178 obserwujących
2325 notek
5336k odsłon
  1795   0

Czy Jarosław Kaczyński podzieli los Donalda Trumpa?

Fot.: MMM / Newsweek
Fot.: MMM / Newsweek

           Pisane w przeddzień jak nigdy wcześniej niesławnego odejścia z urzędu amerykańskiego prezydenta  Donalda Trumpa

                                                          Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=tZBipNvbkhM

          ( Szczególnie polecam fragmenty ulubionej piosenki Józefa Stalina odśpiewane przez Chór Aleksandrowa murmurando )

                             Zaś wszystkich niekumatych zapraszam do obejrzenia kultowej sceny z oscarowego filmu „KABARET”

                                                pokazującej jak budzi się w ludziach zawsze źle się kończąca nienawiść: - vide:

                                                                            https://www.youtube.com/watch?v=Sv7kbtQChJA 

                                                                 (polecam dźwięk na cały regulator i wersję pełnoekranową)

A teraz do rzeczy.

Skąd ten kontrowersyjny tytuł notki?

Otóż moim zdaniem Donald Trump i Jarosław Kaczyński to dwaj "szamani" w podobny sposób realizujący swą politykę „zbawców narodu ”, - o niemal identycznych cechach charakterologicznych, co teraz postaram się uzasadnić.

Kiedy Jarosław Kaczyński otrząsnął się z żałoby po tragedii smoleńskiej, rozpoczął zajadłą walkę o odbicie władzy z rąk partii Platformy Obywatelskiej, a jedną z form tej walki stały się miesięcznice smoleńskie. Zrazu myślałem, że intencją tych żałobnych marszów jest rzeczywiście czarna rozpacz Jarosława Kaczyńskiego po śmierci brata i pozostałych ofiar katastrofy smoleńskiej. Ale z każdą kolejną miesięcznicą przekonywałem się, iż rzeczywistym powodem odbywania tych kirowych uroczystości jest cynicznie perfidna gra Jarosława Kaczyńskiego na uczuciach jego elektoratu nazywanego potocznie „ludem pisowskim ”. Wtedy po raz pierwszy przejrzałem Jarosława Kaczyńskiego, gdyż zrozumiałem, że ten człowiek, podobnie jak po kilku latach czynił Donald Trump w Ameryce wobec swoich przeciwników politycznych, - pod pozorem walki o sprawiedliwą i praworządną Polskę (Trump o Amerykę) z premedytacją podszczuwał swych orędowników przeciwko Polakom (Trump przeciwko Amerykanom) sympatyzującym z opozycją.

To w czasie smoleńskich miesięcznic powstała tzw. „religia pisowska” oparta na wymyślonej przez Jarosława Kaczyńskiego dialektyce bólu i rozkoszy. I trzeba przyznać, że bezsprzecznie utalentowany reżyser miesięcznic smoleńskich „szaman” Jarosław Kaczyński, grając na instrumencie wspomnianej wyżej dialektyki potrafił tak kuglować emocjami „ludu pisowskiego ”, by jego kilkuletnie biczowanie z czasem przestało być dla niego narzędziem tortury przechodząc stopniowo w stan swoiście masochistycznej ekstazy. I udało mu się, bo to wtedy zrodziła się trwająca do dnia dzisiejszego irracjonalnie ślepa wiara „ludu pisowskiego ” w mit, że wszystko, co robi Jarosław Kaczyński jest dobre dla Polski, - wyartykułowany pamiętnym hasłem: „Ja-ro-sław! Pol-skę zbaw!”, a Polacy zostali podzielini na dwa wzajemnie się nienawidzące plemiona. Zaś,  jak się nad tym głębiej zastanowić, podobnie jak Kaczyński nie licząc się z nikim i niczym, - to samo bez cienia obciachu robił Donald Trump na spotkaniach z amerykańskim „ciemnym ludem republikańskim, który wszystko kupi ", - i kupił, czego efektem był oglądany niedawno z przerażeniem przez cały cywilizowany świat szturm na Kapitol, który splamił dobre imię Ameryki na całe dekady, jeśli nie na zawsze.

Moje zwątpienie w mit o "zbawcy narodu" Jarosławie Kaczyńskim umocniło się w kilka miesięcy po tym jak jesienne wybory roku 2015 wygrała PiS-owi Platforma Obywatelska, która pod koniec swych rządów tak się rozbrykała, że część z natury przekornych Polaków zagłosowała na PiS, - do czego przyznaję ze wstydem też się przyczyniłem jednym głosem. Na szczęście, jesienne wybory 2015 Prawo i Sprawiedliwość wygrało z przewagą sejmową. Dlaczego na szczęście? Bo ta przewaga sejmowa sprawiła, że Jarosław Kaczyński odsłonił swe kolejne oblicze przeradzając się ze smoleńskiego cierpiętnika w łamiącego prawa konstytucyjne butnego i nieliczącego się z tradycją polskiego parlamentaryzmu i opinią społeczną bezwzględnego despotę dążącego wzorem Erdoğana do osiągnięcia władzy absolutnej. I znowu zaryzykuję tezę, że przyczyną tych autorytarnych zapędów Jarosława Kaczyńskiego nie była bynajmniej chęć budowania „lepszej Polski”, lecz wynikająca z kompleksów i osobistych animozji chęć pokazania królowi Europy Tuskowi, który z nich jest lepszy.

Podobne czynniki sprawiły, że nabrałem się na Donalda Trumpa, - czytaj: https://wnet.fm/2017/08/07/wielkopolski-kurier-wnet-382017-krzysztof-pasierbiewicz-slowa-donalda-trumpa-byly-godne-postaci-historycznej/ , gdy w dniu 6 lipca 2017, w historycznym przemówieniu wygłoszonym u stóp Pomnika Powstania Warszawskiego, Donald Trump nawiązał do wiekopomnych słów Jana Pawła II wygłoszonych do Polaków w dniu w dniu 2 czerwca 1979 na ówczesnym Placu Zwycięstwa, dziś Piłsudskiego: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!....”. A gdy w chwilę później amerykański Prezydent przywołał słowa polskiej pieśni religijnej „My chcemy Boga” odśpiewanej wówczas w Warszawie przez setki tysięcy wzruszonych Polaków, myślałem, że mi serce ze wzruszenia pęknie.

Lubię to! Skomentuj113 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka