragment wypowiedzi demokratycznego kandydata na prezydenta Joe Bidena w wywiadzie dla „New York Timesa”. Mówił on, że przestał chodzić do polsko-amerykańskiego klubu, sugerując, że obecnie kontaktuje się już z „mądrymi ludźmi”.
Wypowiedź Bidena oburzyła autora tekstu w Intellectual Takeout. „Dwa wnioski wydają się nieuniknione: Pierwszy - Biden uważa, że Partia Demokratyczna odeszła od Polaków i drugi, że Biden nie zalicza polskich Amerykanów do naprawdę inteligentnych ludzi…”

Mój komentarz:

Zacznę od tego, że w USA są dwie Polonie, czyli zdecydowanie liczniejsza Polonia uformowana z ciężko pracujących fizycznie ludzi prostych, których idolem jest Jarosław Kaczyński oraz Polonia grupująca ludzi wykształconych i znających język angielski, którzy powoli wchodzą do kręgu amerykańskich elit, których idolem nadal jest były ambasador Ryszard Schnepf. 

Różnice w poziomie kulturowo intelektualnym tych dwu Polonii są ogromne, o czym przekonałem się osobiście w czasie mojej podróży do Chicago jeszcze w roku 1967. A jak wielkie są te różnice pomoże Państwu zrozumieć lektura zacytowanego niżej fragmentu z mojej opublikowanej na Salonie24 powieści wspomnieniowej pt. „Magia namiętności” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/653924,magia-namietnosci-odcinek-2,4, cytuję:

„Polski transatlantyk MS BATORY dobił do portu w Montrealu. Gdy zszedł na nabrzeże, jego uwagę przykuła szokująca scena. Kanadyjscy celnicy odbierali siłą schodzącym ze statku Polakom przedmioty niespełniające lokalnych wymogów higieny. Gdy się przyjrzał bliżej, zdumiał się, z kim podróżował na kultowym statku. Byli to bowiem podróżujący na najniższym pokładzie ziomkowie jadący do Ameryki na stałe. Słowem – emigranci, a dokładniej rozwrzeszczane hordy rodaków z Podhala i tak zwanej Ściany Wschodniej.

Jezu! A cóż to za buractwo! Nie miałem pojęcia, że takie okazy mieszkają w moim kraju – pomyślał ze wstydem, gdyż o czymś podobnym czytał w „Ptaku Malowanym”, którego niedawno przeczytał w jakimś broszurowym wydaniu z drugiego obiegu. Czytając był przekonany, że to literacka fikcja. Niestety to, co zobaczył zdawało się przemawiać za racją autora. Z niedowierzaniem patrzył, jak prostacki ludek walczy z celnikami o swoje. Nasi emigranci wieźli ze sobą za wodę pożółkłe pierzyny, dziurawe poduszki, szafliki, miednice, żeliwne nocniki, sznury suszonych grzybów i opasłe pęta zzieleniałej kiełbasy domowej roboty. Urosła tego całkiem spora sterta, a Krzysztof po raz pierwszy na amerykańskiej ziemi zawstydził się, że pochodzi znad Wisły.

Bezradna gawiedź, nieznająca żadnego obcego języka biegała bez ładu i składu z zawieszonymi na szyi na konopnym sznurku tekturkami z nazwiskiem i celem podróży. No, no, nieźle się zaczyna, pomyślał.

Szczęśliwie wkrótce podstawiono autokary, które miały to bractwo przewieźć na dworzec kolejowy, skąd się mieli rozjechać, do różnych miast Kanady i Stanów Zjednoczonych. I tu się zaczęła prawdziwa masakra. Bowiem brać polska ruszyła kupą na podjeżdżające autobusy. Pośród wrzasków, jęków, przekleństw i złorzeczeń, taszcząc bagaże, jeden przez drugiego, tratując się wzajemnie parli do przodu jak stado baranów tarasując przejście. Ktoś wrzeszczał: – Dzieci! Dzieci! Ludzie! Stratujecie dzieci!

Kurwa! Gdzie ja jestem? – pomyślał.  Przecież to bezrozumne stado na śmierć się zadepcze! Odwrócił się nie chcąc dalej oglądać tej żałosnej sceny. Upychanie rodaków trwało prawie dwie godziny. A gdy wrzawa ucichła, bez żadnych problemów wsiadł do autokaru.

Ruszyli w kierunku kolejowego dworca. Z rozdziawionymi ustami przyglądał się rozłożystym limuzynom sunącym po wielopasmowych jezdniach. Patrząc na płynące po gładkich jak stół autostradach eleganckie fordy, szykowne chevrolety, dystyngowane cadillaki i sportowe mustangi z zawstydzeniem myślał o polskich dziurawych drożynach, gdzie straszyły toporne warszawy, pokraczne syreny i śmieszne trabanty.

Gdy wsiadał do ekspresu Montreal – Chicago, rozegrała się równie żenująca scena. Polacy hurmą zajęli wagony pierwszej klasy, a kiedy ich poproszono o wyjście towarzystwo zawyło, że chyba po ich trupie. W efekcie pociąg odjechał z kilkugodzinnym opóźnieniem, a zawstydzony Krzysztof zrozumiał, dlaczego tak trudno o wizę do Stanów…”, koniec cytatu.

A teraz wracając do krytykowanej wypowiedzi Joe Bidena powiem, iż wcale mu się nie dziwię, gdyż przejrzałem tę amerykańską Polonię na wylot w czasie mojego pobytu w Stanach w okresie 1967 – 1970 i wiem, że dominującą cechą charakterologiczną tych ludzi jest zawiść w stosunku do osób od nich lepiej wykształconych, o czym powinien Państwa przekonać drugi fragment mojej powieści – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/656229,magia-namietnosci-odcinek-4,4, który Wam teraz zacytuję:

Wykop Skomentuj74
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka