174 obserwujących
2278 notek
5279k odsłon
895 odsłon

A mówicie, że dogryzanie PiS-owi to moja obsesja

Wykop Skomentuj43

Sympatycy partii Jarosława Kaczyńskiego piszą mi często w komentarzach, że krytykowanie partii Jarosława Kaczyńskiego to moja fiksacja.

Przypomnę im tedy pewną moją notkę z grudnia 2011 , - a puenta będzie na końcu.

Oto tekst z roku 2011:

Salon III RP ( https://www.salon24.pl/u/salonowcy/376878,salon-iii-rp )

Salon III RP to obiekt kultowego uwielbienia miłośników Platformy Obywatelskiej, a rzucająca się w oczy cofka umysłowa tej nowofalowej „elity” stoi w ewidentnej sprzeczności z teorią rozwoju osobniczego gatunków Karola Darwina, która zakładała, że ewolucja postępuje zawsze w trendzie rozwojowym. Zaś nieznane dotąd nauce odwrócenie tego trendu wynika w tym przypadku z ślepej uległości wobec ciśnienia mutacyjnego zwanego poprawnością polityczną Salonu mazowieckiej Warszawki oraz podwawelskiego Krakówka.

Ów "salon" odnalazł nad Wisłą wyjątkowo mu przyjazne środowisko i w tej ekologicznej niszy masowego zidiocenia poczuł się na tyle swojsko, iż zaczął z niepojętym dla nauki powodzeniem ewoluować do tyłu, - a mówiąc jaśniej od form mózgu resztkowego do bliskiej debilnego absolutu postaci całkowicie odmóżdżonej.

Niezaprzeczalne dowody odkorowania „elit” Salonu III RP to: kłapanie na okrągło, że jest cudnie, dziecięca ufność ludu platformerskiego w zapewnienia Jacka Rostowskiego, że Polskę ominie kryzys, a także infantylna wiara w cuda, jakie obiecuje premier Tusk. 

Ta tragikomiczna inwolucja w pierwszym rzucie ogarnęła egzotyczną menażerię platformerskich celebrytów oraz egzotyczną populację pań prezesowych, profesorowych, ministrowych, mecenasowych, doktorowych…, et consortes, a także kurzo-mózgie flamy nadwiślańskich biznesmenów. 

Salon III RP żywi się przeświadczeniem o własnej doskonałości, bezgranicznym uwielbieniem generalissimusa Tuska, polityką miłości, tańcami na lodzie i „Szkłem Kontaktowym” nazywanym pieszczotliwie  „szkiełkiem”. Zaś wzorem wiecznie naćpanych niedźwiadków Coala, pogrążona w permanentnym błogostanie populacja Salonu III RP wegetuje podług niezmiennego od lat biorytmu: „ranny spacer – południowa kawa w mieście – papu – szkiełko – siusiu – lulu”. Do szczęścia zaś starcza jej przeświadczenie, że oni zawsze wszystko wiedzą lepiej.

Modelowy okaz salonowca III RP ubiera się wyłącznie w najdroższych butikach, co zwykle skutkuje wrażeniem jakby nie miał lustra w domu, rutynowo grywa w golfa żeby zaszpanować wysokością składki przed takim samymi jak on kretynami, i choć z trudem odróżnia drivera od cepa, pozbawiony poczucia obciachu, za odpowiednią opłatą startuje we wszystkich turniejach.

Od czasu do czasu Salon III RP zbiera się na tarle w miejscach „elitarnych”, gdzie się chełpi ilością hotelowych gwiazdek na wyspach skąd właśnie powrócił, obfitością kafelków Versace w domowej łazience i mocą silników świeżo zakupionych audic i beemek.

W modzie są również ekskluzywne „babskie party”, czyli spędy, co znaczniejszych snobek w mieście, gdzie w straszliwym harmidrze i aurze spowitej dymem z drogich papierosów, wszystkie gdaczą jednocześnie, przy czym żadna żadnej kompletnie nie słucha.

Przynajmniej raz w roku Salon III RP bywa na wystawnych balach nazywanych charytatywnymi, gdzie z bombastycznym rozmachem rzuca ostentacyjnie na tacę stówę przeświadczony, że się raz na zawsze wyzbył wyrzutów sumienia. Jest zawsze obecny na Różnorodnych galach i festiwalach, gdzie wciśnięty w niechcące na nim za cholerę leżeć stroje wieczorowe skrycie marzy, że może go złapie kamera, bądź przynajmniej o nim wspomni w VIVIE na ostatniej stronie świeżo zwerbowany jawny współpracownik „Szkła Kontaktowego”, nieco wypłowiały salonowiec nad salonowcami, niejaki Jerzy Iwaszkiewicz.  

Logo gatunkowe tej pociesznej menażerii to przebrany w gang od Armaniego butny kretyn z markowym cygarem w zębach i drogim zegarkiem na ręku, nieodróżniający aromatu Cohiby od swądu skisłego ogórka. Nieodłącznym przymiotem rasowych salonowców nowej generacji jest także nabyty cichcem na bazarze sygnet z herbem, noszony na małym palcu, by wszyscy widzieli. Nie mniej charakterystyczny jest zakodowany w genach totalny deficyt wrażliwości, poczucia estetyki oraz słuchu muzycznego, co mu jednak nie przeszkadza bywać na wszystkich bez wyjątku koncertach galowych i premierach w filharmonii i operze.  

Co ciekawsze okazy celebrytów Salonu III RP można sobie obejrzeć w porze południowej w nazywanych „klubami aktora”, - warszawskim „Pędzącym Króliku” i krakowskiej „Loży”, gdzie w trosce o fryzurę i kosztowne efekty chirurgii plastycznej salonowe eksponaty tkwią w żółwim bezruchu, co turyści bardzo często biorą za lokalną ekspozycję gabinetu figur woskowych.

„Najzabawniejsze” jest jednak, że niczym niezrażony salon III RP tkwi w najświętszym przekonaniu, iż jest rzeczywiście salonem…”, koniec cytatu.

A teraz obiecana na wstępie puenta.

W roku 2011 sympatycy PiS nosili mnie na rękach, zaś orędownicy PO uznali, że dostałem obsesji na punkcie Donalda Tuska, - i za sprzeniewierzenie się platformerskiej poprawności politycznej wyklęli mnie ze swojego środowiska obkładając klątwą ostracyzmu i piętnem nienawiści.

Ale, jak po jesiennych wyborach 2015 zacząłem dogryzać Salonowi IV RP , bo sytuacja polityczna odwróciła się o 180 stopni, a politycy PiS i PO zamienili się rolami, - to…, - sami już sobie Państwo dopowiedzcie.

Wnioski:

Jak Państwo widzicie nie jest łatwo być uczciwym i niezależnym blogerem oddanym prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)

Wykop Skomentuj43
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka