195 obserwujących
2465 notek
5577k odsłon
  725   0

Ludzie! Nie dajcie się zwariować polityce! Bawcie się! Jak legendarna jastarniana GRUPA!

Rok 2006. Hotel SPA DOM ZDROJOWY w Jastarni. Promocja książki K. Pasierbiewicza pt. "Epopeja helskiej balangi - GRUPA". Ewa Wiśniewska z autorem
Rok 2006. Hotel SPA DOM ZDROJOWY w Jastarni. Promocja książki K. Pasierbiewicza pt. "Epopeja helskiej balangi - GRUPA". Ewa Wiśniewska z autorem

Od wczesnych lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, każdego lata, na przełomie lipca i sierpnia przyjeżdża do Jastarni legendarna „Grupa”, co barwniejszych postaci Warszawy, Krakowa, Poznania i Łodzi, swoista „arystokracja” ludzi lubiących i umiejących się bawić.

Praszczurowie wagantów „Grupy” jeździli do Jastarni już w latach trzydziestych zeszłego stulecia, kiedy na naszej bałtyckiej riwierze zaczynał się rodzić zalążek nowego stylu spędzania wakacji podług stałego rytmu rano uliczny spacer w szykownej pidżamie z obowiązkową siateczką na głowie - vide: https://m.salon24.pl/1c21379f953a189a7ecd802cbbcc2ed1,860,0,0,0.jpg , potem plażowa rewia mód - vide: https://m.salon24.pl/c7e82a94ccd8b5039e2496f1e3d9e430,860,0,0,0.jpg , wieczorem zaś, w porcie historyczny dancing, na którym przygrywały z fasonem okrzyczane big-bandy Golda i Petersbuskiego, a towarzystwo tańczyło w obowiązkowo białych, smokingach i sukniach - vide: https://m.salon24.pl/c7e82a94ccd8b5039e2496f1e3d9e430,860,0,0,0.jpg , by o zmroku, stylowym parostatkiem ruszyć w słynny „rejs powitania słońca ” - vide: https://m.salon24.pl/497be612e41dff8cebb5bc0b69b51193,860,0,0,0.jpg .

W pierwszych latach po wojnie, antenaci „Grupy” spędzali lato w Sopocie, który im się zamarzył polskim Miami Beach. Niestety, owe jakże zuchwałe marzenia zmyła na wiele lat niwecząca wszystko, co piękne fala polskiego „tsunami” tamtych lat, - pełzającej pandemii „Wczasów Pracowniczych”. W tej sytuacji „Grupa” ruszyła na emigrację, a obiektem swojego „zesłania” wybrała dziewiczą Jastarnię skromną rybacką wioskę, do której ojcowie grupy zjechali na motocyklach polną piaszczystą drogą nie wiedząc wtedy jeszcze, że urok tego miejsca, gdzie  z nieba leje się szczęście o złotej barwie bursztynu zatrzyma ich na tej ziemi na wiele pełnych pokoleń. Prócz fascynacji dzikim żywiołem Bałtyku i pięknem krajobrazu Półwyspu Helskiego, lubiących wypić „odkrywców” zatrzymał tutaj również, a może przede wszystkim ozdrowieńczy klimat mierzei z wszechobecnym w tutejszym powietrzu przywracającym młodość, wigor i energię jodowym aerozolem, który uleczał kaca nim jeszcze spróbował się zrodzić. I w taki oto sposób w tamtych ponurych czasach, gdzie szczytem marzeń większości Polaków był romans z kaowcem domu wczasowego, prekursorzy „Grupy”, swoiści „Kolumbowie” heroicznych zmagań o godność letniego wytchnienia tworzyli podwaliny zupełnie nowej szkoły wytwornej rozrywki elit ekskluzywnego kurortu.

Pierwszym najazdom „Grupy” kaszubscy włodarze Półwyspu nie byli do końca przychylni, gdyż nie mogli zrozumieć, że harce tych „odmieńców”, „błaznów” i „cudaków” to nic innego, jak protest przed wobec brania Polaków pod but przez kochających szpetotę intelektualnie antyestetycznych pezetpeerowskich kacyków. Dopiero gdy nieufni Kaszubi z "Grupą" ocean „Czystej Wyborowej” przekonali się, że ci „odmieńcy” to jednak normalni, ciepli i serdeczni ludzie, na których w dodatku można wcale niezgorzej zarobić. Wtedy to dumni i nie dla wszystkich otwarci Kaszubi przyjęli „Grupę” na Hel wpisując ją nieodłącznie w pejzaż wakacyjnej Jastarni - vide: https://www.youtube.com/watch?v=OWoy5NF1QIo .

Świątynią ekskluzywnej rozrywki „Grupy” był stary Dom Zdrojowy w Jastarni - vide: https://m.salon24.pl/bb0a0edd59f687b26b33fa3ce8d0b5ee,860,0,0,0.jpg , gdzie duch przedwojennego wykwintu przetrwał nawet w mrokach późniejszej „komuny”, zaś w latach pięćdziesiątych zaczęła balować tam „Grupa”. A cóż to były za bale! To były wykwintne rauty okraszane perłami sztuki oratorskiej najznamienitszych polskich aktorów, na których przy ciepłej wódeczce, tatarze i śledziu w śmietanie bawił się kwiat rozrywkowych elit „PRL-u”, swoisty konglomerat gwiazd teatru i filmu, świata nauki, nestorów wszelkich sztuk oraz przeróżnego autoramentu niebieskich ptaków i „prywaciarzy”, - bombastycznych krezusów ówczesnego świata polskiej finansjery. Wszystko to żyło w jakiejś zadziwiającej symbiozie ludzi z nazwiskami, ludzi z fantazją i ludzi z pieniędzmi, których na przekór szpetocie komuny łączyło luzackie poczucie humoru, polot, fantazja, upodobanie wolności i jakże znamienny dla tamtej epoki stan sielskiej i całkowicie bezkarnej beztroski, jako że pieniędzy się wtedy na ogół nie miało, więc nikt się nie martwił o kasę rzucając się na oślep w wir eksplodującej szaleństwem zabawy ludzi szczęśliwych chwilą, pachnących słońcem i morską bryzą, niemających nic do stracenia „szczęśliwców” nie bojących się jutra.

„Grupa” bawiła się hucznie, acz nad wyraz wytwornie, frywolnie, lecz niezwykle szarmancko szaleńczo, ale nigdy bezmyślnie, zawsze zaś ze wszech miar elegancko i jak na tamte czasy wręcz nieprzystojnie wykwintnie. Każdego lata „Grupa” urządzała w Jastarni cztery głośne imprezy „Bal otwarcia”, „Ognisko”, „Rejs” i „Bal Sezonu”, - wielkie wydarzenia Półwyspu, za zaproszeniami, o które zabiegała niekiedy bezskutecznie cała helska śmietanka. Ale to nie były byle jakie zabawy, lecz wyrafinowane w swym brzmieniu symfonie „bałtyckiego snu nocy letniej” grane pod partyturę kapituły „Grupy” „Bartochy”, „Ślepca”, „Konia” i „Dunina”, którzy pod płaszczem nocy na pamiętnych „tajnych naradach” pisali swoje genialne libretta owych niezwykłych spektakli subtelnie smakowanego dowcipu żyjącego w cudownej harmonii z graną na cienkiej strunie melodią finezyjnej intrygi letniego kurortu. Po balu, rytualnie, wabieni zapachem pieczonego chleba najbardziej wytrwali birbanci, już w brzasku wschodzącego letniego poranka, ze swymi partnerkami szli do miejscowej piekarni, gdzie obnażeni z ukropu piekarze rozczapierzonymi palcami miesili rosnące ciasto, a ta rubensowska scena wzbudzała na naszych karkach ów boski przeskok iskry wzniecając w nas wilczy apetyt na świeżo pachnący kęs jeszcze ciepłego chleba, - ale jeszcze bardziej
pragnienie dzikiej porannej miłości.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości