196 obserwujących
2499 notek
5630k odsłon
  981   1

Wielki szacun dla Jana Dawida Śpiewaka!

Jan Dawid Śpiewak w „Israel Hajom” krytykuje władze Izraela. Fot. Wikipedia
Jan Dawid Śpiewak w „Israel Hajom” krytykuje władze Izraela. Fot. Wikipedia

Portal internetowy Salon24, - vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1146900,jan-spiewak-w-izrael-hajom-krytykuje-wladze-izraela informuje:

Jan Śpiewak zabrał głos ws. konfliktu polsko-izraelskiego. Warszawski aktywista, przedstawiany, jako potomek żydowskich elit w Polsce, w bezpardonowy sposób skrytykował szefa izraelskiej dyplomacji, który zaatakował Polskę po nowelizacji prawa spadkowego. Jan Śpiewak zwrócił się do mieszkańców Izraela za pośrednictwem „Izrael Hajom”. To najbardziej rozpowszechniona gazeta w tym kraju. Śpiewak przekonuje na jej łamach, że nowelizacja KPA nie uderza w ofiary Holokaustu, jak twierdzi minister spraw zagranicznych Izraela. Jair Lapid zaatakował polską ustawę, nazywając ją „hańbą” i „bolesnym pogwałceniem praw ocalałych z Holokaustu”. Jan Śpiewak oskarża szefa Izraelskiego MSZ o to, że wykorzystuje pamięć o ofiarach dla swoich potrzeb politycznych. - Kto normalny twierdziłby, że nowelizacja prawa uderza w ofiary Holokaustu? - pyta retorycznie Śpiewak w „Izrael Hajom”. - Dla mnie, jako osoby, która straciła większość rodziny w Holokauście, stosowanie takiej retoryki jest odpychające i stawia nas, Żydów w Polsce, w bardzo złym położeniu. Lapid wykorzystuje swoją walkę z Polską dla własnych politycznych korzyści w Izraelu - ocenia..."

Mój komentarz:

Cała nadzieja w młodym pokoleniu potomków żydowskich elit w Polsce.

Dlaczego tak sądzę?

Bo w kwietniu 2019 opublikowałem na Salonie24 list otwarty do Ojca Jana Śpiewaka pana profesora Pawła Śpiewaka – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/950336,list-otwarty-do-prof-pawla-spiewaka , który teraz Państwu przypomnę w całości, cytuję:

Od:
Dr inż. Krzysztof Pasierbiewicz
emerytowany nauczyciel akademicki
Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

Do:
Prof. dr hab. Paweł Śpiewak
Dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma
z siedzibą w Warszawie

Szanowny Panie Profesorze!

Piszę do Pana w Wigilię Niedzieli Wielkanocnej roku 2019, dnia, który jest najstarszym i najważniejszym świętem chrześcijańskim. Zwracam się do Pana Profesora, jako Polak, jako katolik, jako nauczyciel akademicki z blisko czterdziestoletnim stażem, a także jako bloger Salonu24 oraz Naszych Blogów Niezależnej.pl, - w sprawie wypowiedzianych przez Pana w programie "Tłit" w Wirtualnej Polsce, wierzę, że nieumyślnie w czasie poprzedzającym Dzień Wielkiej Nocy, - następujących słów:

„Nie mogę znieść retoryki ratowania Żydów przez Polaków (…) chodzi o to, żeby nie robić z siebie narodu wyjątkowego, wyjątkowo miłosiernego, dobrego". – Nie mogę znieść retoryki ratowania Żydów przez Polaków. To retoryka, która staje się elementem propagandy. Owszem, mówi się o tym, jest to fakt historyczny. Działała w Polsce Żegota. Było dużo sióstr zakonnych, które ratowały Żydów. Natomiast używanie tego doświadczenia po to, by udowodnić całemu światu i sobie samym, że Polacy są narodem wyjątkowym, bo ratowali Żydów, zapominając o szmalcownikach, jest mówieniem nieprawdy. Ja chcę, by propagandę zastąpił prawdziwy obraz rzeczywistości…”

Ale zanim przejdę do meritum, coś Panu Profesorowi opowiem.

Działo się to pierwszego sierpnia 1952. Jako ośmioletni chłopiec byłem na kolonii letniej w podkrakowskim Sierakowie. Szczęśliwi, opaleni wróciliśmy z kolegami znad rzeki na obiad. Ku mojemu zdumieniu pani wychowawczyni przekazała mi wiadomość, że ktoś na mnie czeka w kancelarii pana kierownika. Jeszcze bardziej się zdziwiłem na widok wuja Ludwika, który mi powiedział, że tata jest trochę chory i musimy wracać do Krakowa. Choć bardzo mi było żal zostawiać kolegów ucieszyłem się ogromnie, bo będąc Jego oczkiem w głowie, świata za Ojcem nie widziałem. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, a ja nie mogłem się doczekać chwili, kiedy wreszcie się przytulę do Ojca. W końcu dotarliśmy z dworca na naszą ulicę. Wujek chciał mi coś powiedzieć, ale wyrwałem mu się i oszalały ze szczęścia, na łeb na szyję popędziłem do ukochanego taty. Gdy dobiegłem do naszej kamienicy serce przeszył mi paraliżujący ból i niebo spadło mi na głowę. Na bramie wisiała wykonana domowym sposobem klepsydra z napisem:

Mgr inż. Michał Pasierbiewicz
ukochany mąż i ojciec
żołnierz Armii Krajowej
zmarł przeżywszy lat 46…

Tacie pękło serce. Zamęczyła go ubecja, a dokładniej mówiąc kilku oficerów bezpieki pochodzenia żydowskiego po tym, jak ujawnił swoją akowską przeszłość. Nie wytrzymał ciemiężenia i upokorzeń w pracy, obrzydliwych intryg, prowokacji, bezustannego śledzenia, ciągłych rewizji domowych i niekończących się wielogodzinnych przesłuchań na bezpiece. Zaś owdowiałej matce i osieroconym synom piętno odrzucenia i zaszczucia, - każdego dnia coraz głębiej wkłuwało się w duszę.

Na pogrzebie było tyle samo bliskich i przyjaciół, co ubeków, którzy obstawili cały Cmentarz Rakowicki, a gdy kondukt dotarł do naszego rodzinnego grobu, przyczaili się za przyległymi grobowcami. Pamiętam, że gdy ksiądz rozpoczął modlitwę nad grobem, wśród żałobników zrobiło się jakieś dziwne zamieszanie i rozległy się zaaferowane szepty. To przyjaciele Taty z konspiracji wkroczyli do akcji i raptem na trumnie pojawiła się wiązanka biało czerwonych goździków z szarfą, na której widniał napis: „Naszemu kochanemu dowódcy przyjaciele z Armii Krajowej”. Do dzisiaj nikt nie wie, kto i jakim cudem położył tę wiązankę na trumnie, za co wtedy groziło więzienie, o ile nie gorzej. Z tego, co było potem zapamiętałem jedynie, że jak trumnę spuszczano do grobu Mama ścisnęła mnie kurczowo za nadgarstek aż mi z bólu w oczach pociemniało. A jak kondukt się rozchodził spostrzegłem, że mam całą dłoń we krwi. Mama miała zawsze zadbane, długie paznokcie.

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości