189 obserwujących
2429 notek
5506k odsłon
  1528   0

„Jednak pijaństwo było pospolite”. Rzecz o tabloidowych chwytach Gazety Wyborczej

Rok 2006. Promocja książki Krzysztofa Pasierbiewicz pt. „Epopeja helskiej balangi – GRUPA”, która odbyła się w salach koktajlowych i na tarasach widokowych Hotelu SPA DOM ZDROJOWY w Jastarni
Rok 2006. Promocja książki Krzysztofa Pasierbiewicz pt. „Epopeja helskiej balangi – GRUPA”, która odbyła się w salach koktajlowych i na tarasach widokowych Hotelu SPA DOM ZDROJOWY w Jastarni

UWAGA! Trudny przekaz, tylko dla kumatych!

Do opublikowanej wczoraj na „nowym” Salonie24 notki mojego autorstwa pt. „Dobra zmiana odświeżonego Salonu24 ” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1135645,dobra-zmiana-odswiezonego-salonu24 , bardzo przeze mnie szanowany bloger piszący pod nickiem @skamander dodał następujący komentarz:

„skamander [18 maja 2021, 02:47]
Panie Krzysztofie, może rozwinąłby Pan tę myśl, że teraz na Salonie 24 będzie  lepiej. To mnie bardzo ciekawi, bowiem po obejrzeniu wywiadu, jaki udzielił pan Jastrzębowski (obecny właściciel Salonu24) pani red. Monice Jaruzelskiej, to mogę mieć mieszane uczucia. Pozdrawiam…”.

Na ten komentarz odpowiedziałem następująco:

„echo24 [18 maja 2021, 11:32]
@skamander ---
Wysłuchałem dzisiaj wywiadu pana Jastrzębowskiego z panią Moniką Jaruzelską i najbardziej mi się podobało, jak pan redaktor powiedział, że obecnie media krytykujące tabloidy, - są już prawie tak samo tabloidowe tyle, że tę „tabloidowość” obłudnie skrywają pod płaszczykiem ich rzekomej misji, a de facto jednym i drugim chodzi o pieniądze. Ta odważna wypowiedź pana Jastrzębowskiego zdaje się rokować, że nowy Salon24 będzie bardziej niż dotąd niezależny i otwarty na odważne notki Autorów piszących uczciwie o tym, co się dzieje tu i teraz…

Co pan @skamander skwitował takim komentarzem:

„skamander18 maja 2021, 12:39
@echo24

Zbytnio odkrywcze to nie było. Pan nie chciał tego zapewne napisać, ale w tym wywiadzie była ciągła krytyka GW, co musiało być Panu bardzo bliskie. Nie wiem czy aż tak wartościowe ze strony pana Jastrzębowskiego było publikowanie gołej pupy pani Jaruzelskiej i czy to właśnie było tym, że tabloid wzbogacił się dzięki temu zdjęciu? Jeśli wszystko, co oglądamy w mediach, to tylko dla przysłowiowej złotówy, to raczej to dotyczy tzw. mediów rządowych, bo media niezależne z pieniędzy podatników nie korzystają. I GW nie bogacą akolici PiS-u, i dlatego ta odkrywcza myśl, że wszystkie media działają tylko dla zysku, ani jest odkrywcza, ani czymś nowym. To są przedsiębiorstwa i tylko różni tabloidy i poważniejsze media to, że jednak np. w GW nikt nie wydrukował zmanipulowanego zdjęcia zony prezydenta Francji. Nikt z dziennikarzy tego medium nie gania za gołymi pupami innych redaktorek - dziennikarze śledczy zajmują się dużo poważniejszymi tematami. Taka jest różnica miedzy tabloidami i poważniejszymi publikatorami…

Chciałbym tedy w dzisiejszej notce panu @Skamanderowi dowieść na konkretnym przykładzie, że Gazeta Wyborcza też zajmuje się tabloidowymi ploteczkami, a co więcej, jej dziennikarze nie zawsze przestrzegają zasad kodeksu dziennikarskiej rzetelności.

Otóż W Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej z 12-13 sierpnia 2017 pani Aleksandra Boćkowska – dziennikarka, współpracująca m.in. z „Gazetą Wyborczą” i „Wysokimi Obcasami Extra”, wcześniej redaktorka w magazynach „Elle” i „Viva! Moda”, - opublikowała artykuł pod niezbyt wysmakowanym tytułem „Na wczasy! Po salceson w kilku gatunkach ” - vide: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22222528,po-salceson-w-kilku-gatunkach-czyli-wakacje-w-prl.html , który to tekst poprzedziła następującym wstępem, cytuję:

„„To nie były pospolite pijaństwa. To były – jak mówią – symfonie bałtyckiego snu nocy letniej. Czyli tak: ciepła wódka, śledź w śmietanie oraz tatar. Dom Zdrojowy w Jastarni. I oni – aktorzy, birbanci, prywaciarze, aktorki, modelki i piękne córki bogatych ojców. Elita życia towarzyskiego Warszawy, Łodzi, Krakowa i Poznania. Jedli, pili, przemawiali – podobno bardzo błyskotliwie, ale zachowali to tylko w pamięci. Za dnia mieli rejonizację. Artyści mieszkali w Chałupach, birbanci w Jastarni, biznes w Juracie. Na balangi spotykali się w Jastarni. Bal otwarcia, ognisko, bal na statku i bal sezonu – to były imprezy obowiązkowe, ale po drodze zdarzało się wiele innych. Mieszkali u rybaków, w domach bez toalet i pryszniców, jadali bułki z kruszonką w Maleńkiej, puchate filety z dorsza u Wawrzyniaka. W Szklarni plotkowali. I tak w różnych konfiguracjach, od późnych lat 50. do jeszcze całkiem niedawna. Przyjechali na Hel, bo Sopotem zawładnęły wczasy pracownicze. Tutaj początkowo nie było nic, nawet asfaltowej drogi. A więc dziko, bardzo ładnie i bardzo wesoło, również obyczajowo. Fajnie. To helskie towarzystwo zyskało miano „Grupy” i doczekało się środowiskowej legendy. Krzysztof Pasierbiewicz, jeden z bywalców, poświęcił mu nawet bibliofilską książkę. Piękne zdjęcia ładnych ludzi na tle wzburzonego morza pozwalają uwierzyć w czar wakacji w PRL. Tyle, że powszechnie jednak pijaństwo było pospolite…”, koniec cytatu.

Pomijam już fakt, że Autorka rzeczonego artykułu, choć wymieniła moje nazwisko, jako autora, to jednak nie widziała potrzeby podania tytułu mojej książki, o której napisała artykuł, a to, jak przypuszczam z tej przyczyny, żeby sobie cichcem cudzym kosztem ubarwić na sępa swój własny artykuł, do którego wrzuciła frazy, przepraszam za kolokwializm, - zerżnięte na żywca z mojej książki pt. „Epopeja helskiej balangi – GRUPA ”, - nie ujmując ich nawet w cudzysłów (patrz wytłuszczenia w powyżej zacytowanym tekście z Gazety Wyborczej).

Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura